fot. ks. Andrzej Halemba

W Libanie od dawna pogłębia się kryzys gospodarczy. Obecność chrześcijan w tym kraju jest zagrożona

Kryzys gospodarczy w Libanie pogłębia się od dawna – zamykane są przedsiębiorstwa, rośnie bezrobocie i korupcja; banki nałożyły ograniczenia na wypłaty i transfery zagraniczne, a waluta się zdewaluowała. Liban jest bardzo zadłużonym krajem, uzależnionym od importu towarów i usług. W kontekście kryzysu gospodarczego, który może doprowadzić do kolejnej wojny domowej, obecność chrześcijan w kraju jest zagrożona.

Państwo pozbawione jest środków na walkę z kryzysami społecznymi i środowiskowymi. Na terenie Libanu znajdują się obozy dla uchodźców z Syrii, w których mieszka – według szacunków – 1,5 mln osób, co stanowi dodatkowe obciążenie dla państwa.

W kontekście kryzysu gospodarczego, który może doprowadzić do kolejnej wojny domowej, obecność chrześcijan w kraju jest zagrożona. Zamykane są szkoły i inne ośrodki opieki społecznej, w tym niekiedy także chrześcijańskie, a jednocześnie nie wypłaca się wynagrodzeń. Jeżeli sytuacja w Libanie się nie zmieni, społeczność chrześcijańska nadal będzie emigrować. Spowoduje to zmianę demograficzną, która przekształci tę ostatnią dużą enklawę chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie w arabskie państwo muzułmańskie, dyskryminujące wyznawców Chrystusa.

„Kościół w Libanie musi stawiać czoła trudnym wyzwaniom, ponieważ coraz więcej jest osób potrzebujących i wymagających troski” – mówił w grudniu 2019 r. Pomocy Kościołowi w Potrzebie ks. abp Georges Bacouni, melchicki arcybiskup z Bejrutu.

„Instytucje kościelne: szkoły, uniwersytety i szpitale już teraz doświadczają poważnych trudności. Ludzie nie mogą sobie pozwolić na opłacenie czesnego lub kosztów leczenia. Nie chcemy podejmować trudnych decyzji, takich jak zamykanie szkół. Z perspektywy historycznej, zarówno szkoły, jak i uniwersytety katolickie w Libanie zawsze służyły wszystkim, także muzułmanom i druzom. Są one miejscami, gdzie młodzi ludzie mogą doświadczyć kultury wspólnego życia” – tłumaczył duchowny.

Wsparcie, jakiego udziela Pomoc Kościołowi w Potrzebie na Bliskim Wschodzie, jest odpowiedzią na kryzys humanitarny i ma na celu powstrzymanie masowego exodusu wyznawców Chrystusa z tego regionu. Mają oni prawo pozostać w swojej ojczystej ziemi – pomoc materialna umożliwia chrześcijańskim rodzinom przetrwanie, a tym samym pomaga pozostać na Bliskim Wschodzie. Ich obecność jest ważna nie tylko ze względu na usługi socjalne, które świadczą oni w sektorze edukacji i zdrowia, ale również dlatego, że stanowi ona podstawę pluralizmu i trwałego pokoju w regionie.

W 2019 r. z łącznej kwoty 16 mln euro przeznaczonej na cały Bliski Wschód, największą część pomocy od PKWP otrzymały Kościoły lokalne w Syrii, Iraku i Libanie: odpowiednio 7 mln, 5 mln i 2 mln euro. Około 80 proc. całkowitego wsparcia finansowego PKWP dla Kościoła w Libanie (1 645 325 euro) zostało przeznaczone na pomoc humanitarną dla chrześcijańskich uchodźców z Syrii. Stowarzyszenie wsparło 40 projektów mających na celu dostarczenie chrześcijańskim rodzinom podstawowych środków: żywności, artykułów higienicznych, opłat za wynajem, ogrzewania oraz pomocy doraźnej. Prawie 10 proc. ogólnej pomocy PKWP zostało przeznaczone na dzieci: opłacenie czesnego w szkole, obozów letnich czy pieluch dla najmłodszych.

Najtrudniejszym okresem dla syryjskich uchodźców przebywających w Dolinie Bekaa w Libanie była zima. Obfitym deszczom towarzyszyły silne wiatry, niskie temperatury i opady śniegu. Kraj został dotknięty przez zimowy huragan Norma, który spowodował powodzie, erozję ziemi i śnieżyce. Niektóre drogi w regionie zostały zerwane, a wsie odizolowane. Część syryjskich rodzin została uwięziona w swoich domach i aby utrzymać ciepło, paliła swoje ubrania. Setki rodzin otrzymywało mazut na ogrzewanie przez najzimniejsze miesiące w roku (tj. od listopada do lutego). Zima najbardziej dotknęła dzieci i osoby starsze, które zmarły albo bezpośrednio z zimna, albo z powodu chorób. Zniszczeniu uległo wiele tymczasowych mieszkań.

„Nasza praca z chrześcijańskimi uchodźcami syryjskimi, z którymi staliśmy się teraz jedną rodziną na wszystkich poziomach i we wszystkich dziedzinach, miała bardzo istotny wpływ na ich życie codzienne i duchowe. Oni liczą na nas. Polegają na Pomocy Kościołowi w Potrzebie od początku wojny w Syrii. Codziennie powtarzają, że bez Kościoła ich życie byłoby nędzne i nie do zniesienia” – powiedział ks. abp Issam John Darwish, arcybiskup melchickiego Kościoła katolickiego Zahleh i Forzol w Libanie.

Jednym z pięknych przykładów działalności Kościoła w Libanie jest projekt nazwany „Stół św. Jana Jałmużnika” – to jadłodajnia prowadzona przez melchicki Kościół katolicki w mieście Zahleh, niedaleko granicy z Syrią. Dzieło zostało uruchomione w grudniu 2015 r. jako konkretny owoc Roku Miłosierdzia, przeżywanego w Kościele powszechnym z inicjatywy papieża Franciszka. Jego adresatami są syryjscy uchodźcy oraz znajdujące się w trudnej sytuacji libańskie rodziny z regionu Bekaa. Codziennie gorący posiłek otrzymuje blisko tysiąc osób. Około 800 przychodzi do ośrodka, a do domów około 200 niepełnosprawnych, słabych, starszych lub chorych. Jedzenie roznoszone jest przez wolontariuszy, którzy dodatkowo przekazują słowa duchowej pociechy i ludzką serdeczność. Chodzi o to, by dostarczać pożywienie nie tylko ciału, ale i duszy oraz oferować duchowe i psychologiczne wsparcie tym, którzy go potrzebują. Przedsięwzięcie stanowi też ważny wkład w wysiłki mające na celu przeciwdziałanie emigracji chrześcijan z tego regionu, ponieważ w przeciwnym razie wiele z tych osób, aby móc wyżywić siebie i swoje rodziny, byłoby prawdopodobnie zmuszonych do wyjazdu za granicę.

W pomoc chrześcijanom, syryjskim uchodźcom i Libańczykom, zaangażowany jest sam ks. abp Issam John Darwish. Założył biuro społeczne odpowiedzialne za opiekę nad wszystkimi chrześcijańskimi uchodźcami syryjskimi, którzy byli w potrzebie; udzielana jest im wszelka pomoc: społeczna, edukacyjna, żywnościowa, zdrowotna.

Ze względu na warunki ekonomiczne w Libanie, wzrost ubóstwa, a także dlatego, że wielu syryjskich uchodźców nie mogło sobie pozwolić na zdrowe odżywianie się, a nawet codzienne spożywanie gorących posiłków, archidiecezja zapewniła lokalizację jadłodajni. Posiłki gotowane są na miejscu, tutaj także bezpiecznie przechowuje się żywność pozyskaną od lokalnych producentów. W codziennej pracy w kuchni pomagają uchodźcy, jest to więc miejsce, gdzie mogą się czuć użyteczni. Dodatkowo archidiecezja wyznaczyła trzech członków Kościoła do pomocy diakonowi odpowiedzialnemu za całość dzieła; do ich zadań należą sprawozdania, wizyty w terenie, inspekcje i inne codzienne prace. Ponadto, miejscowy szpital (Tel Chiha), który jest administrowany przez archidiecezję, zapewnia również dietetyka, który ma zagwarantować, by każdy posiłek zawierał 33 proc. dziennej dawki kalorii. Działa też zespół ds. programu żywieniowego, który co miesiąc proponuje różne menu. PKWP po raz kolejny wsparła to dzieło – w tym roku łączną kwotą 880 tys. euro.

„Stół św. Jana Jałmużnika” stał się pierwszym projektem PKWP bezpośrednio związanym z pandemią koronawirusa. W połowie marca br. w odpowiedzi na działania libańskiego rządu polegające na ogłoszeniu powszechnej mobilizacji oraz zapobieganiu zgromadzeniom, jadłodajnia za pośrednictwem zespołu wolontariuszy i pracowników zainicjowała dostarczanie gorących posiłków 400 potrzebującym w ich domach w Zahleh i okolicy. Administracja przeprowadziła wcześniej sterylizację pomieszczeń i znajdujących się w nich urządzeń, a pracownicy przyjęli wszelkie środki ochrony i bezpieczeństwa żywności zgodnie ze standardami Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Światowej Organizacji Zdrowia.

Libańska jadłodajnia „Stół św. Jana Jałmużnika” jest tylko jednym z tak wielu dzieł miłosierdzia. Także w Polsce ich nie brakuje: poznańska jadłodajnia prowadzona przez siostry elżbietanki, krakowska inicjatywa „Zupa na plantach” czy pomoc bezdomnym, jaką udziela m.in. w Warszawie Wspólnota Sant’Egidio.

Miniony czas przyniósł ludzkości wiele cierpienia, ale wyzwolił też pokłady dobra. Warto o nich pamiętać, warto o nich mówić. Warto też wspierać finansowo.

 

Kinga Waliszewska/ACN Polska

drukuj