(fot.PAP/EPA)

Berlin dyscyplinuje

Niemcy uważają, że sytuację w strefie euro poprawią reformy strukturalne i dyscyplina finansowa. Berlin nie chce słyszeć o zwiększeniu wydatków publicznych dla pobudzenia wzrostu gospodarczego i o solidarnej odpowiedzialność wszystkich państw za długi całej eurostrefy.

 

Kanclerz Angela Merkel po raz kolejny odrzuciła propozycje pobudzenia wzrostu w eurostrefie za pomocą zwiększenia wydatków publicznych i wezwała do wprowadzenia w to miejsce długofalowych reform strukturalnych.
Czołowy krytyk niemieckiego paktu na rzecz dyscypliny budżetowej, prezydent Francji Fran÷ois Hollande, tym razem wypowiedział się o nim w bardziej pojednawczym tonie. – Wzrost gospodarczy w Europie nie zrodzi się z wydatków publicznych. Wola przyspieszenia wzrostu nie wyklucza poważnego podejścia do budżetu – oznajmił Hollande. Jako kroki konieczne wymienił ograniczenie długu publicznego, przywrócenie równowagi finansów publicznych, co powinno nastąpić w ciągu najbliższych pięciu lat, oraz wprowadzenie dyscypliny budżetowej. Polityka wzrostu wymaga jednak, jego zdaniem, nie tylko reform strukturalnych, ale także wprowadzenia nowych instrumentów finansowych takich jak np. euroobligacje, których istota sprowadza się do uwspólnotowienia długu eurostrefy.
W tej sprawie stanowisko niemieckie jest zdecydowanie odmienne. Jej sedno jasno wyłożył niemiecki minister finansów Wolfgang Scheuble w wywiadzie dla dziennika „Handelsblatt”. – Zanim zaczniemy rozmawiać o wspólnym zarządzaniu długami, potrzebujemy prawdziwej unii fiskalnej, a z czasem może również bankowej – powiedział Scheuble. Pobudzenie wzrostu gospodarczego w krajach euro oraz pogłębienie unii monetarnej, zmierzające do przekształcenia jej w unię monetarno-fiskalną, będą głównym tematem spotkania unijnych przywódców na szczycie UE 28 czerwca. Kryzys eurostrefy i jego globalne reperkusje zdominuje także najbliższy szczyt G20 w Meksyku (18-19 czerwca).

 

Wzrost bez pieniędzy

Sytuacja w strefie euro zaogniła się do tego stopnia, że zagraża globalnej gospodarce. Nic dziwnego, że z całego świata płyną do Europy apele o podjęcie zdecydowanych kroków. Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy zobowiązały się wobec partnerów z G7 (USA, Kanada, Japonia), że przyspieszą decyzje na rzecz uzdrowienia sytuacji w strefie euro. Pokłosiem tej obietnicy była zapewne podjęta niemal ad hoc decyzja o udzieleniu 100 mld euro pomocy hiszpańskim bankom. Dla wszystkich jest oczywiste, że – poza doraźnym łataniem dziur finansowych i powstrzymaniem dalszego narastania długu – kluczową sprawą dla pokonania kryzysu euro jest pobudzenie wzrostu gospodarczego w Europie. Oczy świata skierowane są teraz na Berlin, bo to stąd musi wyjść impuls na rzecz powstrzymania kryzysu.
Kanclerz Merkel przedstawiła niemieckie propozycje na rzecz wzrostu podczas spotkania z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barrosso w Berlinie. Niemcy liczą, że pobudzenie wzrostu zostanie osiągnięte przez same reformy strukturalne, bez istotnego wsparcia finansowego, przy zachowaniu ścisłej dyscypliny budżetowej. Reformom tym ma towarzyszyć stopniowa integracja fiskalna, a w dalszej perspektywie także integracja systemów bankowych. Wspólna odpowiedzialność eurostrefy za dług publiczny krajów w formie euroobligacji, a także odpowiedzialność europejskiego funduszu gwarancyjnego za dziury w bilansach banków, w planach niemieckich przewidziana została dopiero wtedy, gdy te długi i dziury zostaną zminimalizowane samodzielnym wysiłkiem słabszych krajów euro. Dla społeczeństw krajów pogrążonych w kryzysie stanowi to zapowiedź „potu, łez i krwi” przez co najmniej dwie dekady. Rozpatrywane są takie posunięcia, jak powszechne podniesienie wieku emerytalnego, liberalizacja rynku pracy, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych prowadzona przez specjalne fundusze powiernicze.

 

Na program walki z bezrobociem młodzieży, które przybrało rozmiar klęski, Niemcy i Komisja Europejska chcą przeznaczyć skromne 7,3 mld euro z niewykorzystanych funduszy strukturalnych UE. Mowa jest też o pobudzeniu inwestycji dzięki podwyższeniu kapitału Europejskiego Banku Inwestycyjnego o 10 mld euroinwestycji.

drukuj