fot. PAP/Leszek Szymański

[TYLKO U NAS] Dr Z. Hałat: Światowa Organizacja Zdrowia od zawsze służyła interesom komunistów. Zajmuje się ona głównie swoimi sprawami – promowaniem LGBT czy genderyzmu

WHO zajmuje się – tak jak za czasów poprzedniej, bardzo niebezpiecznej epidemii w Afryce Zachodniej, czyli epidemii eboli – głównie swoimi sprawami, a więc przede wszystkim promowaniem kultury LGBT czy też tzw. genderyzmu, zamiast właśnie tym, z czego żyć powinna, a więc zwalczaniem chorób zakaźnych. (…) Ojcami-założycielami WHO był Związek Sowiecki i Ukraińska Republika Sowiecka. Zawsze była to organizacja służąca interesom komunistów – czy to rosyjskich, czy to chińskich ostatnio – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja dr Zbigniew Hałat, były główny epidemiolog w Polsce.

W obliczu panującej na świecie pandemii koronawirusa Światowa Organizacja Zdrowia nie zamierza rezygnować z tzw. aborcji. Wpisała mordowanie dzieci nienarodzonych na listę „kluczowych usług medycznych” [więcej].

WHO zamiast zajmować się tym, do czego została powołana, zajmuje się głównie kwestiami ideologicznymi. To twór służący interesom komunistów – wskazał dr Zbigniew Hałat.

– Zajmuje się ona – tak jak za czasów poprzedniej, bardzo niebezpiecznej epidemii w Afryce Zachodniej, czyli epidemii eboli – głównie swoimi sprawami, a więc przede wszystkim promowaniem kultury LGBT czy też tzw. genderyzmu, zamiast właśnie tym, z czego żyć powinna, a więc zwalczaniem chorób zakaźnych. (…) Ojcami-założycielami WHO był Związek Sowiecki i Ukraińska Republika Sowiecka. Zawsze była to organizacja służąca interesom komunistów – czy to rosyjskich, czy to chińskich ostatnio. Zwłaszcza ostatnio Chińczycy, przejmując kolonizację Afryki, posługują się właśnie organizacjami międzynarodowymi jako płaszczykiem dla swoich działań – akcentował rozmówca Radia Maryja.

Brak szybkich i zdecydowanych działań WHO wobec rozprzestrzeniania się koronawirusa spowodował, że prezydent USA Donald Trump podjął decyzję o zablokowaniu finansowania tej organizacji [więcej].

Były główny epidemiolog w Polsce w tym kontekście zwrócił uwagę na postać szefa Światowej Organizacji Zdrowia Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa.

– Jest znanym z przeszłości terrorystą etiopskim, mikrobiologiem, nie lekarzem. W związku z powyższym, że nie dali sobie rady w czasie, kiedy były informacje z Chin, albo wątpliwe albo jednoznacznie oczywiste dla tych, którzy chcieli słuchać, szerzyli te informacje fałszywe, oficjalne chińskie, spowodowało to, że kraje obecnie najbardziej cierpiące z tego powodu, czyli Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, ostatnio Stany Zjednoczone nie miały szans przygotować się stosownie. Gdyby było wiadomo od samego początku, że jest transmisja z człowieka na człowieka – to było wiadome w Chinach, w Wuhan, a było ukryte przez władze chińskie i powtórzone potem ślepo przez Światową Organizację Zdrowia 14 stycznia, że nie ma pewności, nie ma powodów na to, że się przenosi z człowieka na człowieka. Już wtedy było wiadomo w Chinach, że się przenosi, że ludzie się zarażają jeden od drugiego – zaznaczył były wiceminister zdrowia.

WHO nie podjęło również działań, aby zachęcić kraje członkowskie ONZ do powstrzymania podróży międzynarodowych. Wiele osób ruszyło w świat, ruszyło też z Chin, roznosząc zarazę po świecie – zauważył dr Zbigniew Hałat.

– Decyzje powinny być efektem analizy bardzo szczegółowej, nie tylko opartej o oficjalne informacje władz chińskich, ale też z własnych obserwacji czy doniesień, które np. przesyłało ministerstwo zdrowia Tajwanu do ONZ, a które zostały zlekceważone. Stąd mamy zapętlenie polegające na tym, że tuba Chińskiej Republiki Ludowej, jaką jest WHO, chyba zamilknie, skoro Ameryka daje pół miliarda dolarów na utrzymanie, jedną dwunastą całości budżetu Światowej Organizacji Zdrowia (pozostałe kraje składają się na resztę). Nawet nie o to chodzi, żeby likwidować całkiem tę instytucję, ale trzeba zmienić jej zarząd, cele – zarówno dalekosiężne, jak i operacyjne – a zwłaszcza doprowadzić do takiej sytuacji, w której cały świat będzie posługiwał się jednym protokołem walki z epidemią, jednym systemem zgłaszania zachorowań, rozpoznań, zgonów – ocenił rozmówca Radia Maryja.

Koronawirus SARS-CoV-2 jest nowym wirusem. Pojawia się więc wiele wątpliwości, dotyczących m.in. stosowania respiratorów dla pacjentów chorych na COVID 19.

– Jest dość spore zamieszanie wokół stosowania respiratorów, które według wielu opinii pogarszają stan pacjenta. To jest akurat specyfika tego zakażenia, że pęcherzyki płucne są zalewane wydzieliną uniemożliwiającą oddychanie. W ramach tego „sztormu cytokinetycznego” powodują właśnie brak możliwości wymiany gazowej w pęcherzykach płucnych. Są takie opinie, że w tym przypadku stosowanie zwykłych respiratorów szkodzi. W związku z powyższym są też inne próby. Jako najbardziej obiecujące należy zaliczyć obecnie stosowanie osocza ozdrowieńców i to, co wiąże się z masowym użyciem hydrochlorochiny – wyjaśnił były główny epidemiolog w Polsce.

To jednak nie jedyne problemy wynikające z obecności koronawirusa SARS-CoV-2.

– 30 proc. fałszywie negatywnych wyników u ludzi faktycznie zakażonych pokazuje rozmiar problemu. Do tego dochodzi nawrotowość zakażenia u ludzi, którzy już wyszli ze szpitali. Było u nich stwierdzone pozbycie się wirusa w badaniach wirusologicznych, a okazuje się wkrótce, że jednak są nawroty. To jest bardzo niepokojący sygnał, zwłaszcza gdy myślimy o tym, kiedy się to nieszczęście zakończy. Są rozmaite prognozy, ale chyba najbardziej prawdopodobna jest ta, że będzie nawracać tak jak grypa sezonowa co roku – powiedział były wiceminister zdrowia.

radiomaryja.pl

drukuj