fot. Dawid Bagiński

[WYWIAD] Dar potomstwa

Czy niepłodność to choroba cywilizacyjna? Jak się ją leczy? Czy naturalne metody to alternatywa dla in vitro? Na te i inne pytania odpowiada dr n. med. Aleksandra Kicińska – lekarz z ogromnym powołaniem, wiedzą, doświadczeniem, ale przede wszystkim broniący życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wraz z mężem prowadzi klinikę, która pomaga parom borykającym się z problemem niepłodności. „To jest moje powołanie, misja. Jestem lekarzem i kocham człowieka, kocham życie, pragnę go bronić” – mówi w rozmowie z portalem Radia Maryja.

***

Portal Radia Maryja: Kiedyś usłyszałam stwierdzenie, że niepłodność to choroba cywilizacyjna. Czy faktycznie niepłodność stała się chorobą naszych czasów?  

Dr Aleksandra Kicińska: Problem związany z niepłodnością istniał od wieków. Wiele postaci biblijnych doświadczało cierpienia z powodu braku potomstwa. Jednak zasadniczo, nigdy niepłodność nie była problemem na tak ogromną skalę jak w dzisiejszych czasach. Jestem przekonana, że jest to absolutnie problem cywilizacyjny. Po pierwsze największy potencjał rozrodczości u człowieka przypada na 20-25 rok życia. A doskonale wiemy, że znakomita większość w naszym społeczeństwie i wszystkich krajach wysokorozwiniętych decyzję o zastaniu rodzicem podejmuje najczęściej po 30., 35., a nawet 40. roku życia, kiedy tzw. rezerwa jajnikowa i jądrowa chylą się ku wygasaniu. Decyzja taka jest wynikiem nie tylko konsumpcyjnego stylu życia, postrzegania dzieci jako przeszkody w robieniu kariery czy dorabianiu się mieszkania, samochodu i wysokiego standardu życia. Niejednokrotnie jest ona wynikiem braku powszechnie obserwowanej dojrzałości do zakładania rodziny, stałych związków opartych na miłości, zaufaniu i odwadze do podejmowania decyzji, by wziąć odpowiedzialność za drugą osobę, za współmałżonka i dzieci. Poza tym zbyt rzadkie zbliżenia wśród par starających się o dziecko wynikające z przepracowania, stresu i zaburzeń libido. I wreszcie przyczyny typowo medyczne, ale także wynikające w dużej mierze z błędów naszej cywilizacji. Mam na myśli przede wszystkim choroby przenoszone drogą płciową, które wywołują subkliniczne, tzn. skąpoobjawowe lub bezobjawowe stany zapalne w drogach rodnych, których konsekwencją może być niedrożność jajowodów, stany zapalne endometrium i problem z implantacją zarodka, a u mężczyzn z infekcjami układu moczowo-płciowego, które rzutują na pogorszenie żywotności, ruchliwości i morfologii plemników. Poza tym nieregularne odżywianie i spożywanie produktów przetworzonych o niskich wartościach antyoksydacyjnych, witaminowych, z dużym ładunkiem glikemicznym. Taka sytuacja wywołuje szereg zaburzeń metabolicznych, które znowu wywołują bezpośrednio zaburzenia owulacji i spermatogenezy poprzez wytworzony w organizmie stan zapalny w śródbłonku naszych naczyń, które docierają przecież do wszystkich organów, także tych rozrodczych. Do tego ostry i przewlekły stres – w szkole, pracy, w rodzinie, zanieczyszczenie środowiska, obecność substancji hormonopodobnych w pożywieniu, wodzie pitnej, powietrzu itd. Czynników zwiększających ryzyko niepłodności, które przyniosła nasza cywilizacja, styl życia i mentalność dzisiejszego człowieka, z pewnością pozwalają na to, aby niepłodność nazwać plagą XXI wieku.

W takim razie płodność jest oznaką zdrowia. Czy jeżeli mamy problem z zajściem w ciążę, oznacza to, że z naszym organizmem coś się dzieje?

Tak, to kluczowe zadanie edukacyjne dla dzisiejszych pedagogów, ale też wykładowców uczelni medycznych, aby płodność postrzegać jako integralną składową zdrowia ludzkiego, a niepłodność jako objaw wielu, często różnych chorób czy zaburzeń w narządach czy układach na pierwszy rzut oka nie mających nic wspólnego z rozrodczością. Jeśli jest problem z płodnością, w pierwszej kolejności należy wykluczyć zaburzenia w obrębie układu rozrodczego. Ale okazuje się, że to tylko około 30% przyczyn niepłodności. Znakomita większość to przyczyny ogólnoustrojowe, którymi powinni zająć się specjaliści szczegółowych dziedzin – endokrynolodzy, immunolodzy, hematolodzy, alergolodzy i inni.

Czy niepłodność da się leczyć?

Zdecydowanie tak. Potrzeba jednak integralnego spojrzenia na zdrowie człowieka, jako całość cielesno-psycho-duchową. Taki model interdyscyplinarnego leczenia niepłodności z indywidualnym podejściem do każdej pary, a w szczególności w kontekście odnoszenia terapii i diagnostyki do konkretnego cyklu każdej pacjentki, a nie utartych schematów, daje możliwość powodzenia terapii. Nawet w późnym wieku mamy narzędzia w medycynie, aby przywracać naturalną płodność i doprowadzać do poczęcia dziecka w sposób naturalny po 35., a niejednokrotnie 40-45 roku życia. Większość naszych pacjentek jest w okolicach 38-42 lat. Najstarszą pacjentką, która urodziła swoje pierwsze dziecko w wyniku naszego leczenia jest 46-letnia kobieta. Należy także pamiętać o cierpliwości. Czas leczenia niepłodności odmierzamy cyklami, a więc miesiącami… co niestety w naturalny sposób wydłuża czas oczekiwania na efekt. Jednak zrozumienie fizjologii, ile czasu potrzeba na wytworzenie komórki jajowej i plemników pozwala na logiczną współpracę z organizmem i mądre czekanie na wyrównanie zaburzeń w organizmie i powrót płodności.

Klinika, którą prowadzi Pani wraz z mężem, również lekarzem, to In Vivo. Czy to kontra dla in vitro?

Nie staramy się być konkurencją, bo to nie o to chodzi. In vitro i in vivo to dwa różne światy. To zupełnie inna droga myślenia, rozumienia człowieczeństwa, godności życia ludzkiego i jego świętości od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Jeśli traktujemy człowieka zgodnie z nauką, biologią rozrodczości, genetyką, jako istotę żywą, której poczęcie jest początkiem istnienia i dalszego rozwoju, przechodzenia przez różne stadia życiowe, to nie możemy mieć wątpliwości, że wytwarzanie zarodków na szkle, zagłada nadliczbowych czy tych ocenionych jako wadliwe, niepełnowartościowe (co nie jest równoznaczne z rzeczywistością, że tak jest) jest zamachem na ludzkie życie i brakiem poszanowania człowieka od poczęcia. In vivo to znaczy „przyżyciowo”, in vitro to znaczy „na szkle”. Można powiedzieć, że korzystamy z tej samej nauki, osiągnięć medycyny, podobnych schematów farmakoterapii, stymulacji owulacji czy leków podtrzymujących prawidłową implantację zarodka, ale nigdy nie działamy przeciwko życiu i nie występujemy przeciwko człowieczeństwu, aby dziecko pojawiało się w oderwaniu od aktu małżeńskiego. Rozumiemy płciowość jako dar Pana Boga, który ma być aktem prokreacji, udziałem we współtworzeniu, którym Pan Bóg zechciał podzielić się z człowiekiem właśnie poprzez akt współżycia mężczyzny i kobiety z miłości, w zamyśle obdarowywania się sobą. Nikogo nie eliminujemy, nie dyskryminujemy ze względu na wady genetyczne czy choroby wrodzone, ale przywracamy porządek w organizmie przyszłych rodziców, aby nastąpił powrót płodności, pomagamy w implantacji zarodka, czyli małego człowieka, podtrzymujemy lekami zagrożone ciąże i czuwamy nad prawidłowym rozwojem płodu, czyli dziecka w łonie matki. Działamy na tyle, na ile pozwala etyka poszanowania ludzkiego życia od chwili poczęcia. Prowadzimy interdyscyplinarny model leczenia niepłodności pary i zaburzeń miesiączkowania oparty o indywidualny cykl każdej pacjentki. Prowadzimy badania nad cyklem kobiecym także na Uniwersytecie Medycznym, gdzie pracuję naukowo. Nasza medycyna jest spersonalizowana, a więc dopasowana do indywidualnej sytuacji naszych pacjentów. Diagnostyka jest bardzo szeroka i wnikliwa, aby ustalić rzeczywistą, niejednokrotnie wielopłaszczyznową przyczynę niepłodności kobiety i mężczyzny. Korzystamy z wielu możliwości naprawczej medycyny rozrodu, wspomagamy się w terapii dietetykiem, instruktorem obserwacji cyklu, psychologiem, fizjoterapeutą uroginekologicznym. W naszym zespole wielu lekarzy specjalistów stara się współpracować, aby pomóc naszym niepłodnym parom. Nie tylko ginekolodzy, ale także endokrynolog, urolog, immunolog, alergolog czy hematolog mają swój udział w diagnostyce i terapii naszych niepłodnych par, które w znakomitej większości, po takim właśnie interdyscyplinarnym postępowaniu doczekują się upragnionego potomstwa.

W opiniach dostępnych w internecie, jak i z własnego doświadczenia, wiem, że patrzy Pani Doktor na organizm całościowo w trakcie leczenia. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo na swojej drodze spotykałam wielu lekarzy, specjalistów, ale tylko w swojej dziedzinie, nigdy nie patrzyli kompleksowo na organizm. Dlaczego jest to takie ważne?

Płodność jest integralną składową zdrowia, a niepłodność objawem często wielu zaburzeń czy chorób ogólnoustrojowych. Dlatego nie możemy rozpatrywać i leczyć problemu niepłodności bez patrzenia na całego człowieka.

Wrócę jeszcze do tematu in vitro. Ten program, choć rząd zrezygnował z jego finansowania, może liczyć na wsparcie z budżetu niektórych samorządów, m.in. miasta Gdańska. Czy naturalne leczenie niepłodności może liczyć na takie wsparcie?

Niestety nie. Mam za sobą doświadczenie wystąpienia w Radzie Miasta Gdańska oraz Chojnic, niestety bez pozytywnego odzewu. Dyskryminowane są te pary, które nie chcą zdecydować się na in vitro. A tak naprawdę etap wstępnej diagnostyki i leczenia, który powinni przejść wszyscy niezależnie od tego, jaką ostatecznie podejmą decyzję, jest bardzo kosztowny i wymagający. To na tym etapie powinny być wydatkowane pieniądze podatników. Zdecydowanie większość par, właśnie tą drogą, wnikliwej diagnostyki i terapii dopasowanych do indywidualnego cyklu kobiety i terapii, ma szansę doczekania się potomstwa. Należy także podkreślić, że in vitro nie jest w 100% „biletem na dziecko”. Wiele par, które podejmują program wspomaganego rozrodu in vitro przechodzi kilkukrotne stymulacje, wytwarzanie zarodków na szkle, ich mrożenie, rozmrażanie i procedury embriotransferów. Niejednokrotnie wiele miesięcy, a nawet lat starają się o dziecko właśnie drogą in vitro. Poza tym doświadczają wiele cierpienia związanego z niepowodzeniem embriotransferu czy niepomyślną diagnozą prenatalną, gdyż wśród dzieci poczętych drogą in vitro częściej zdarzają się wady genetyczne, choć większość dzieci z in vitro rodzi się zdrowa…. W razie niemożności pozyskania komórek jajowych od przyszłej matki czy plemników od jej partnera, pary te mają proponowane pozyskiwanie gamet z banków nasienia czy oocytów, a nawet adopcje zarodków. Niesie to za sobą dylematy natury etycznej i moralnej, gdyż dziecko z takich procedur może mieć troje, a nawet czworo rodziców. Jeśli zostanie poczęte z komórek pochodzących z banku, nie ma szansy na poznanie swoich biologicznych rodziców, a także wytworzonego tą drogą biologicznego rodzeństwa dla innej pary, która w danej klinice starała się o potomstwo drogą in vitro. Można by przytaczać wiele problemów, które przysparzają procedury wspomaganego rozrodu, takie jak inseminacja czy in vitro. Nie bez znaczenia są te niewątpliwie obiektywne dla każdego, niezależnie od światopoglądu, a więc zwiększonego ryzyka chorób, szczególnie nowotworowych wśród pacjentek poddawanych wysokodawkowym schematom stymulacji przed pobieraniem oocytów.

Jak już wcześniej zaznaczyłam, prowadzi Pani Doktor wraz mężem klinikę In Vivo. Powołali Państwo również Fundację In Vivo, która przyczynia się do szerokiego upowszechnienia wiedzy nt. zdrowia prokreacyjnego poprzez wykłady edukacyjne dla młodzieży szkolnej, rodziców, studentów. Mówi Pani głośno o tym, że życie zaczyna się od poczęcia. Dlaczego Pani Doktor zajmuje się właśnie takimi tematami, które są trudne, niepopularne, często łączą się z niezrozumieniem, a nawet atakami?  

To jest moje powołanie. Moja misja. Jestem lekarzem i kocham człowieka, kocham życie, pragnę go bronić. Moje osobiste doświadczenie dobroci i miłości Pana Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Jedynego Pana życia i śmierci, Dawcy życia, pozwala mi bez wahania mówić o tych rzeczach i bronić prawdy. Bo tylko ona wyzwala i może dać człowiekowi szczęście. „Fides et ratio”. Nauka nie jest zaprzeczeniem wiary, ani odwrotnie. To nauka jest narzędziem, aby poznawać wielkość Stwórcy poprzez piękno i wielkość Jego stworzeń. Poprzez pracę i naukę doświadczam możliwości poznawania Boga, a poprzez służbę człowiekowi mogę składać ofiarę z życia, zbawiać siebie i innych prowadzić do Boga.

Ostatnio została Pani wraz mężem doceniona przez kapitułę nagrody im. dr Aleksandry Gabrysiak za rok 2020. Jest to doroczna nagroda ustanowiona przez Okręgową Radę Lekarską w Gdańsku za szczególne dokonania wykraczające poza obowiązki lekarza. Czy takie nagrody dopingują do dalszej pracy?

Jest to niewątpliwie bardzo pozytywne doświadczenie, tym bardziej, że przeciwności jest niemało. I choć nie żyjemy i nie pracujemy po to, aby zdobywać takie wyróżnienia, to traktujemy je jako „uśmiech Pana Boga” do nas i powiew nadziei, że warto dalej się spalać…

Na koniec zapytam jeszcze o to, skąd Pani Doktor bierze siłę? Oprócz działalności zawodowej jest Pani mamą piątki dzieci, a do tego jeszcze utalentowana muzycznie – i o co bardzo ważne  – nie zakopała Pani tego talentu, tylko dzieli się nim z innymi.   

Jak wspomniałam, osobiste doświadczenie obecności i dobroci Boga, Jezusa Chrystusa we własnym życiu, dar relacji małżeńskiej, którą rozumiemy jako wspólną drogę do świętości i zauważenie tak wielkiego obdarowania, jakim jest niewątpliwie nasza rodzina i piątka naszych wspaniałych dzieci, umiejętność cieszenia się światem, także w kontekście obdarowania talentami, muzyką, uwielbianie Pana Boga we wszystkim, nawet w porażkach….A przede wszystkim codzienna Eucharystia, Słowo i Ciało Pańskie, które pokrzepiają słabą i upadającą duszę i wątłe ciało. Czasami jest tak trudno, że tylko ufność w Bożą obecność i Opatrzność pozwala, by dalej żyć i działać…Najważniejsze jest, aby dawać świadectwo wiary, najpierw własnym dzieciom, bo to one są naszym podstawowym zadaniem, a potem wszystkim tym, do których jesteśmy posłani, a więc przede wszystkim naszym Pacjentom. Bo lekarz nie jest cudotwórcą, nie jest Bogiem. Może i musi być dobrze wykształcony, aby dla dobra swoich pacjentów korzystać z najnowszych osiągnięć medycyny, ale nie może zapominać, że jest tylko człowiekiem, a jego głównym zadaniem jest ulga w bólu i towarzyszenie w cierpieniu drugiemu człowiekowi, bo życie nieustannie zmierza do śmierci, śmierci ciała, ale podąża ku Życiu wiecznemu. Lekarz musi przywracać nadzieję, nawet tam, gdzie po ludzku jej już nie ma…

Dziękuję za rozmowę.

Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl

Dr n.med. Aleksandra Maria Kicińska – specjalista immunologii klinicznej, specjalista chorób wewnętrznych, wykładowca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego w Katedrze i Zakładzie Fizjologii, kierownik dydaktyczny przedmiotu „Metody Rozpoznawania Płodności” Wydziału Lekarskiego, instruktor Metod Rozpoznawania Płodności (Medical Consultant Natural Family Planning).

radiomaryja.pl

drukuj