fot. Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Uczestniczę w cudzie

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, założycielem i dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Beata Falkowska.

Jesteśmy w pięknym ogrodzie przy Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Zdarza się Ojcu tu odpoczywać?

– Niestety, rzadko. Nie mam czasu. Jak te drzewa tu wyrosły, te tuje jakie wysokie. Tam mamy dwa dęby, Smoleńsk i Katyń. Takie małe były jeszcze niedawno.

Można powiedzieć, że nie tylko w przenośni, ale i dosłownie sadzi Ojciec las. Przyroda nas uwrażliwia?

– Nie znam wszystkich roślin, ale lubię podziwiać. One są piękne. Choćby te kwiaty, drzewa, ich piękno, harmonia, to wszystko do nas mówi. Przecież to nie tylko zasługa ogrodnika.

Jak Ojciec odpoczywa?

– Zmieniam rzeczywistość, w której na co dzień żyję. Uciekam w samotność najpierw mojej celi klasztornej! Tu nikt nie przeszkadza, mogę czytać, medytować, modlić się, często nocami. Lubię być w jakimś sanktuarium.

Zdradzi nam Ojciec te ukochane miejsca?

– Jest ich trochę, ale nie chcę ich ujawniać. To są też intymne chwile sam na sam z Panem Bogiem. Jeśli uda się to połączyć z pięknym otoczeniem, jeśli obok jest las, strumyk, to nie potrzeba mi nic więcej. Jak jest możliwość, to się wysypiam.

Słowem, spędza Ojciec wolny czas w prostocie.

– A jak można inaczej? Ale trzeba dbać nie tylko o odpoczynek ciała, to musi być połączone z duchem. Pomodlić się, uporządkować siebie wewnętrznie, wołać do Pana Boga, nieraz – za przeproszeniem – wyć, jak są jakieś trudne sytuacje. Tu, w klasztorze, także się wyłączam, gdy jestem sam w celi zakonnej. Modlę się, czytam. W pokoju mam duży krzyż, obok ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy i zdjęcie z Janem Pawłem II ze spotkania w prywatnej bibliotece Papieża, od którego zaczęło się Radio Maryja.

Dobra lektura pomaga w wyciszeniu?

– Lubię czytać. To jest odejście od tego, co jest, w inną rzeczywistość. Ale mam zaległości w czytaniu, choć np. codziennie w nocy czytam „Nasz Dziennik”. Cały. Ile ciekawych treści. Patrzę nawet na przepisy kulinarne i myślę, że trzeba podziwiać to, ile pomysłów można mieć na dania z jednego produktu. Zrobić coś z niczego to jest sztuka. Kobiety to prawdziwe artystki!

Zdarza się Ojcu wyłączać Radio w tych chwilach dla siebie?

– Tak, to konieczne. Ważne, aby zmieniać środowisko, a to nie tylko ludzie, ale cała rzeczywistość. Czasem potrzeba wyskoczyć z tego wszystkiego. Jak jest stres, taki niesamowity stres na granicy wytrzymałości, wtedy klękam przed Najświętszym Sakramentem; każdego dnia modlę się na różańcu. W ostatnich miesiącach, w czasie budowy świątyni – wotum za św. Jana Pawła II, gdy przyjeżdżałem na plac budowy, stawałem sobie gdzieś z boku, wyciągałem różaniec, modliłem się: „Ty tu będziesz, Panie Jezu, już teraz jesteś”.

Muzyczna pasja trwa w Ojcu?

– Kocham muzykę, ale nie mam na nią czasu. Czasem obejrzę dobry film, musi być interesujący. Bardzo ciekawe propozycje są w Telewizji Trwam, aż łzy wyciskają. Ogromnie wzruszające.

Co Ojca wzruszyło w ostatnim czasie?

– Studenci kręcą film o Karolinie Kózkównie „Zerwany kłos”. Piękna sprawa. Chwyta za serce. Jest wiele momentów takich bardzo ludzkich i patriotycznych, które mnie poruszają. Ale mężczyzna nie płacze.

Ale może się zachwycać. Zatem jak jest z zachwytem?

– Zachwyca mnie przyroda. Architektura. Wymysły umysłu ludzkiego, rąk ludzkich. Choćby informatyka. Rzadko, ale czasem chodzę na obronę prac i podziwiam, jakie ciekawe tematy prac wymyślają studenci, jak oni się rozwijają. To naprawdę jest piękne. Cała rzeczywistość wokół budzi zachwyt. Właściwie to jest jeden wielki cud. Począwszy od przyrody, jej różnorodności i harmonii zarazem. Gdy sobie pomyślę, jak marksiści uczyli mnie w szkole, że to wszystko samo powstało z materii, a człowiek pochodzi od małpy, to śmiać się chce. Już dziecku robili mętlik w głowie. Świat nie powstał przez przypadek. Przypadek nie jest taki harmonijny. Zło powoduje tylko ruinę, dysharmonię. I dlatego mówię: „Boże, jaki jesteś wielki”. I samochody, i samoloty, i cała technika – ludzie wymyślili te różne przeciekawe specjalności. Weźmy pod uwagę np. medycynę. Skąd ci ludzie to mieli w swoich umysłach?

Wie Ojciec, że Ojca entuzjazm udziela się nawet przez Radio?

– Nie, nie wiem, po prostu robię wszystko z przekonaniem.

Jest Ojciec niesamowicie młody duchem, może właśnie to przyciąga do Ojca młodzież. Chociażby w czasie naszej rozmowy raz po raz podchodzą studenci.

– Co to za mówienie, że jestem młody duchem. Ja jestem młody (śmiech).

Spotyka Ojciec tak jak ja wielu młodych staruszków?

– Tak. Jak patrzę dziś na ludzi, to wielu mi żal. Młodość ducha nie wiąże się z wiekiem. To nie jest to samo. Dziś jest wielu młodych, którzy duchowo są starzy. To Pan Bóg daje tę wewnętrzną radość. Wtedy np. mimo choroby, trudów człowiek patrzy do przodu, z radością. Bez wiary nie ma żadnego sensu.

Co Ojcu pomaga budować osobistą więź z Panem Bogiem?

– Wiarę trzeba budować nieustannie, ciągle szukać. Pomagają mi wielkie postacie, święci. Między innymi Jan Paweł II. Jestem nim zachwycony. Odkrywam go wciąż na nowo. On jest dla nas darem i szansą. Wielu może stać się wielkimi, prawdziwie wielkimi, patrząc na niego, na to, jak on wzrastał, przecież w strasznych warunkach – w biedzie materialnej, w niebezpieczeństwach, w prześladowaniach. I druga wojna światowa go nie ominęła, później komunizm, a wyrósł taki człowiek. Jak to się stało? Oczywiście, że był obdarowany, ale on – powiedziałbym – to naczynie napełnił. Bo człowiek to jest takie naczynie, a naczynia są różne. Tu jest mała filiżanka, a tam widzę większą butelkę, i chodzi o to, żeby każde to naczynie było pełne. Każdy człowiek.

„Duc in altum” – wzywał człowieka XXI wieku Jan Paweł II. Jak wypływać na głębię?

– Pytać o sens sięgający wieczności. Nie żyć tylko wrażeniami. To jest niebezpieczeństwo dla współczesnych ludzi. Zmysły są ważne, ale to jest jeden z elementów w człowieku. Najbardziej relacje z Panem Bogiem budujemy na modlitwie. I to musi być bardzo osobista modlitwa. O wszystkim. To także wadzenie się z Panem Bogiem. Po prostu trzeba do Niego przylgnąć i odczytywać Jego miłość.

Nie można być świadkiem, zmieniać rzeczywistości bez tej więzi ja – Pan Bóg?

 – To jest niezbędne. Przy tej naszej pracy zastanawiam się czasem, czy to nie jest aktywizm. Pytam się, jak to robić. Po prostu trzeba trwać w obecności Bożej, szukać tej obecności, zwracać się całym sobą ku Niemu. On jest tu z nami w tej chwili. Tak jak powietrze. I teraz, choćby na krótko, serce mogę skierować do Niego i powiedzieć: „Jesteś”.

Ale oprócz tego każdego dnia muszę znaleźć ten czas sam na sam, przynajmniej kilkanaście minut na medytację, brewiarz. Czas na medytację jest konieczny. Bardzo podoba mi się medytacja według św. Alfonsa Marii Liguoriego, ona angażuje także serce człowieka. Bo nie wystarczy tylko rozum, modlitwa musi być z otwartym sercem. Całe życie można i trzeba uczynić modlitwą.

Młodzież z WSKSiM szuka tej głębokiej relacji z Panem Bogiem?

– Tak, potrafią mnie aż zaskoczyć. To bardzo ważne, aby młody człowiek miał te doświadczenia: „Ty tu jesteś, Boże”. Tego się nie mierzy w ilości pacierzy. Ważne, żeby wiara nie była tylko obyczajem, ale spotkaniem z Najświętszym, który da moc, da wszystko, czego nam potrzeba. Ile widzę chorób: i duchowych, i fizycznych. Dlatego że nie ma wiary. Prawdziwa wiara – zjednoczenie z Panem Bogiem – leczy.

Szczególnie bliska Ojcu postać biblijna to…?

– Abraham z jego zawierzeniem Bogu, Matka Najświętsza.

Ewangelizacja często rozbija się o nastawienie: „I tak ich nie zmienimy”. Metodą jest zawierzyć?

– My nie zmienimy, to Pan Bóg zmienia. To zmienianie idzie bardzo wolno. Gdy widzę to, co jest dziś w Polsce, bronię się przed tym, żeby nie myśleć, że nic się nie da już zrobić ze społeczeństwem, z Narodem. Przecież są widoczne sukcesy, że można; że razem można bardzo dużo. Radio jest dla mnie niesamowitą szkołą. Po ludzku to ono powstało z niczego.

Rodzina Radia Maryja już po raz 25. pielgrzymuje na Jasną Górę. Przez te wszystkie lata Radio, jednocząc nas na modlitwie, zmieniało Polskę i Polaków. A jak zmieniło Ojca?

– Może mam więcej dystansu do różnych spraw. Jestem dość emocjonalny, chciałbym wszystko już. To jest dla mnie ciągłe ćwiczenie cierpliwości. Drażni mnie cały czas peerelowskie myślenie, które tkwi w wielu głowach, bylejakość. Czasem przyjeżdża biznesmen eleganckim samochodem, a później wychodzi na jaw brak kompetencji, solidności, pustka i samochód w leasingu. A przy tym takie wybujałe zapalenie wyobraźni, kim to się nie jest.

Żyjemy w czasach PR.

– PR to jest dla mnie jedno wielkie kłamstwo, brak autentyzmu. Trzeba być autentycznym, normalnym, a nie grać. Aż mi się w głowie nie mieści, że ludzie uczą się, jak podać rękę, jak przycisnąć słabiej lub mocniej, jaką minę zrobić. Jedno wielkie granie, a życie to nie teatr. Żal mi młodzieży, gdy słyszę w ich rozmowach: „Poszedłbym jeszcze na PR”. Wśród polityków na pewno PR robi karierę. Niech ten polityk lepiej będzie autentyczny; niech mówi i czyni prawdę.

Człowiek ma być autentyczny. Choć oczywiście trzeba zwracać uwagę np. na to, jak wyglądam. U Polaków widzę, że chodzą posępni, choć najczęściej nie dlatego, że są smutni, ale zamyśleni. No, ale nie mają tego przyklejonego uśmiechu. Mechanizm, aby być uśmiechniętym, a wewnętrznie smutnym, nie jest dobry.

Polska jest dziś lepsza po tym ćwierć wieku modlitwy płynącej z Radia?

– Nie mogę być sędzią w tej sprawie, słucham ludzi, a oni mówią wyraźnie: „Gdyby nie Radio Maryja, Polska wyglądałaby zupełnie inaczej, pewnie byłoby już wszystko ’posprzątane’”. Ci, którzy urządzają świat bez Boga, lewica, posunęliby się dalej. Ale ciągle jest jeszcze za mało, ciągle czeka wiele pracy do zrobienia, szczególnie w obszarze mediów.

Z czego jest Ojciec dumny?

– Cieszę się wszystkim. Mam plany, mam marzenia, ale idzie to powoli, jest potężny opór materii. Załatwienie czegokolwiek, uzyskanie decyzji trwa bardzo długo, panuje u nas potworna biurokracja. Kontakty z administracją to zderzenie z charakterami bez życia. Ludzie nie rozumieją, że czasu jest mało i trzeba działać dla Prawdy i Dobra, dla Pana Boga i człowieka.

Potrzeba nam ludzi z pasją?

– Mamy za dużo typów wegetatywno-łóżkowych, ja tak to nazywam. Myślących tylko o tym, żeby mieć pieniądze i nic więcej, a co z robieniem czegoś dla innych?

Brakuje dziś prawdziwych mężczyzn?

– Patrząc generalnie na Polskę, nie tylko na środowiska katolickie (kobiet też), zaciera się celowo różnice między kobietami i mężczyznami, to nawet idzie przez modę. I to od małego. To właśnie jest gender. Z kobiet robi się „babochłopy” – tak mówiono w moich stronach rodzinnych, jak byłem dzieckiem, a mężczyźni niewieścieją. Żałuję, że w Polsce z punktu widzenia nie tylko obronnego, ale i wychowania, nie ma obowiązkowego wojska, chociażby tylko rok. Przydałoby się. Bo mężczyźni często nie są męscy, nie są odpowiedzialni. Mężczyzna często to już nie rycerz, ale egoista, którego trzeba dopieszczać.

Powstające Bractwo św. Jana Pawła II to pomysł na podtrzymanie dziedzictwa Papieża Polaka?

– Chodzi o jeszcze głębsze przyjęcie myśli św. Jana Pawła II i poniesienie jej dalej. Może coś z tego wyjdzie. Istnieje niebezpieczeństwo, że zapomnimy Jana Pawła II, czas robi swoje. Gdy Ojciec Święty przyjeżdżał do Polski, często odbieraliśmy te spotkania jedynie emocjonalnie, estetycznie. Cieszyliśmy się, ale nie zawsze przyjmowaliśmy jego nauczanie. A to jest skarb i trzeba go odkrywać. Jan Paweł II był zastępcą Chrystusa na ziemi, Piotrem, pierwszym Polakiem tak wysoko, ale my mamy więcej może nie takich, ale wielkich rodaków.

Wiemy, że marzy Ojciec o centrum ukazującym naszych wybitnych Polaków, na czele ze św. Janem Pawłem II.

– Marzę, ale nie wiem, jak to zrobić, nie mamy pieniędzy. Tak się cieszę, że tyle dobra z Polski wychodzi – Jan Paweł II, św. Faustyna, najwięksi ludzie tego świata. Pan Bóg nas ukochał. Trzeba pokazać młodym te nasze pokłady dobra i wielkości. Chciałbym w tym projekcie wykorzystać najnowocześniejszą technikę, tak aby młody człowiek mógł całym sobą doświadczyć. Nie mam jeszcze pomysłu na nazwę. Może „Pałac Polski”? W pałacu mieszka człowiek godny, arystokracja ducha. Trzeba chcieć być arystokratą ducha. Gdy spotyka się takich ludzi, oni podciągają człowieka. To duchowe piękno aż promieniuje z człowieka.

Którzy duchowi arystokraci zrobili na Ojcu szczególne wrażenie?

– Spotykałem takich wielkich ludzi i dziękuję Panu Bogu za to. Często byli to ludzie wierzący, biskupi, niezmiernie pracowici i bardzo w tym, co robią, eleganccy, z niespotykaną klasą – oczywiście św. Jan Paweł II, śp. ks. abp Ignacy Tokarczuk, śp. ks. abp Kazimierz Majdański, ks. bp Stanisław Napierała i inni wspaniali. Pamiętam spotkania, które miałem wraz ze studentami w Taizé z bratem Rogerem Schutzem – promieniowanie tej jego duchowej wielkości było niesamowite. To była taka radość stać koło niego, słuchać, rozmawiać. Chodzi o to, aby stawać się takim wielkim człowiekiem, temu pomaga wielka kultura, muzyka, a jeszcze głębiej osobiste spotkanie z Panem Bogiem, z miłością.

Dalsza ewangelizacja przez kulturę to jedno z Ojca wielkich pragnień.

– Chciałbym, aby studenci mogli rozwijać retorykę i inne możliwości przez sztukę, wystawiając stale spektakle we współpracy z dobrymi aktorami. Do tego potrzeba auli, która byłaby salą teatralną. Chciałbym, żeby młodzi z całej Polski mogli do nas przyjeżdżać, zobaczyć, jak działa telewizja, radio. Kolejna rzecz – rozwój naszej geotermii. Myślałem, że rządząca obecnie prawica coś pomoże.

Żadne wsparcie się nie pojawiło?

– Na razie to dotacje otrzymuje EDF, wielka międzynarodowa firma, monopolista na ogrzewanie m.in. Torunia, który osiąga w Polsce wielomiliardowe dochody (tylko w ubiegłym roku ponad 7,1 mld zł). Zostałem poinformowany, że za rządów PO – PSL EDF otrzymał ponad 208 mln dotacji, toruński EDF otrzymał od PIR-u [Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A.] 275 mln, tyle samo pożyczki z BGK niskooprocentowanej, a może i do umorzenia. Nie wspierali tego, co polskie, ale to, co obce. A już w 2016 roku otrzymali od NFOŚiGW prawie 99 mln zł pożyczki na 2 procent.

To tylko mały przykład. Warto dowiedzieć się, kto był wspierany miliardami za PO i PSL, a kto jest teraz. Ciekawe, że nas blokowali ze wszystkim. A teraz? Patrzmy – miejmy otwarte oczy. Pan Jezus mówi: „Po owocach poznacie ich”. Jest jakieś lobby, które blokuje sprawy polskie, dobrych Polaków, ale i katolików. Tak jest w wielu miejscach, np. w kulturze, firmach, urzędach. I to czynią ludzie z układów, które idą ponad podziałami politycznymi. Polska ma być krajem kolonialnym, tak jak w przypadku rynku medialnego. Nadal jest bardzo trudno coś zrobić. To jest jakaś mentalność gazetowyborczo-TVN-nowska. Czy ci ludzie są (nawet o tym nie wiedząc) na usługach central ateistycznych, czy antypolskich? Staramy się o tym nie myśleć, ale iść do przodu, patrzeć na dobro, błogosławić, modlić się: „Ty, Panie Jezu, to przemieniaj, ja nie dam rady”.

Pole do zawierzenia?

– Pan Bóg nas rozwija, wychowuje, daje nam różne bodźce, żebyśmy chcieli tego, czego On chce. Wierzę, że jak Pan Bóg będzie chciał tych wszystkich dzieł, to znajdzie sobie ludzi, będzie ich mobilizował. Jestem wdzięczny Panu Bogu i ludziom za to, co jest.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj