Dr G. Osiński w „Naszym Dzienniku” o rosnącej cenzurze w internecie: Kiedy ostrzegałem przed tym 3 lata temu, spotykałem się z komentarzami, że przesadzam, a Big Tech to zwykłe firmy nastawione na zarobek, które dbają o swoich klientów, bo zapewniają im zyski

Kiedy 3 lata temu ostrzegałem przed takimi konsekwencjami („Złapani w sieć”, „Nasz Dziennik”, 11 kwietnia 2018 r.) spotykałem się z komentarzami, że przesadzam, a Big Tech to zwykłe firmy nastawione na zarobek, które dbają o swoich klientów, bo zapewniają im zyski. Z podobnymi krytycznymi opiniami spotykałem się w zeszłym roku, kiedy na początku pandemii przypuszczałem, że koronawirus SARS-CoV-2 mógł zostać stworzony w laboratorium biotechnologicznym w Wuhanie – napisał dr Grzegorz Osiński, wykładowca WSKSiM, na łamach „Naszego Dziennika”.

Cały artykuł dr Grzegorza Osińskiego jest dostępny [tutaj].

Problem cenzurowania treści i narzucania ideologicznej interpretacji wydarzeń w internetowych serwisach informacyjnych staje się coraz poważniejszy. Kolejne grupy internautów zauważają poważne braki w ochronie wolności słowa w sieci.

Zagadnienie to dr Grzegorz Osiński poruszał już 3 lata temu.

– Kiedy 3 lata temu ostrzegałem przed takimi konsekwencjami („Złapani w sieć”, „Nasz Dziennik”, 11 kwietnia 2018 r.) spotykałem się z komentarzami, że przesadzam, a Big Tech to zwykłe firmy nastawione na zarobek, które dbają o swoich klientów, bo zapewniają im zyski. Z podobnymi krytycznymi opiniami spotykałem się w zeszłym roku, kiedy na początku pandemii przypuszczałem, że koronawirus SARS-CoV-2 mógł zostać stworzony w laboratorium biotechnologicznym w Wuhanie – wskazał wykładowca akademicki.

Kierownik instytutu informatyki WSKSiM zwrócił uwagę na niebezpieczeństwa związane z ideologią transhumanizmu.

– Jedną z metod stosowanych przez transhumanistów są eksperymenty biotechnologiczne, które mają na celu wyhodowanie hybrydowych, ludzko-zwierzęcych struktur biologicznych („Transhumanizm – nowa odsłona”, „Nasz Dziennik”, 11 września 2019 r.). Zatem istnieje prawdopodobieństwo, że takie eksperymenty były przeprowadzane w chińskim laboratorium w Wuhanie, a koronawirus mógł zostać tam wytworzony i wydostał się na zewnątrz, np. w wyniku błędu lub awarii. Jednak portale społecznościowe oraz wyszukiwarki internetowe, których właścicielami są koncerny Big Tech, cenzurowały tego typu informacje – podkreślił dr Grzegorz Osiński.

Coraz częściej pojawiają się głosy sugerujące, że Big Tech cenzuruje informacje dot. pandemii koronawirusa.

– W połowie maja na łamach czasopisma naukowego „Science” („Investigate the origins of COVID-19”, „Science” V.372, 6543) ukazał się apel grupy wybitnych naukowców, którzy nawołują do potraktowania takiego scenariusza jako równouprawnionej hipotezy naukowej i przeprowadzenia dokładnego dochodzenia w celu ustalenia pochodzenia koronawirusa, który spowodował światową pandemię. Jak w tym kontekście wygląda nie tylko wolność słowa w sieci, ale również wolność badań naukowych, których podstawowym celem powinno być poszukiwanie prawdy? – napisał informatyk.

– W takim kontekście powinniśmy również rozpatrywać najnowszą inwestycję największego Big Techu, firmy Google, która rozpoczyna w Polsce budowę olbrzymiego centrum obliczeniowego. Ta inwestycja ma pełne wsparcie polskiego rządu i zapewne będzie przedstawiana jako kolejny sukces inwestycyjny. To bardzo dobrze, że dbamy o rozwój technologii cyfrowych, tylko dlaczego nie budujemy równolegle własnej, polskiej infrastruktury informatycznej? Przecież wprowadzenie na polski rynek tak potężnego gracza przy niedostatecznym zabezpieczeniu polskich firm informatycznych, braku regulacji prawnych oraz wiedzy o preferowanej przez koncern Google ideologii może nieść, oprócz oczywistych korzyści, również zagrożenia – dodał.

Dr Grzegorz Osiński wskazał, że polskie prawo nie chroni nas przed zagrożeniami związanymi z rozszerzaniem się wpływów Big Techu.

– Nasze rodzime regulacje nie obejmują jeszcze tych zagadnień i zapewne jeszcze długo na nie będziemy czekali. Poza tym czy możemy liczyć na to, że w zderzeniu z potężnym kapitałem „papierowe paragrafy” będą skuteczne? Według raportu firmy doradczej Instrat, zajmującej się zagadnieniami gospodarki cyfrowej i promowaniem narzędzi w otwartym dostępie (open source), zatytułowanym: „Cyfrowy monopol. Nadużycia, których dopuszczają się największe korporacje technologiczne”, obecnie na poziomie krajowym nie dysponujemy żadnymi regulacjami w odniesieniu do trzech najważniejszych nadużyć Big Techu: naruszania interesów użytkowników, nadużywania pozycji dominującej oraz nieproporcjonalności i monopolizacji dostępu do danych użytkowników. Nie wiemy też, na jakim etapie znajdują się prace nad ustawą dotyczącą wolności słowa w sieci internetowej. Zapewne Google prędzej zbuduje swoje nowe centrum i wdroży planowane innowacje, a wtedy egzekucja prawna będzie dużo trudniejsza. Nie powinniśmy też szybko liczyć na nowe przepisy z poziomu Unii Europejskiej. Opisywanymi powyżej zagadnieniami powinny się zająć akty prawne Digital Service Act (DSA) oraz Digital Markets Act (DMA), ale znajdują się one dopiero na samym początku legislacyjnej procedury. Oba projekty trafiły do Parlamentu Europejskiego oraz Rady Unii Europejskiej. Te instytucje muszą wypracować swoje wersje i rozpocząć negocjacje – podsumował dr Grzegorz Osiński, kierownik instytutu informatyki WSKSiM.

Dr Grzegorz Osiński/”Nasz Dziennik”

drukuj