Seremet nie odrobił lekcji

Z Januszem Walentynowiczem, synem śp. Anny Walentynowicz, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

W ocenie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta błędnie zidentyfikował Pan ciało matki w Moskwie, tak samo jak rodzina Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Spodziewał się Pan takich słów?
– Nie. To był dla mnie szok. Poza tym nasz pełnomocnik mec. Stefan Hambura oczekiwał i pokładał spore nadzieje w tym, że właśnie prokurator Seremet – powagą urzędu, który sprawuje – będzie miał nadzór nad prowadzonym śledztwem. Dziś, jak widać, nie sprawdza się we wszystkim, a ja już nawet nie życzyłbym sobie, by taka osoba miała w ogóle wgląd w jakiekolwiek akta. Nie wiem, na jakich informacjach bazuje pan Seremet. Dla mnie jest to ewidentna manipulacja faktami, bo czepił się jak pijany płotu obrączki, która była przypisana do innego ciała. Ale to jest obrączka, która była poza ciałem w jakimś worku z rzeczami i te worki można było łatwo pozamieniać. Natomiast nie ma to kompletnie nic wspólnego z identyfikacją ciał, które rozpoznaliśmy. Ja rozpoznałem swoją mamę, a pani Agnieszka Surman rozpoznała swoją ciocię Teresę Walewską-Przyjałkowską. W związku z tym mowa o tym, że to myśmy się pomylili, jest kompletnie nieuprawniona. To jakiś wytwór chorej wyobraźni pana Seremeta.

Wystarcza Panu „przepraszam” premiera?
– Nie jest wystarczające przy okazji skandalu związanego z zamianą ciał i całego śledztwa smoleńskiego, sposobu jego prowadzenia. „Przepraszam” to zaledwie słowo, kompletnie nic z tego nie wynika.

Ewa Kopacz na konferencji w Sejmie twierdziła, że zrobiła w Moskwie nawet więcej, niż można było od niej oczekiwać.
– Wie pan, ja tu widzę analogię do księdza Błaszczyka, który też zawierzył Rosjanom. Jeśli wierzyć słowom pani Kopacz, to zbyt mocno zaufali oni stronie rosyjskiej i to bardzo się zemściło. Jak było naprawdę, zostawiam sumieniu pani minister. Mnie interesują fakty i chciałbym się dowiedzieć, jak było naprawdę, co działo się w Moskwie i jak doszło do katastrofy, bo to są dla mnie rzeczy, które pozostają bez odpowiedzi. Bo umówmy się – cała ta komisja Millera i raport Anodiny to jakaś kompletna bzdura.

Nie odnosi Pan wrażenia, że debata w Sejmie pokazała, iż rząd dalej próbuje mataczyć?
– To jest bardzo delikatnie powiedziane. Myślę, że powinno dochodzić do takich debat, tylko musi być spełniony jeden warunek: że obie strony chcą tego samego i działają w tym samym kierunku i z tymi samymi intencjami. A mogę tutaj przytoczyć niejako przykład z działania prokuratury wojskowej. Teoretycznie rodziny pokrzywdzonych i prokuratura stoimy po tych samych stronach, bo chcemy dowiedzieć się pewnych rzeczy. Natomiast jak już przychodzi do działań, to okazuje się, że jesteśmy przeciwnikami i stoimy po dwóch różnych stronach. To jest dla mnie niepojęte, ja tego nie rozumiem.

Nie ma Pan zaufania do prokuratorów wojskowych?
– Nie mam zaufania do nikogo. Nie mam zaufania do organów państwa, w szczególności do polityków, bo dla nich nie jest istotne to, co dzieje się z państwem, jego obywatelami i rodzinami ofiar. Ja debaty w Sejmie jako takiej nie oglądałem, bo w czasie, kiedy ona trwała, jechałem razem z ciałem mamy do Gdańska. Słyszałem tylko szczątkowe wypowiedzi w radiu. Podkreślam – do żywego zabolało mnie to, że prokurator Seremet próbuje zrobić z nas, rodzin, idiotów, ludzi, którzy nie wiedzą, co widzą.

TVN24 od rana wałkowała wczoraj tezę o winie rodzin.
– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wypowiedź prokuratora Seremeta traktowana jest jako jedyna i oczywista, a on sam jako jakiś guru. Jest to dla mnie niepojęte.

Powtórny pogrzeb matki był z pewnością niesamowicie trudnym doświadczeniem dla Pana.
– Jeżeli można użyć takiego słowa, to nam, jako rodzinie, jest troszeczkę łatwiej, dlatego że mamy olbrzymie wsparcie od ludzi, których tak na dobrą sprawę nie znamy. Oni byli z nami od początku, trzymali warty, rozmawiali z nami, wspierali duchowo. Po prostu wiemy, że nie jesteśmy sami w tej makabrze, którą przyszło nam ponownie przeżywać. Wolą mamy było, żeby spoczywała przy boku męża, i w końcu to jej życzenie zostanie spełnione. To jedyna rzecz, która w tej sytuacji jest pocieszająca, wreszcie będziemy mogli spać spokojnie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj