fot. Monika Bilska

Prof. G. Kucharczyk w „Naszym Dzienniku: Bez procesu, bez wyroku

Ks. kard. Josef Beran spędził 12 lat w więzieniu komunistycznym

Wszystkie statystyki badające poziom religijności w krajach europejskich mówią, że Republika Czeska należy do najbardziej zlaicyzowanych – obok Estonii czy Holandii – krajów Starego Kontynentu. Wskazuje się w tym kontekście na dziedzictwo husytyzmu i silne prądy liberalne i antykatolickie w społeczeństwie czeskim, które towarzyszyły odradzaniu się czeskiej tożsamości narodowej począwszy od drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Taka propaganda „formatowała” umysły tych, którzy jesienią 1918 roku zburzyli w centrum Pragi kolumnę postawioną ku czci Najświętszej Panny Maryi, erygowaną tam w epoce katolickiego odrodzenia. Jej zwalenie miało zaś podkreślić wybijanie się na niepodległość narodu czeskiego.

Zniszczona kolumna powróciła na swoje miejsce dopiero kilka miesięcy temu. Z pewnością jest to znak odradzającego się w Czechach katolicyzmu, który musiał stawić czoła nie tylko laickim tradycjom – tak mocno utrwalonym u naszych południowych sąsiadów, ale przede wszystkim prześladowaniom ze strony totalitarnego, uformowanego w oparciu o marksistowską ideologię państwa komunistycznego.

W 1948 roku krótko po przejęciu władzy w Pradze w wyniku puczu przywódca komunistów w Czechosłowacji Rudolf Slánský stwierdził w imieniu swojej partii, że Kościół katolicki należy uważać za „ostatniego i najniebezpieczniejszego wroga wszystkich czechosłowackich komunistów”. W ten sposób władze wypowiedziały wojnę Kościołowi w Czechosłowacji. Prawdę mówiąc, trwała już ona od momentu wejścia na teren Słowacji i Czech armii sowieckiej. Jednak prawdziwie nasilenie represji nastąpiło w kolejnych latach po 1948 roku.

Prześladowanie bez przerwy

Szczególnie dramatyczny okazał się rok 1950, gdy w ciągu kilku dni władze komunistyczne aresztowały wszystkich pracujących w Czechach i na Słowacji zakonników i zakonnice. W nocy z 13 na 14 kwietnia wtrącono do więzień ponad 2000 zakonników z 260 klasztorów rozsianych na terenie całej Czechosłowacji. Tydzień później, w nocy z 21 na 22 kwietnia, komuniści zamknęli 750 żeńskich klasztorów, a siostry zakonne również trafiły do więzień. Stałą praktyką komunistycznego reżimu było wysyłanie uwięzionych duchownych do obozów morderczej pracy. Taki charakter miało kierowanie więźniów do pracy w kopalniach uranu w Czechach, gdzie śmiertelność (z racji promieniowania) była nadzwyczaj wysoka.

Należy pamiętać, że również w czasie postalinowskiej „odwilży” i tzw. husakowskiej „normalizacji” po „praskiej wiośnie” 1968 roku sytuacja Kościoła katolickiego była nadzwyczaj ciężka. Komunistyczne państwo uniemożliwiało funkcjonowanie niezależnych od władz seminariów duchownych. Nieoceniona w tym kontekście była pomoc świadczona przez Kościół w Polsce. Na przykład w archidiecezjalnym seminarium w Krakowie podległym ks. kard. Karolowi Wojtyle kształcili się (tajnie) seminarzyści z Czech i Słowacji. Niejeden z nich, również sekretnie, przyjął święcenia kapłańskie z rąk polskich biskupów (w tym od przyszłego Papieża).

Niejeden z przyszłych hierarchów Kościoła w Czechach i na Słowacji, którzy objęli swoje stolice biskupie po upadku komunizmu, przed 1989 rokiem pełnili swoją posługę duszpasterską tajnie. Utrzymywali się, przez długie lata wykonując pracę fizyczną. Późniejszy Prymas Czech, arcybiskup Pragi kardynał Miloslav Vlk kilkanaście lat pracował jako zmywacz okien. Z kolei słowacki kardynał, po 1989 roku arcybiskup Nitry ks. Ján Chryzostom Korec przez niemal czterdzieści lat pracował m.in. jako magazynier i mechanik serwisujący windy.

Więzień nazistów i komunistów

Kardynał Korec był autorem słów, które niezwykle trafnie streszczały dzieje Kościoła u naszych południowych sąsiadów po 1945 roku: „Noc, jedyna w ciągu tysiąca lat chrześcijaństwa w Słowacji i w Czechach. Noc, podczas której nasi współrodacy, pogardzając historią i jej duchowym przesłaniem, uczynili to, co nie przyszło na myśl ani Tatarom, ani państwu tureckiemu, ani nikomu innemu przez długie dzieje naszego społeczeństwa i narodu”.

Pośród tych ciemności świecił przykład niezłomnej wiary tych, którzy mimo represji nie dali się złamać. Należał do nich Prymas Czech, arcybiskup Pragi kardynał Josef Beran. Po zamachu na Reinharda Heydricha (jako „Protektora Czech i Moraw” będącego zwierzchnikiem niemieckich władz okupacyjnych w Czechach) w 1942 roku, ks. abp Beran został aresztowany i wysłany przez władze niemieckie do obozu koncentracyjnego w Teresinie (Theresienstadt), a następnie do Dachau.

Przebywał tam niemal trzy lata – do 1945 roku. Po powrocie do swojej arcybiskupiej stolicy nie milczał w obliczu narastających represji ze strony reżimu komunistycznego. W liście pasterskim odczytanym 18 czerwca 1949 roku Prymas Czech wezwał czeskich i słowackich katolików do wytrwania w wierności Chrystusowi w obliczu nasilających się prześladowań. Następnego dnia komuniści aresztowali ks. abp. Berana i uniemożliwili mu pełnienie wszelkich urzędów kościelnych.

Przy Następcy św. Piotra

Bez procesu ks. abp Beran był uwięziony dwanaście lat. W 1963 roku władze komunistyczne udzieliły mu „amnestii” (chociaż amnestię stosuje się wobec przestępców), pod warunkiem jednak opuszczenia Czech. W negocjacje wiodące do uwolnienia Prymasa Czech zaangażowana była dyplomacja watykańska. Za Spiżową Bramą liczono wtedy (jak się okazało dość szybko, były to oczekiwania pozbawione podstaw), że otwierając się na reżimy komunistyczne w Europie Środkowej w ramach tzw. Ostpolitik, uda się – w ramach „normalizacji” – osiągnąć zmianę konfrontacyjnego wobec katolików kursu władz komunistycznych.

Po przybyciu do Rzymu ks. abp Beran brał czynny udział w obradach II Soboru Watykańskiego. W 1965 roku otrzymał z rąk Pawła VI kapelusz kardynalski. Zmarł w Rzymie 17 maja 1969 roku. Na mocy specjalnego przywileju udzielonego przez Papieża został pochowany w podziemiach bazyliki św. Piotra, nieopodal grobu Księcia Apostołów.

W swoim testamencie Prymas Czech wyraził pragnienie spoczynku w katedrze św. Wita w Pradze, kościele katedralnym praskich arcybiskupów. To pragnienie spełniło się po niemal pół wieku, gdy 23 kwietnia 2018 roku, po uprzednim zezwoleniu ze strony Papieża Franciszka, doczesne szczątki Sługi Bożego ks. kard. Berana spoczęły w praskiej katedrze.

„Nasz Dziennik”

drukuj