fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] P. Frątczak o akcji ratowniczej w Szczyrku: Usunęliśmy każdy metr sześcienny gruzu, nie znaleźliśmy żywych osób

Po ugaszeniu pożaru przystąpiliśmy do działań poszukiwawczo-ratowniczych. Używane były między innymi geofony, czyli urządzenia, które wykrywają nawet bicie serca osoby. Nie wykazały one tego. Niemniej musieliśmy przeszukać to gruzowisko z nadzieją, że te osoby uratujemy – powiedział o akcji ratunkowej w Szczyrku w czwartkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie Telewizji Trwam st. bryg. Paweł Frątczak, rzecznik Komendanta Głównego Straży Pożarnej.

W środę wieczorem zawalił się tam trzykondygnacyjny budynek przy ul. Leszczynowej. Powodem był wybuch gazu. Ratownicy pracowali kilkanaście godzin w poszukiwaniu uwięzionych pod gruzami osób. W domu, gdzie doszło do eksplozji, mieszkały dwie rodziny. W chwili eksplozji znajdowało się tam 8 osób. Strażacy zakończyli już akcję.

– Wczoraj, kilka minut po godzinie 15.00 akcja prowadzona przez straż pożarną została zakończona – podkreślił st. bryg. Paweł Frątczak.

– W momencie, kiedy pierwsze jednostki dotarły na miejsce, okazało się, że całkowitemu zniszczeniu w wyniku wybuchu uległ budynek jednorodzinny. Według relacji świadków w budynku tym mogło znajdować się 8 osób. Od samego początku założyliśmy, że mogą tam być i poszukiwaliśmy ich z nadzieją, że uda nam się do nich dotrzeć niezależnie od rozmiarów katastrofy. W kulminacyjnym momencie w akcji brało udział około 200 strażaków – dodał.

Akcja ratownicza i gaszenie pożaru od początku przebiegały w sposób, który zakładał, że osoby znajdujące się w budynku podczas wybuchu gazu żyją.

– Musieliśmy najpierw ugasić pożar. Mając jednak na uwadze to, że pod gruzami mogą znajdować się żywi ludzie, musieliśmy w bardzo ograniczony sposób stosować środki gaśnicze, żeby nie spowodować u nich obrażeń – zaznaczył rzecznik Komendanta Głównego Straży Pożarnej

Mimo że specjalistyczny sprzęt nie wskazywał na to, że pod gruzami znajdują się żywe osoby, strażacy nie zaprzestali akcji i dokładnie przeszukiwali gruzowisko.

– Po ugaszeniu pożaru przystąpiliśmy do działań poszukiwawczo-ratowniczych. Ten budynek został podzielony na trzy sektory. Pracowały tam po trzy grupy strażaków. Co godzinę dokonywane były podmiany, ponieważ gwałtowanie zaczynała spadać temperatura. Z uwagi na konstrukcję budynku, nie mogliśmy też wprowadzić sprzętu ciężkiego. Używane były między innymi geofony, czyli urządzenia, które wykrywają nawet bicie serca osoby. Nie wykazały one tego. Niemniej musieliśmy przeszukać to gruzowisko z nadzieją, że te osoby uratujemy – powiedział Paweł Frątczak.

– Po odnalezieniu ośmiu ciał musieliśmy dalej przeszukiwać gruzowisko, by sprawdzić, czy ktoś być może nie przechodził tamtędy w momencie wybuchu. Usunęliśmy każdy metr sześcienny gruzu. Nie zostało tam praktycznie nic. Sprawdziliśmy ujemną kondygnację i wiemy, że na pewno nie ma tam nikogo – zaznaczył gość „Polskiego punktu widzenia”.

radiomaryja.pl

drukuj