fot. PAP/Radek Pietruszka

B. Piecha: większość przyczyn niepłodności da się wyeliminować

Wypowiedź europosła Bolesława Piechy, byłego wiceministra zdrowia, w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja

Trzeba złożyć serdeczne podziękowania Ministerstwu Zdrowia, że na serio podeszło do spraw „kłopotów prokreacyjnych”, czyli możliwości posiadania dzieci przez polskie małżeństwa. Ten problem jest, nikt go nigdy nie ukrywał. Poprzednia ekipa poszła na skróty, wymyśliła metodę bardzo „atrakcyjną”, bo można ją pięknie opakować, ale kontrowersyjną – i to z trzech punktów widzenia. Chciałbym odnieść te trzy punkty do naprotechnologii (czyli tej technologii, która opiera się na absolutnie naturalnych działaniach medycznych). Dobrze, że tak się stało, dobrze również, że ten program nazywa się „kompleksowym” rozwiązaniem problemu niepłodności w małżeństwie, czyli niepłodności rodzicielskiej. On opiera się na wszystkim, od A do Z, czyli od diagnostyki, poprzez odpowiednie leczenie terapeutyczne, odpowiednie leki i również opiekę w trakcie ciąży i porodu. To jest właśnie ta kompleksowość.

Czym się te dwie metody różnią i jakie są plusy? Należy zacząć od spraw etyczno-moralnych. Wiele o tym się mówiło, te kontrowersje są znane – i nie tylko w Polsce, ale we Włoszech i we Francji, i w Hiszpanii, i w Stanach Zjednoczonych. Metoda in-vitro opiera się absolutnie na inżynierii, i to inżynierii technologicznej, gdzie niepłodną parę traktuje się instrumentalnie. Z jednej strony jako źródło komórki jajowej, a z drugiej strony mężczyznę jako źródło plemnika. Oczywiście te wszystkie metody nie są obojętne dla organizmu, zwłaszcza kobiety. To kobiety najwięcej ryzykują. Różnica między naprotechnologią a in vitro jest taka, że w naprotechnologii wykorzystujemy bardzo szczegółową diagnostykę, dochodzimy przyczyn, dlaczego to małżeństwo czy ta para nie może mieć dzieci. Nie jest tak jak w in vitro, gdzie tylko wskazujemy na fakt, że dane małżeństwo nie może mieć dzieci, bierzemy pieniądz i idziemy na skróty stosując sztuczne zapłodnienie.

Przyczyny niepłodności są bardzo różne. Zdecydowaną większość, poza nielicznymi przypadkami, da się wyeliminować. Niestety, żyjemy w czasach, gdzie chcemy mieć wszystko, już, natychmiast i najlepiej bez żadnego wysiłku. Postepowanie diagnostyczne (czyli rozpoznanie, dlaczego jest tak, a nie inaczej), plan leczenia wymaga absolutnego zaangażowania małżonków, bo musimy stosować tutaj określone procedury i wykorzystywać określone parametry.

To jest bardzo dobre, ale jednocześnie w tym bezpłodnym małżeństwie rodzi się specjalna więź, bo to oboje rodziców w tym procesie diagnostyki, dochodzenia i leczenia uczestniczą, a nie tylko kobieta – jako dawca komórki jajowej, odpowiednio stymulowana, obsługiwana przez instrumenty chirurgiczne, a mężczyzna gdzieś tam stoi z boku.

Należy także zwrócić uwagę na fakt, że w naprotechnologii nie ma takiej sytuacji, gdzie wytworzony w procesie „na szkle” zarodek ludzki albo ulega zamrożeniu, albo jest odrzucany, czyli niszczony, nie ma tej etycznej powłoki życia ludzkiego, że je tam niszczymy, unicestwiamy albo topimy w ciekłym azocie. Chcę zaznaczyć, że ponowne korzystanie z wytworzonego zarodka ludzkiego jest w zasadzie pewnym incydentem i nie sądzę, żeby więcej jak 5 proc., może 10 proc. zarodków ludzkich – które na wieki są skazane na pobyt w ciekłym azocie – miało szansę na powrót do życia. To jest jednej aspekt.

Druga sprawa dotyczy skuteczności tych metod. W mediach, tych ideologii liberalnej, absolutnie ateistycznej i „neutralnej światopoglądowo” naprotechnologia była podważana. Otóż skuteczność naprotechnologii jest zdecydowanie większa niż skuteczność procedury in vitro.

Niestety, czasami proces dochodzenia pary małżeńskiej do potomstwa przy naprotechnologii jest trochę dłuższy niż w procedurze in vitro, ale i rozczarowań jest mniej i współpracy więcej, a przede wszystkim mniej jest dylematów moralnych i finansowych.

Jeżeli jesteśmy przy kwestiach finansowych, warto przypomnieć, że poprzedni minister zdrowia Bartosz Arłukowicz kierując się bardzo wątpliwymi kryteriami prawnymi, wydał lekką ręką wiele milionów złotych na in vitro. O efektach nie słyszymy. Nie wiemy ile dokładnie par zaszło w ciąże, ile tych ciąż było donoszonych, ile urodziło się dzieci, ile zarodków zostało stworzonych oraz ile tak na dobrą sprawę to wszystko kosztowało, bo to nie było tak, że cała procedura była opłacana. Część tej procedury opłacali również ci, którzy korzystali z procedury in vitro. Natomiast jeżeli chodzi o naprotechnologię, mamy opłatę od A do Z.

Muszę powiedzieć, że bardzo mnie cieszy stanowisko, oświadczenie i rezultaty dociekań przez Agencję Oceny Technologii Medycznej i Taryfikacji. Ta agencja jest ciałem bardzo niezależnym, składa się z wybitnych specjalistów, którzy zajmują się lekami, postępem ciąży i efektami finansowymi (tam też są ekonomiści!). I cieszy mnie to, że ta agencja powiedziała, że daje zielone światło dla tego typu postępowania. Stwierdziła, po pierwsze, że metoda naprotechnologii, czyli naturalnego (oczywiście w jakiś sposób modyfikowanego farmakologicznie) procesu jest bezpieczna, i potwierdziła to bezwzględnie. Po drugie, stwierdziła, że ta procedura – mówimy o naprotechnologii – jest skuteczna (…). I po trzecie, stwierdziła jeszcze jedną rzecz, absolutnie abstrahując od spraw etycznych, moralnych i medycznych: że jest opłacalna. Oznacza to, że nakłady finansowe przeznaczone na leczenie tych niepłodnych małżeństw, na pewno są dobrze zainwestowane. Po prostu – to się opłaca.

Naprotechnologia jest też nowoczesna (…). Opiera się na supernowoczesnych podstawach diagnoz, na leczeniu itd. Jednak informacja o tym nie dociera do ludzi, bo współczesny świat jest opanowanym przez takie, a nie inne środowiska. Wystarczy spojrzeć na reklamy telewizyjne. Mamy suplementy diety, leki itp. Wmawia się nam, że jeżeli będziemy z tego korzystali, będziemy coraz młodsi, coraz sprawniejsi. Przecież to jest nieprawda. My się starzejemy i starzejmy się normalnie, starzejemy się zdrowo, to znaczy utrzymujmy swoją kondycję, ale  nie wierzmy we wszelkiego rodzaju cuda.

Procedura in-vitro pokazywała, że są jakieś cuda, gdzie wszystko da się zrobić, bo człowiek jest Panem Bogiem, bo człowiek może wszystkim dysponować, wszystko może naprawić. To jest głęboka nieprawda, bo procedura technologii in vitro jest przede wszystkim bardzo niebezpieczna dla kobiet. Nikt nie mówi o tym, że zdarzały się przypadki zgonów, ale się zdarzały i to na tej wstępnej metodzie. Mówiono, że ta metoda jest tania. Nieprawda, jest bardzo droga! Żeby ją przeprowadzić, trzeba wykorzystać ileś cykli, stymulacji, pobierania komórek jajowych, doświadczeń różnego rodzaju – i to wszystko kosztuje. Mówiło się że jest również skuteczna. Skuteczność tej metody jest znana. Gdyby stosować zalecane przez pewne ośrodki sposoby, że nie wolno niszczyć zarodków, jedna – dwie komórki jajowe itd., to skuteczność tej metody wynosiłaby 15-20 proc. Przy zderzeniu z naprotechnologią, gdzie skuteczność jest 75-80 proc. wygląda to rachitycznie, źle to wygląda.

Przekonuje się jednak ludzi, że wszystko to, co jest wbrew naturze jest nowoczesne, jest dzisiaj ważne, i że to człowiek jest miarą wszechrzeczy i to on o wszystkim decyduje, a prawa natury nie mają nic do tego. Nawet względy etyczne też się zagłusza, bo pewne pary miały opory przed zastosowaniem metody in vitro.

Podkreślam, że naprotechnologia jest nowoczesną metodą, skuteczną, bezpieczną i opłaca się w nią inwestować. I tutaj chylę czoło przed ministrem zdrowia, że się zdecydował popierać właśnie takie technologie, a powiem więcej, że dzisiaj cały świat, a zwłaszcza ta słynna Europa mówi o ekologii. Co to jest za ekologia z wykorzystywaniem procedury in vitro, gdzie życie ludzkie tworzy się na szkle? Co to jest za ekologiczna technologia? Jeżeli mamy być bliżej prawom naturalnym, bliżej zasadom moralnym, to musimy stosować inne metody i taką metodą na pewno jest naprotechnologia. Liczę na to, że środki finansowe zostaną dobrze wykorzystane, bo to będzie bardzo pionierski program na skalę europejską.

Europa idzie na skróty w wielu sytuacjach i płaci za to ogromną cenę. Myślę, że będziemy pionierami, żeby tę metodą na ogromną skalę, z dużym wsparciem pieniędzy państwowych wykorzystać i pokazać światu, że można inaczej, można bezpieczniej, etycznie, moralnie, lepiej i skuteczniej.

RIRM

drukuj