(fot.PAP/EPA)

Aborcyjny terroryzm

Oenzetowski Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet wspomagany przez różnorakie organizacje feministyczne po raz kolejny dowiódł swojej skuteczności w promowaniu morderczej dyskryminacji zarówno kobiet, jak i mężczyzn poprzez ich zabijanie w łonach matek. Po kilku latach nacisku udało mu się wymóc na parlamencie państwa Mauritius legalizację aborcji. To kolejny przykład presji na kraje, które bronią życia.

 
– Nawet jeśli prawo dało kobietom „przyzwolenie” w pewnych okolicznościach „na eliminację życia, które już się rozpoczęło”, Kościół katolicki pragnie, aby fakt ten nie wpłynął na bagatelizowanie obowiązku ochrony życia ludzkiego niezależnie od okoliczności – oświadczył ks. bp Maurice Piat, pasterz diecezji Port-Louis na Mauritiusie. – Koniecznie trzeba wzmocnić solidarność, która jest warunkiem niezbędnym do tego, by ochrona każdego życia ludzkiego była skuteczna. Gdy chodzi o Kościół, nadal będziemy przypominać, że obrona życia niezależnie od okoliczności jest obywatelskim obowiązkiem każdego człowieka, będziemy pracować nad rozwijaniem więzi solidarności, by wspierać kobiety w trudnej sytuacji i kontynuować pracę edukacyjną wśród młodych w zakresie odpowiedzialnej płciowości – sprecyzował ksiądz biskup. Jego deklaracja jest odpowiedzią na decyzję parlamentu wyspy Mauritius, który znaczącą liczbą głosów poparł projekt depenalizacji aborcji i jej legalizacji w przypadkach, kiedy dziecko poczęte zostało w wyniku gwałtu bądź relacji kazirodczej, kiedy matka nie ukończyła 16. roku życia, kiedy u dziecka stwierdzono możliwość upośledzenia lub kiedy ciąża mogłaby stanowić zagrożenie dla zdrowia fizycznego bądź psychicznego (sic!) matki. Tuż po głosowaniu Xavier Duval, minister finansów, lider socjaldemokratów, domagał się, by parlamentarna debata nad aborcją była kontynuowana. – Nasza dyskusja nie może zakończyć się poprawkami, które dotyczą jedynie kilku specyficznych przypadków. (…) To dopiero malutki etap. Przyjrzyjmy się teraz reszcie przypadków i znajdźmy dla nich rozwiązanie – apelował specjalista od finansów.

 

Międzynarodowe naciski

Nagły zwrot w prawie to wynik wieloletnich nacisków organizacji międzynarodowych, w tym głównie Komitetu ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet ONZ (CEDAW), Amnesty International oraz różnej maści towarzystw feministycznych domagających się upowszechnienia na całym świecie „prawa” do zabijania. Co ciekawe, rzeczony Komitet, który rzekomo ma zapobiegać dyskryminacji kobiet, zapomina o głównych wytycznych Międzynarodowej Karty Praw Człowieka, która leży u podstaw ONZ. Jak czytamy na stronie Ośrodka Informacji ONZ w Warszawie, w Karcie „wiele praw sformułowanych jest w sposób, który każdego człowieka czyni głównym beneficjentem: „Każdy ma prawo…”. Wśród nich istnieją prawa i wolności, które w żadnych okolicznościach nie mogą być legalnie zawieszone”. Jako pierwsze wśród nich wymienione jest prawo do życia.
Warto zauważyć, że jednym z głównych argumentów wysuwanych przez promotorów aborcji jest ich niepokój związany z „podziemiem aborcyjnym” i „troska” o zdrowie kobiet. Niepokój ten jednak wydaje się fałszywy, skoro wyrazem walki z rzekomym „podziemiem” jest jego legalizacja. Co do „troski” o kobiety, jej przejawy są sprzeczne z tym, co nakazywałaby logika. Za doskonały przykład może tu posłużyć właśnie wyspa Mauritius. Według oficjalnych danych jest to kraj, gdzie notuje się najniższy wskaźnik śmiertelności wśród afrykańskich matek. Również w innych krajach świata, gdzie aborcja jest zakazana, wskaźniki te są bardzo niskie.

 

Polityczna odwaga

Mimo to ONZ oraz kraje uchodzące za te, które są w stanie udzielać pomocy państwom rozwijającym się, niestrudzenie walczą m.in. właśnie o legalizację aborcji i wspierają działania promujące homoseksualizm oraz ideologię gender. To od zatwierdzenia przez rządy poszczególnych państw – głównie afrykańskich i południowoamerykańskich – uzależniają one swoją pomoc. Nie tak dawno David Cameron groził, że „Wielka Brytania zaprzestanie udzielania pomocy krajom afrykańskim, których prawodawstwo sprzeciwia się homoseksualizmowi”. CEDAW nieustannie wysyła monity do państw, które opierają się wprowadzeniu „nowoczesnego ustawodawstwa w zakresie praw reprodukcyjnych”. Nie wszystkie jednak kraje poddają się temu dyktatowi. Przykładowo, w ubiegłym roku Komitet zażądał od kameruńskiego rządu wyjaśnień w sprawie niewdrożenia sugerowanych „zmian w prawie dotyczącym aborcji i zwiększenia dostępu do antykoncepcji”. Kamerun odpowiedział w obszernym piśmie, że „aborcja jest morderstwem” i dlatego rząd nie zgodzi się nigdy, by wynieść tę zbrodnię do rangi prawa. Sprecyzowano, że mimo iż Komitet interpretuje aborcję jako wolność, to jednak nie wspomina on, że matka korzysta z tej wolności ze szkodą – i to śmiertelną – dla dziecka. Politycy kameruńscy mieli odwagę, by wypunktować niebezpieczeństwa wynikające z aborcji, i ostrzegli, że nowe ideologie oraz postęp naukowy i techniczny „nie mogą prowadzić do upadku wartości fundamentalnych”. Zwrócono również uwagę na afrykańską kulturę, w której pierwsze miejsce zajmuje rodzina, a dzieci stanowią „pomost między pokoleniami”, są „gwarantem przyszłości”. Wskazano również na „niesamowitą radość, jaką daje kobietom i mężczyznom możliwość bycia rodzicami”. „Proszę sobie wyobrazić niepokój większości tych par, które nie mogą mieć dzieci”.
Równie zdecydowane stanowisko przedstawił nieco wcześniej Sismondi Barlev Bidjocka, przewodniczący Zrzeszenia Młodzieży Kameruńskiej grupującej ponad 400 organizacji młodych, w kwestii homoseksualizmu. – Zachód chce nam narzucić wykwity swojej cywilizacji. Nie chcemy ich. Musimy zachować wartości naszej kultury. Homoseksualizm nie jest ich częścią – wyjaśnił.

 

Presja trwa

Przedstawiciele Ruchu na rzecz całkowitego wyzwolenia i odbudowy Afryki MOLTRA niejednokrotnie zwracali uwagę na absurdalność żądań, jakie kraje zachodnie wysuwają wobec państw afrykańskich, szczególnie w sytuacji, kiedy Afryką wstrząsają krwawe wojny i zamieszki. Tak klarowne stanowiska niektórych państw budzą lęk wśród środowisk określanych jako naukowe. Otóż w związku ze szczytem państw Rio+20, który odbędzie się w dniach 22-24 czerwca br., 105 akademii nauk poszczególnych krajów wchodzących w skład międzynarodowej organizacji IAP wystosowało szereg propozycji mających na celu „ograniczenie nadmiernej konsumpcji” oraz „zatrzymanie gwałtownego wzrostu populacji”. Ma to posłużyć jako „czynnik stymulujący i ułatwiający wzrost gospodarczy”. Wśród sugestii znajdujemy m.in. taką: „Umożliwienie dostępu do całościowego zdrowia reprodukcyjnego [czyt.: do aborcji, antykoncepcji, sterylizacji] i do programów planowania rodziny dla wszystkich. Kwestia ta wymaga poważnych dodatkowych nakładów oraz politycznego zaangażowania rządów i międzynarodowych organów wsparcia finansowego”. Jak przekonuje Lori Hunter, demograf obecna w Rio, konieczna jest kontrola nad wielkością rodzin. – Nie da się ratować środowiska bez wdrożenia polityki i programów dotyczących zdrowia reprodukcyjnego – przekonuje.
W tym kontekście nie dziwi brak reakcji środowisk międzynarodowych na dramatyczną sytuację w Chinach, gdzie funkcjonariusze państwowi wywlekają z domów kobiety oczekujące narodzin drugiego dziecka i w warunkach urągających wszelkim standardom poddają je aborcji.


drukuj