fot. Mateusz Marek/Nasz Dziennik

[TYLKO U NAS] Prof. M. Ryba: Tzw. elity mają gigantyczne kompleksy wobec Zachodu. Są w stanie przyjmować wszelkie możliwe ideologie, nawet takie, które sprowadzają nasze państwo do roli drugiej kategorii

Nastąpił pewien proces: tym ludziom, którym się polepszyło, jakkolwiek ich dola została polepszona, oni idą do tych wyborów. To jest pierwszy taki akt, że to państwo jest moje, że ja nie jestem kimś innym niż to państwo, że ono jakoś o mnie zadba, że widzi mój problem, że się opiekuje. To są rzeczy fundamentalne, jeśli mówimy o przyszłości, jeśli mówimy o niepodległości – mówił w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja politolog prof. Mieczysław Ryba.

Kilka dni temu aktor Jerzy Stuhr w rozmowie z Tomaszem Lisem stwierdził, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości „mszczą się za wielowiekowe ciemiężenie”. Zgodził się również ze stwierdzeniem Lisa, że to „ustawianie zwolenników PiS na pozycjach potomków chłopów folwarcznych”. Do tych słów na antenie Radia Maryja odniósł się prof. Mieczysław Ryba.

– Jakoś nie widać, żeby panu Stuhrowi się coś złego stało podczas procesu tejże zemsty. Nawet powiedziałbym, że nie widzę też, żeby elitom politycznym, aktorskim, dziennikarskim, tym, które funkcjonowały w takim jednym zamkniętym kotle, działa się jakaś krzywda. Ciekawa ta zemsta. Jeśli zemstą jest to, że wyborcy mający do tego wszystkie konstytucyjne prawa oddają swój głos – załóżmy – na partię, ugrupowanie ludzi, którzy poprawili ich los lub że jest szansa, iż jeszcze poprawią, a wyzywa się ich od chłopów folwarcznych, to w domyśle z pewną dozą pogardy, bo nie chodzi o to, że wskazuje się na realne ich pochodzenie, tylko mentalne, że są ciemni i nie wiedzą, co robią, odreagowują, mszą się, to pogratulować tym elitom – akcentował politolog.

Gość „Aktualności dnia” wyraził obawę, że wypowiedź Jerzego Stuhra nie jest poglądem jednostkowym, lecz pewnym stylem myślenia ludzi uważających się za tzw. elitę.

– Gdy po wprowadzeniu „500 plus” nad morzem pojawiła się rzesza zwykłych ludzi, którzy nigdy do tej pory z rodzinami może tam nie byli, nie było ich stać na urlop, były też takie opisy, jak to brudzą, śmiecą, jak to jest ich dużo, jak to się źle odpoczywa tym wybranym, bo kiedyś było luźno i fajnie. To sytuacja od strony psychologicznej może symptomatyczna, pokazująca ich wizję świata, ale niezwykle smutna, bo przecież te elity nie miałby tego poziomu życia, gdy nie te masy – podkreślił wykładowca KUL i WSKSiM.

Historyk zwrócił uwagę, że w ostatnich latach doszło do zjawiska, które polega na tym, że w wyborach zaczęli brać udział osoby, które wcześniej z prawa oddawania głodu nie korzystały.

– Nastąpił pewien proces: tym ludziom, którym się polepszyło, jakkolwiek ich dola została polepszona, oni idą do tych wyborów. To jest pierwszy taki akt, że to państwo jest moje, że ja nie jestem kimś innym niż to państwo, że ono jakoś o mnie zadba, że widzi mój problem, że się opiekuje. To są rzeczy fundamentalne, jeśli mówimy o przyszłości, jeśli mówimy o niepodległości – zaznaczył.

Prof. Mieczysław Ryba ocenił, że wśród tzw. elit doszło do „głębokiego procesu erozji kosmopolitycznej”.

– Oni się czują tutaj wielką elitą, ale mają gigantyczne kompleksy wobec Zachodu i są w stanie przyjmować z tego Zachodu wszelkie możliwe ideologie, pomysły, nawet takie, które sprowadzają nasze państwo do roli drugiej kategorii czy je wasalizują. To taka elita często postfolwarczna, jeśli miałbym tej nieszczęśliwej metafory użyć, czyli taka pokomunistyczna, taka, które kłaniała się niegdyś Moskwie, a dzisiaj szukając na bazie tych kompleksów, projektują podobne zachowania – wskazał gość Radia Maryja.

Politolog zauważył, że dwuskrzydłowe prowadzenie kampanii przez Koalicję Obywatelską, czyli z jednej strony promowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a z drugiej – obecność na listach znanej skandalistki, kpiącej m.in. z katastrofy smoleńskiej, pokazuję wyraźną sprzeczność w odbiorze.

– Kiedyś to było przypudrowane i ten ciepły wizerunek Donalda Tuska nie był urealniany pokazaniem, co tam w środku realnie się dzieje i myśli. Dzisiaj jest to widoczne, dzisiaj mamy większy pluralizm medialny i widzimy tę panią, czynną youtuberkę, która dzisiaj jest chyba bardziej rozpoznawalną postacią w tym obozie PO niż sama Kidawa-Błońska. Jest tu sprzeczność, w odbiorze powszechnym jest wyraźna sprzeczność – to znaczy albo przytulamy, albo odpychamy, albo obrażamy, albo kreujemy rewolucję. Nie można z jednej strony np. mówić, że jesteśmy przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne, a później kandydaci z pierwszych miejsc list mówią, że są za. Prowadzi to do potężnego obniżenia wiarygodności – podsumował wykładowca KUL i WSKSiM.

Całą rozmowę z prof. Mieczysławem Rybą w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj].

 

radiomaryja.pl

 

 

         

drukuj