Warszawska giełda odczuła skutki decyzji Standard & Poor’s

Politycy koalicji i opozycji przyznają, że decyzja agencji Standard & Poor’s była niesprawiedliwa. Jednak jej skutki odczuła wczoraj warszawska giełda. Sesję zamknięto na minusie.

Na zamknięciu  warszawskiej giełdy główny indeks stracił 3,21 procent. Osłabł też złoty. Euro według kursu NBP kosztowało 4,48 zł., dolar 4,11zł. a za frank szwajcarski trzeba było zapłacić 4,9 zł. Na te zawirowania istotny wpływ miała piątkowa decyzja agencji ratingowej Standrad & Poor’s o obniżeniu wiarygodności kredytowej Polski. Dla wielu ekonomistów ta decyzja była zaskoczeniem, bo nie miała podstaw ekonomicznych.

– Po pierwsze, budżet nie został jeszcze podpisany przez prezydenta. Po drugie, jest on w miarę stabilny. Po trzecie, jest perspektywa rozwoju gospodarczego, co potwierdza ta agencja – zwrócił uwagę prof. dr hab. Zdzisław Kordel z Katedry Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Gdańskiego.

To czynniki polityczne, a nie  ekonomiczne legły u podstaw wydania  przez agencję negatywnej opinii dla Polski. Przyznaje to w rozmowie z „Pulsem Biznesu” autor raportu Felix Winnekens.

„W przypadku Polski od wyborów parlamentarnych dostrzegamy kilka decyzji, które w naszej ocenie, podważają niezależność , efektywność oraz wiarygodność kluczowych instytucji państwowych” – poinformował Minnekens.

Przy ocenianiu oceny ryzyka kredytowego poszczególnych państw, agencja Standard & Poor’s bierze pod uwagę między innymi stan instytucji poszczególnego kraju. W Polsce  wzięto pod uwagę Trybunał Konstytucyjny i media publiczne.

Agencja zapytała ministerstwo finansów o sytuację w naszym kraju, ale wstecznie opinii tej nie uwzględniła.

Konsekwencje raportu Agencji Standard & Poor’s, po spadkach na giełdzie i osłabieniu złotego odczują wszyscy ci, którzy mają kredyty w walucie; będą większe raty, stracą właściciele akcji, droższe będą towary z importu, wzrosną też koszty obsługi długu publicznego. Ale ekonomista Lech Jańczuk wskazuje, że skoro jedni stracą, inni zyskają.

– Towary zagraniczne są mniej konkurencyjne na rynku polskim, natomiast nasz eksport staje się bardziej atrakcyjny na rynkach zagranicznych. A to daje impuls do rozwoju przedsiębiorczości i spodku bezrobocia – ocenia dr Lech Jańczuk, ekonomista KUL.

Raporty agencji ratingowych w ostatnich latach często przedstawiały  stan gospodarek poszczególnych krajów czy instytucji zupełnie odmienny od rzeczywistości. Tak było z oceną bankrutującego banku Lehman Brothers. Często te raporty stają się okazją do ataku spekulacyjnego z walutą. Tak jak teraz dzieje się w przypadku złotówki.

– To jest danie impulsu dla tych małych, ale licznych inwestorów po to, żeby one próbowały uciekać z tego rynku, sprzedawać złotówkę – i przez to następuje obniżenie kursu – tłumaczy dr Lech Jańczuk z KUL.

Stąd  też coraz częściej wśród ekonomistów pojawia się opinia, że takie  agencje nie mają już racji. Inwestorzy mają coraz większy dostęp do informacji, a prognozy długoterminowe, jakie przygotowują agencje,  w tych czasach są bardzo ryzykowne – podkreśla profesor Zdzisław Kordel z Uniwersytetu Gdańskiego.

– Dzisiaj bardzo trudno jest operować prognozami na rok, dwa, trzy, ponieważ – moim zdaniem – żadne prognozy z tych, które czytam, nie sprawdzają się. Nawet tych dobry super-dobrych analityków – mówi profesor.

Ale zanim te prognozy zweryfikuje rzeczywistość, wyrządzą one wiele szkód  inwestorom, a także gospodarkom poszczególnych państw.

TV Trwam News/RIRM

drukuj