Ambasadorzy wolności dla świata

Z Michaelem Reaganem, synem byłego prezydenta USA Ronalda Reagana,
rozmawia Mariusz Bober
 




Niektórzy uważają, że w historii USA żaden prezydent nie miał tak dobrych
relacji z Papieżem jak Pana ojciec. Zgadza się Pan z tą opinią?

– Na pewno mój ojciec miał bardzo dobre relacje z Janem Pawłem II. Z całą
pewnością zmieniły one historię świata. Ronald Reagan miał duży szacunek dla
katolików. Także mój dziadek [John Reagan – przyp. red.] był katolikiem,
podobnie jak moja mama. Mój ojciec dobrze wiedział, co mówi, gdy wyrażał opinie
o Papieżu.

Czy jedyną przyczyną utrzymywania tych dobrych relacji między Janem Pawłem II
i Pana ojcem było zagrożenie rozprzestrzenienia komunizmu na cały świat?

– Rzeczywiście, jednym z najważniejszych powodów były wydarzenia polityczne. To
był ich wspólny cel – zapewnić wolność Polsce i światu. Łączyły ich także
podobne przeżycia. Na obu dokonano zamachów niemal w tym samym czasie. Obaj
uniknęli śmierci od kul zamachowców i obydwaj, jako osoby wierzące w Boga, czuli
się wobec Niego zobowiązani. Obaj mieli głębokie przekonanie, że Bóg ocalił ich
dla wyższych celów, a w związku z tym, że obaj pełnili bardzo ważne funkcje,
uznali, że muszą je wykorzystać, by zapewnić światu wolność. Obaj też od razu
przebaczyli tym, którzy dokonali na nich zamachu.

Zarówno Jan Paweł II, jak i Pana ojciec kładli też nacisk na zasady moralne,
na których chcieli odbudować tożsamość laicyzującego się Zachodu. Można więc
powiedzieć, że obaj walczyli również o "duszę" Zachodu?

– Każdy z nich był szczególną osobowością i przykładem dla innych. Obaj zarówno
mówili o swoich religijnych przekonaniach, jak też żyli nimi. Papież był takim
wzorem w dwu znaczeniach tego słowa, zarówno jako głowa Kościoła katolickiego,
jak też jako człowiek, który przykładem swojego życia świadczył o zasadach,
którymi żył. W Ronaldzie Reaganie znalazł sprzymierzeńca, który również łączył
przekonania polityczne z poglądami o potrzebie odnowy moralnej.

Co dla Pana ojca było najważniejsze w kontaktach z Janem Pawłem II?
– Ojciec miał szacunek dla Papieża Polaka, dla pozycji, którą zajął jako głowa
Kościoła katolickiego. Zawsze dobrze jest wiedzieć, że ma się przyjaciół.
Dotyczyło to także Jana Pawła II i Ronalda Reagana. Każdy z nich wiedział, że
może mieć oparcie w drugim, ponieważ mieli wspólny cel – walkę ze złem, którym
był komunizm. Choć myśleli podobnie, wielu rzeczy nie mogli mówić publicznie.
Papież był przecież głową Kościoła i państwa watykańskiego, mój ojciec
prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ale jednocześnie Ronald Reagan mógł mówić to,
czego nie wypadało mówić Papieżowi.

To właśnie Ojciec Święty zwrócił uwagę Ronalda Reagana na znaczenie Polski i
ruchu "Solidarność" w zmaganiach z komunizmem.

– Oczywiście. Gdyby Jan Paweł II nie pojechał do Polski i nie zaczął demontować
komunizmu, zimna wojna pewnie by trwała. Gdyby komunizm nie upadł w Polsce, nie
byłoby efektu domina – wyzwalania kolejnych krajów spod władzy i dominacji
Związku Sowieckiego. Wywołane w ten sposób zmiany ogarnęły wszystkich, cały
świat. Świat zmienił się dzięki Papieżowi i Ronaldowi Reaganowi, ale także
dzięki Margaret Thatcher, Lechowi Wałęsie, Vaclavowi Havlowi i wielu innym
ludziom. Gdyby ojciec został wybrany w wyborach prezydenckich w 1976 r., nie
spotkałby tych ludzi, z którymi zmienił losy świata. Właśnie w 1980 r., gdy
wygrał wybory, wszyscy ci liderzy pełnili już swoje funkcje. Ojciec zaczął wtedy
współpracować z resztą świata, aby "wygrać" dla niego wolność.

Czy któreś spotkanie Papieża i Ronalda Reagana miało szczególne znaczenie np.
dla losów zimnej wojny? Niektórzy uważają, że bardzo ważna była ich rozmowa na
Alasce w maju 1984 roku.

– Każde spotkanie było najważniejsze dla okresu, w którym się spotykali. Ojciec
rozumiał, że ma sojusznika w Rzymie, a Papież, że ma wsparcie w Waszyngtonie.
Dlatego Ronald Reagan wysłał ambasadora do Watykanu [wznawiając pełnoprawne
stosunki dyplomatyczne USA z Rzymem – przyp. red.], by upewnić się, że zyskał
sojusznika i przyjaciela w osobie Papieża. Każde spotkanie miało znaczenie dla
ojca i jego administracji. Także Polacy i przywódcy "Solidarności" czuli, że
Papież nie tylko mówi, ale że jest ważnym sojusznikiem w walce o wolność. To
było bardzo istotne.

Jak Ronald Reagan wspominał prywatnie relacje z Papieżem?
– Ojciec zawsze okazywał Papieżowi wielki szacunek, wobec tego, kim Jan Paweł II
był i co robił. Ojciec szanował ludzi, którzy robili coś ważnego, podejmowali
wysiłek, by zmieniać się na lepsze. Papież nie tylko mówił, także czynił wiele,
by zmienić świat, by walczyć o wolność dla świata i dla Polski.

Uczestniczył Pan wraz z ojcem w jakimś spotkaniu z Janem Pawłem II?
– Niestety, nie uczestniczyłem w ich rozmowach. Zawsze były to spotkania robocze
przywódców dwu państw na najwyższym szczeblu. Niestety, nie uczestniczyłem też
osobiście w spotkaniu z Papieżem.

Czy nauczanie Papieża i jego relacje z przywódcami USA zmieniły także samych
Amerykanów?

– Amerykanie zmieniają się cały czas. Jan Paweł II w jakiejś mierze może
przyczynił się do tego. Był szanowany za to, kim był i co robił. Na pewno
zmienił Kościół, a przez to również opinie Amerykanów o Kościele katolickim.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj