fot. fultonsheen.tv

[Jestem w Kościele] Jaki pasterz, takie owce, jaki kapłan, taki lud

Tytułowe słowa napisane przez Czcigodnego Sługę Bożego abp. Fultona Sheena stanowią trafne streszczenie jego nauczania nt. kapłaństwa. Zdecydowanie nie należał on do tych kapłanów, którzy wymagając wiele od swoich wiernych, zapominają wymagać od siebie. Wręcz przeciwnie – abp Sheen był wiarygodny w oczach świeckich i miał wśród nich tak wielki posłuch właśnie dlatego, że w pierwszej kolejności był wymagający wobec siebie i swoich współbraci w kapłaństwie.

O tym, co jego zdaniem jest kluczem do kapłańskiej świętości, po części pisałem już w ostatnim felietonie dotyczącym pobożności eucharystycznej. W swoim programowym dziele pt. „Kapłan nie należy do siebie” arcybiskup przekonywał, że moralny rozkład kapłaństwa rozpoczyna się od braku żywej wiary w Boską Obecność i podobnie od tej samej wiary bierze też początek jego świętość. Analizując m.in. upadek Judasza doszedł do wniosku, że „eucharystyczność” jest probierzem kapłaństwa: „Obserwuj kapłana odprawiającego Mszę Świętą, a będziesz mógł powiedzieć, jak traktuje on dusze w konfesjonale, jak posługuje chorym i ubogim, czy jest, czy też nie jest zainteresowany nawracaniem ludzi, czy bardziej chce zadowolić Pana Biskupa, czy raczej Pana Boga, (…) czy jest zarządcą, czy raczej pasterzem, (…) czy wygłasza koniunkturalne kazania, czy raczej głosi słowa Chrystusa”.

Błogosławiony in spe był też zdecydowanym obrońcą celibatu. Nie negował jego ciężaru, lecz upatrywał w nim przede wszystkim najwyższej formy miłości i naśladowania Chrystusa, zarówno jako kapłana, jak i ofiary (żertwy). Jak pisał: „Tylko ci, którzy cierpią samotność w celibacie ze względu na Miłość, mogą pocieszyć samotnych w małżeństwie i tych, którzy w samotności tęsknią za małżeństwem. Celibat jest samotnością narzuconą po to, by móc pocieszać samotnych, podobnie jak biczowanie, którego doznał Chrystus, nie było dla Niego, ale po to, by biczowani nigdy nie stracili nadziei”. Arcybiskup zauważył też pewną interesującą prawidłowość – niezadowolenie z celibatu w Kościele jest wprost proporcjonalne do niepowodzenia w nawracaniu dusz do Chrystusa.

Jednak w tym wszystkim jest też rola dla nas, świeckich. I nie mam tu na myśli modlitwy, która bezsprzecznie jest naszym obowiązkiem. Któregoś razu abp Sheen zapytał: Na kogo można liczyć, aby uratować nasz Kościół? I zaraz odpowiedział, że nie na naszych zakonników, kapłanów, ani nawet biskupów. „To wasze zadanie, ludu wiernego!  – mówił – Pan Bóg dał wam rozum, oczy i uszy, abyście uratowali Kościół. Wasza misja to pilnować, aby wasi kapłani zachowywali się jak kapłani, biskupi jak biskupi, a zakonnicy jak zakonnicy!”. Oto prawdziwa synodalność.

Dlaczego tak naciskał na czujność i aktywność wiernych? Bo uważał, że spośród wszystkich złych ludzi najgorsi są źli kapłani. W końcu komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. „Gdyby tylko wszyscy kapłani zdali sobie sprawę, jak ich osobista świętość uświęca Kościół i jak Kościół zaczyna podupadać, gdy poziom świętości wśród kapłanów spada poniżej poziomu świętości świeckich”. Otóż to, gdyby tylko…

Wojciech Grzywacz

drukuj