fot. Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Ks. J. Banak w „Naszym Dzienniku” o bł. ks. kard. S. Wyszyńskim: Życie i służba Nauczyciela Narodu

Stefan Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 roku w organistówce w Zuzeli nad Bugiem, na ziemi nurskiej, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Przyszedł na świat jako drugie z kolei (po Anastazji) dziecko w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Julianny z d. Karp, małżonków Wyszyńskich. Jako dziewięciolatek Stefan stracił matkę, która zmarła, mając zaledwie 33 lata (31 października 1910 r.) po urodzeniu i śmierci kolejnego szóstego dziecka, a czwartej dziewczynki – Zosi. Miało to miejsce w Andrzejewie na drugiej z kolei posadzie organistowskiej ojca. Oboje rodzice przyszłego Prymasa pochodzili z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kamieńczyku koło Wyszkowa. Zidentyfikowano dotychczas 40 przodków Prymasa, którzy urodzili się i umarli w tej jednej parafii.

Droga do kapłaństwa

W latach 1912-1917 Stefan pobierał naukę w gimnazjum. Najpierw w Warszawie w prywatnej placówce Wojciecha Górskiego z polskim językiem wykładowym. Następnie zaś w gimnazjum Piotra Skargi (tzw. Męska Szkoła Handlowa) w Łomży, gdzie wstąpił też do harcerstwa i należał do skautów, co miało znaczący wpływ na jego formację religijno-patriotyczną. W latach 1917-1920 był uczniem włocławskiego liceum św. Piusa X, które było jednocześnie niższym seminarium duchownym. Po jego ukończeniu wstąpił do wyższego seminarium diecezji włocławskiej, jednego z trzech najstarszych seminariów w Polsce. 3 sierpnia 1924 roku został wyświęcony na kapłana przez ks. bp. Wojciecha Owczarka (zm. 1938 r.) w katedrze włocławskiej. „Moi koledzy – zapisał Ojciec – otrzymali święcenia 29 czerwca, a ja w tym dniu poszedłem do szpitala. Była to jednak szczęśliwa okoliczność, gdyż dzięki temu mogłem otrzymać święcenia w kaplicy Matki Bożej. Gdy przyszedłem do katedry, stary zakrystian, pan Radomski, powiedział do mnie: Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń”. W święto Matki Bożej Śnieżnej, 5 sierpnia 1924 roku, neoprezbiter Stefan odprawił Mszę św. prymicyjną na Jasnej Górze. W latach 1924-1925 młody ks. Wyszyński pełnił posługę kapłańską jako wikariusz katedry włocławskiej, redagując jednocześnie dziennik diecezjalny „Słowo Kujawskie”.

Na studiach

W 1925 roku wielorako uzdolniony ks. Stefan został skierowany na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych, które uwieńczył doktoratem na temat: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. W tym też czasie był wicedyrektorem konwiktu księży studentów oraz prowadził duszpasterstwo w stowarzyszeniach młodzieży akademickiej: Odrodzenie i Bratniak. Poznał też na KUL-u ks. Władysława Korniłowicza, którego obrał za swojego kierownika duchowego.

W kolejnych latach – uzyskując stypendium naukowe – odbył podróż do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. W tych sześciu krajach studiował i zapoznawał się z naukowymi ośrodkami specjalizującymi się w katolickiej nauce społecznej. Nadto rozeznawał tamtejszą działalność Akcji Katolickiej oraz chrześcijańskich stowarzyszeń i związków zawodowych, a także katolickich organizacji młodzieży robotniczej. Pokłosiem tych studiów była publikacja „Główne typy Akcji Katolickiej za granicą”.

Powrót do Włocławka

Po podróżach związanych ze studiami w Europie ks. prof. Wyszyński wrócił do Włocławka, gdzie został dyrektorem diecezjalnych dzieł misyjnych, prowadził Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy i wykładał nauki społeczne w seminarium duchownym. Był też redaktorem naczelnym prestiżowego pisma „Ateneum Kapłańskie”, w którym opublikował cały szereg wnikliwych studiów na tematy społeczne. Zwrócił nimi na siebie uwagę Prymasa Augusta Hlonda. W 1937 roku ks. red. Wyszyński został zaproszony do prestiżowego gremium, jakim była Rada Społeczna przy Prymasie Polski.

Wojenna tułaczka

W pierwszych miesiącach wojny ks. Wyszyński ukrywał się u swojego ojca w organistówce we Wrociszewie koło Grójca, a potem w mieszkaniu siostry Anastazji Sułek w Warszawie. Następnie zaś – przez trzynaście miesięcy – w pałacu hrabiostwa Jadwigi i Aleksandra Zamoyskich w Kozłówce koło Lubartowa. W związku z pogarszającym się stanem zdrowia (gruźlica) wyjechał do Zakopanego, gdzie zatrzymało go Gestapo, ale cudem został wypuszczony. Z Zakopanego udał się do Żułowa, gdzie – podobnie jak w Kozłówce – Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża opiekowały się niewidomą młodzieżą. Po dwudziestu ośmiu miesiącach wojennej tułaczki ks. Wyszyński przybył do Zakładu dla Ociemniałych w Laskach pod Warszawą. Tu pod pseudonimami: Siostra Cecylia i Radwan III, pełnił gorliwie służbę kapłańską i patriotyczno-narodową. Jako zaprzysiężony żołnierz Armii Krajowej był jednym z kapelanów Powstania Warszawskiego VIII Rejonu w VII Obwodzie „Obroża” Kampinos. W Laskach w październiku 1942 roku Ojciec spotkał się z grupą studentek (tzw. Ósemka) skupionych wokół Marii Okońskiej. Był to początek dzisiejszego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

Biskupstwo lubelskie

4 marca 1946 roku Pius XII ustanowił ks. prof. Wyszyńskiego biskupem lubelskim. Jak później zapisał: „Byłem tym mocno przestraszony. Ponieważ czułem, że przerasta to moje siły, zwłaszcza w tak trudnych czasach, jakie przed Kościołem Bożym stanęły w okresie powojennym. Opierałem się woli Stolicy Świętej. Musiałem jednak ustąpić, bo kardynał Prymas August Hlond, który mi zwiastował wolę Stolicy Świętej, powiedział: Papieżowi się nie odmawia”. Konsekracja na biskupa lubelskiego miała miejsce 12 maja 1946 roku na Jasnej Górze. Zaś ingres do katedry św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty w Lublinie odbył się 26 maja. Energiczny i najmłodszy (wtedy!) w Episkopacie biskup szybko podniósł zniszczoną przez okupację diecezję, niestrudzenie wizytował parafie, organizował kursy katechetyczne i rekolekcje. Jednocześnie wykładał na KUL-u.

Prymas Polski

12 listopada 1948 roku z woli Piusa XII dotychczasowy biskup lubelski – po nagłej i niespodziewanej śmierci, najprawdopodobniej z powodu otrucia przez komunistów, Prymasa Augusta Hlonda – został mianowany arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim i warszawskim, a tym samym Prymasem Polski. Pius XII przychylił się do dwukrotnej prośby umierającego Prymasa, który usilnie prosił Papieża, by jego następcą został biskup lubelski, nie godząc się jednocześnie z opinią Konferencji Episkopatu Polski, by funkcję metropolity gnieźnieńskiego jako Prymasa Polski oddzielić od urzędu arcybiskupa warszawskiego (tj. by rozdzielić unię personalną warszawsko-gnieźnieńską). Ingres do katedry św. Wojciecha w Gnieźnie odbył się 2 lutego 1949 roku, a 6 lutego do prokatedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca (kościół seminaryjny), gdyż katedra świętojańska leżała w gruzach. W przeddzień ingresu nowy Prymas uniknął zamachu zaplanowanego przez UB pod Wrześnią, zmieniając trasę przejazdu z Gniezna do Warszawy. W okolicznościowym liście do swoich nowych diecezjan nowy Prymas pisał: „Nie jestem ci ja ani politykiem, ani dyplomatą. Nie jestem ani działaczem, ani reformatorem. Jestem natomiast ojcem waszym duchowym, pasterzem i biskupem dusz waszych. Jestem apostołem Jezusa Chrystusa”.

Non possumus!

Objęcie urzędu Prymasa Polski nastąpiło w czasie zaawansowanej już walki komunistów z Kościołem i Narodem. Zamykano kolejno szkoły, internaty, ochronki, szpitale, wydawnictwa i różne instytucje prowadzone przez zgromadzenia zakonne bądź diecezje. W końcu 23 stycznia 1950 roku siłą przejęto Caritas i wszystkie prowadzone przez Caritas agendy dobroczynne. Wszelkie prośby, ugody i ustępstwa wobec nowych sowieckich okupantów okazały się bezskuteczne. 12 stycznia 1953 roku ks. abp Stefan Wyszyński został ogłoszony kardynałem. 9 lutego władze wydały dekret, że odtąd one będą decydować o obsadzaniu stanowisk kościelnych. 8 maja tego samego roku w odpowiedzi Prymas skierował do władz słynny memoriał zatytułowany „Non possumus”, w którym oświadczył, że: „Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nie wolno”. Otwarty i zdecydowany sprzeciw Ojca wobec krzywdy wyrządzonej Kościołowi wywołał furię Bolesława Bieruta i komunistów.

Więzienie (1953-1956)

25 września 1953 roku w późnych godzinach wieczornych oddział ponad 20 ubowców przybył do siedziby arcybiskupów warszawskich. Splądrowano mieszkanie Prymasa, zabrano dokumenty, a jego samego wywieziono w nieznanym kierunku. Pierwszym miejscem uwięzienia (26 września – 12 października 1953 r.) okazał się klasztor Franciszkanów w Rywałdzie koło Grudziądza. Stamtąd 12 października przewieziono dostojnego więźnia do opuszczonego, zagrzybionego i zdewastowanego klasztoru w Stoczku Klasztornym, gdzie przez rok – jak sam zapisał – „ani w dzień, ani w nocy nie rozgrzałem stóp”. Kolejno przez trzynaście miesięcy więziono Ojca w pofranciszkańskim klasztorze w Prudniku (6 października 1954 r. – 27 października 1955 r.), a w końcu przez kolejny rok (29 października 1955 r. – 28 października 1956 r.) w Komańczy koło Sanoka w klasztorze Sióstr Nazaretanek, gdzie opracował dogłębny program odnowy życia religijnego Narodu. Na usilne prośby przerażonego wrzeniem społecznym Władysława Gomułki triumfalnie wrócił do stolicy błagany o to osobiście przez członków politbiura Zenona Kliszkę i Władysława Bieńkowskiego.

Wielka Nowenna i Śluby Jasnogórskie

Jej dokładny dziewięcioletni program w szczegółach opracował Ojciec w Komańczy. Głównym zamysłem nowenny było przygotowanie Narodu i Kościoła do obchodów rocznicy Tysiąclecia Chrztu Polski. Wielka Nowenna przy udziale – według odkrytych niedawno danych ubeckich – nawet miliona czterystu tysięcy wiernych – rozpoczęła się Ślubami Jasnogórskimi 26 sierpnia 1956 roku. Napisał je Ojciec pod niewątpliwym natchnieniem Ducha Świętego w ciągu dwóch godzin między 5.00 a 7.00 rano w dzień św. Andrzeja Boboli, 16 maja 1956 roku. Rekordowa w dziejach Jasnej Góry rzesza wiernych złożyła je pod nieobecność uwięzionego Prymasa wraz z całym Episkopatem Polski.

Śluby Jasnogórskie nawiązywały do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza z 1 kwietnia 1656 roku. Podczas komunistycznej okupacji po trzystu latach przypominały nam, że Maryja jest dalej Królową Polski.

Peregrynacja

29 sierpnia 1957 roku rozpoczęła się wędrówka kopii obrazu jasnogórskiego do wszystkich parafii polskich. Święty wizerunek Matki i Królowej – pobłogosławiony przez Piusa XII – był trzykrotnie aresztowany i nie mógł nawiedzać oczekujących go wiernych. Najdłuższy areszt trwał 6 lat, ale nawiedzenie nie zostało przerwane. Matka i Królowa przybywała do swoich dzieci w znaku pustych ram aż do 12 października 1980 roku. Odwiedziła wszystkie ówczesne polskie parafie w liczbie 7150. Drugie nawiedzenie – trwające do dziś – rozpoczęło się 3 maja 1985 roku.

Czas soboru

Prymas jako członek prezydium soborowego brał czynny udział we wszystkich sesjach soboru (1962-1965). Wielokrotnie zabierał głos, składał memoriały, a w całym kraju organizował – niespotykane nigdzie poza Polską – tzw. czuwania soborowe, czyli dzienne i nocne modlitwy o światło Ducha Świętego dla ojców soboru. Na prośby biskupów polskich poparte głębokimi teologicznymi uzasadnieniami Paweł VI 21 listopada 1964 roku ogłosił Maryję Matką Kościoła. Jest to wielki triumf Prymasa i spełnienie najgłębszych pragnień jego duszy i serca. W tym czasie powstał też słynny list biskupów polskich do biskupów niemieckich, który spotkał się z histeryczną reakcją polskich komunistów. W istocie zaś zapoczątkował historyczny proces polsko-niemieckiego pojednania. Słynne słowa: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, spotkały się z wielomiesięczną nagonką na Prymasa. Na partyjnych konwentyklach i masówkach przez wiele tygodni zmanipulowani „partyjniacy” wrzeszczeli: „Wyszyński do Rzymu”. Trudno sobie wyobrazić, jak Ojciec musiał cierpieć, kochał przecież „Ojczyznę bardziej niż własne serce”.

Sacrum Poloniae Millenium

Obchody Tysiąclecia Chrztu Polski Prymas rozpoczął 3 maja 1966 roku na Jasnej Górze jako legat papieski. Wraz z całym Episkopatem i niepoliczalnymi rzeszami rodaków dokonał wiekopomnego Aktu Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Maryi Matki Kościoła za wolność Kościoła Chrystusowego w naszej Ojczyźnie i świecie. Komuniści polscy okryli się hańbą, gdyż nie wpuścili Papieża na uroczystości jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski. Paweł VI powtórnie zabiegał o prywatny przyjazd i jedną Mszę św. na Jasnej Górze w ostatni dzień roku milenijnego. I tego mu odmówiono. Przez cały 1966 rok Gomułka i jego ekipa na wszelkie sposoby zakłócali uroczystości kościelne, organizując konkurencyjne imprezy partyjne bądź stwarzając utrudnienia komunikacyjne dla biskupów i wiernych w dotarciu na milenijne „Te Deum” w różnych diecezjach. Podobny do naszego milenijnego, ale dotyczący całej rodziny ludzkiej akt oddania złożył Prymas na Jasnej Górze wraz z biskupami 5 września 1971 roku.

Specjalna misja

Przez cały czas swego pasterzowania Ojciec pełnił rolę zwierzchnika Kościołów lokalnych w strefie okupacji sowieckiej. „Specjalne uprawnienia” (tzw. facultates specialissimae) nadane mu przez Piusa XII potwierdzali kolejni Papieże, włącznie z Janem Pawłem II Wielkim. Prymas wyświęcał potajemnie kapłanów posługujących na niezmierzonych euroazjatyckich przestrzeniach sowieckiego imperium zła oraz w tzw. demoludach. Szczególnym powiernikiem Prymasa na Wschodzie był bł. ks. Władysław Bukowiński (zm. 1974 r.), łagiernik i męczennik z Kazachstanu.

Zwycięstwo większe niż pod Lepanto

22 października 1948 roku w godzinach przedpołudniowych umierał ks. kard. Hlond. Dokładnie 30 lat później, 22 października 1978 roku, o tej samej porze w Rzymie następuje inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II Wielkiego. Świat wstrzymuje oddech, gdy przed klęczącym kardynałem Prymasem klęka nowy Papież. Historia papieży nie odnotowała dotąd takiego zdarzenia. Dzień później Jan Paweł II Wielki mówi na audiencji dla Polaków: „Nie byłoby na stolicy tego Papieża Polaka […], gdyby nie było Twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, który jest związany z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”. Wypełniło się proroctwo umierającego ks. kard. Hlonda: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Rozpoczął się demontaż imperium zła. Demoniczne marzenia Lenina o wszechświatowej rewolucji ostatecznie legły w gruzach.

1980: czas „Solidarności”

W ostatnich kilkunastu miesiącach życia Ojciec też oddał ostatnią posługę Ojczyźnie i Narodowi. Studził rewolucyjny zapał strajkujących. Pełnił rolę roztropnego pośrednika w burzliwych negocjacjach antynarodowej władzy i „Solidarności”. W powietrzu wisiała groźba siłowego rozstrzygnięcia z użyciem wojska i milicji, jak w październiku 1956 roku i grudniu 1970 i 1981 roku. Do siedziby Prymasa na Miodowej przybywali na zmianę przywódcy strajków i przedstawiciele rządu. Ojciec – poprzez swe mediacje – doprowadził do pokojowych przemian, bez rozlewu krwi, i do końca przeprowadził nas bezpiecznie przez „morze czerwone”. Bez jego autorytetu, siły ducha i mocy Bożych przez niego działających nie byłoby Polski, jaką dzisiaj znamy.

Ostatnie dni

20 maja przybyła do ciężko chorego Ojca Matka Boża wędrująca w kopii cudownego obrazu. On zaś mówi: „Tyle razy przybywałem do Ciebie, Matko, na szlak Nawiedzenia. Dzisiaj Ty przychodzisz do mnie. Byłaś zawsze dla mnie największą łaską, światłem, nadzieją i programem mojego życia … . Niech ta Wędrówka nadal nie ustaje, a gdy się skończy, niech zacznie się na nowo; abyś stale krążyła po Polsce, dana ku obronie naszego Narodu”.

22 maja 1981 roku cierpiący Prymas przyjmuje po raz ostatni Radę Główną Episkopatu, z którą żegna się słowami: „Do nikogo – najmniejszego żalu. Na nikim – najmniejszego zawodu, wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zabiera ze sobą żadnego zastrzeżenia w stosunku do żadnego z biskupów, do kapłanów i ludu Bożego. Wszystkie nadzieje, to Matka Najświętsza. I jeżeli jaki program – to Ona”. Sześć dni później, 28 maja 1981 roku, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, Ojciec umiera o godz. 4.40 rano. Przez trzy dni i trzy noce rodacy, „jego dzieci”, jak o nas zawsze mówił, przychodzą z hołdem przed trumnę swojego Ojca w kolejce sięgającej często 3 kilometry.

Królewski pogrzeb

Na ówczesnym placu Zwycięstwa, co urasta do rangi symbolu, zgromadziło się – według różnych rachub – nawet do 600 tysięcy wiernych. Na szarfach wieńców były napisy: „Ojcu Ojczyzny, Niekoronowanemu Królowi Polski, Obrońcy Ojczyzny, Nauczycielowi Narodu, Wychowawcy Narodu”. Nazajutrz w gazetach czytaliśmy: był to ostatni królewski pogrzeb w Polsce.

Naszemu pokoleniu Święta Opatrzność dała dwóch wielkich świadków prawdy, mocarzy ducha i mądrości: Papieża i Prymasa. Jak Wojciech i Stanisław u początku naszych dziejów, tak oni stanęli na progu II tysiąclecia. Obyśmy nie podcinali tych korzeni, z których wyrastamy.

Ks. Jerzy Banak/„Nasz Dziennik”

drukuj