fot. facebook.com/Marian Szołucha

[TYLKO U NAS] Dr M. Szołucha: Opłata reprograficzna dotknie polskich importerów; upadnie szereg uczciwych przedsiębiorstw

Przy opłacie reprograficznej nie chodzi tylko o producentów sprzętu, ale i jego polskich importerów, którzy często działają na rynku osiągając marżę na poziomie poniżej 1 procenta. Czy ktoś zadał sobie pytanie, co z nimi będzie, gdy opłata zostanie poszerzona i podniesiona nawet do 6 procent? Przecież upadnie szereg uczciwych przedsiębiorstw. Jest ich kilkanaście tysięcy i zatrudniają one około 100 tys. osób – zwraca uwagę dr Marian Szołucha, ekonomista z Instytutu Prawa Gospodarczego, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przygotowało projekt rozszerzający katalog urządzeń objętych opłatą reprograficzną. Wśród nich znaleźć mają się m.in. smartfony, tablety oraz komputery. W jej ramach ma zostać powołany Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych. Będzie on częściowo finansowany właśnie z opłaty reprograficznej.

– Geneza opłaty reprograficznej zasadzała się na następującym rozumowaniu – konsument, kupując np. płytę z muzyką, nabywa prawo do jej używania, w tym kopiowania na prywatny użytek, np. do słuchania w aucie. Musi więc – choć dla mnie to wcale nie tak oczywiste – zapłacić specjalne odszkodowanie w cenie urządzenia, ponieważ twórca jest na tym wszystkim rzekomo stratny. To „odszkodowanie” nazywa się właśnie opłatą reprograficzną – wyjaśnia dr Marian Szołucha.

Jak jednak podkreśla rozmówca Radia Maryja, obecnie „utwory trafiają na popularne platformy internetowe na podstawie umów artystów i organizacji ich zrzeszających z dostawcami usług, takimi jak Spotify czy YouTube”.

– Poszczególne kraje podejmują działania na rzecz obłożenia tego rodzaju rozwiązań podatkiem cyfrowym, ale to jest osobny temat, niemający nic wspólnego z opłatą reprograficzną. Chyba tylko tyle, że obnaża on jej bezsensowność w dzisiejszych realiach. Przecież kopiowanie za pomocą takich nośników jak płyta CD odeszło już do lamusa. Trafić tam powinna również opłata reprograficzna, ale celebryckie lobby, najwyraźniej rozpanoszone po różnych stronach sceny politycznej, nie odpuszcza i chce od nas wyciągnąć kolejne pieniądze – zaznacza.

Pomysł spotkał się ze sporym sprzeciwem producentów sprzętu, gdyż – jak wskazują – doprowadzi to do podwyżki cen urządzeń. Chociaż resort kultury zaznacza, że opłata dotknie nie konsumentów, a producentów.

– Opłatę odprowadzają producenci i importerzy, ale dopisują ją później do ceny, którą płaci konsument. Jest więc ona w ogromnym stopniu przerzucana na każdego z nas. Tezę o „uszczuplaniu marż”, które na rynku są znacznie niższe od proponowanej opłaty, należy kategorycznie odrzucić. Pomysły, by rozszerzać opłatę reprograficzną na taki asortyment, jak laptopy czy tablety, oceniam wręcz jako bezczelne w dobie pandemii, gdy – jak dowodzą badania – z całą mocą ukazała się dramatyczna skala wykluczenia cyfrowego w mniejszych miejscowościach i w liczniejszych, uboższych rodzinach. Trzeba nie mieć ani serca, ani rozumu, by proponować podniesienie cen na sprzęt, którego w polskich domach tak dziś brakuje do zdalnej nauki i pracy. Na szczęście 75 proc. Polaków nie popiera objęcia sprzętu elektronicznego opłatą reprograficzną. Myślę, że to przemówi do wyobraźni właściwych osób – ocenia ekonomista.

Wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka w rozmowie z „Do Rzeczy” powiedziała, że „najważniejsze jest, aby kwoty, które dotąd zostawały w kieszeni producentów sprzętu, trafiły wreszcie – jak w większości rozwiniętych krajów – do artystów pozbawionych wynagrodzenia za swoją pracę wskutek masowego, bezpłatnego kopiowania, odtwarzania ich utworów na urządzeniach elektronicznych. Zatem rekompensata nie podwyższa automatycznie ceny. Pokrywana jest bowiem z marży producentów i odrobinę uszczupla ich zysk”.

Po pierwsze, pieniądze z opłaty trafiają do artystów według wysokości rzekomo poniesionej szkody, czyli im kto więcej utworów sprzeda, tym więcej środków z opłaty dostanie. Jeśli ktoś nic nie sprzeda i jest biedny, to nic nie dostanie i będzie biednym nadal. Tu chyba ostatecznie upada nam cała narracja o opłacie jako źródle wspierania mniej popularnej kultury i uboższych artystów. Po drugie, nie chodzi tylko o producentów sprzętu, ale i jego polskich importerów, którzy często działają na rynku osiągając marżę na poziomie poniżej 1 procenta. Czy ktoś zadał sobie pytanie, co z nimi będzie, gdy opłata zostanie poszerzona i podniesiona nawet do 6 procent? Przecież upadnie szereg uczciwych przedsiębiorstw. Jest ich kilkanaście tysięcy i zatrudniają one około 100 tys. osób – zaznacza dr Marian Szołucha.

– Za to rozpowszechnią się zakupy bezpośrednio z Chin, na czym straci budżet, rynek pracy, artyści i często ostatecznie także konsument. Ewentualnie pozostaną na rynku różne firmy-krzaki, które i tak opłatą reprograficzną niespecjalnie się przejmują, bo przecież za jej niepłacenie ścigają tylko kontrolerzy z ZAiKS-u, a nie Urząd Skarbowy czy inna poważna instytucja – dodaje.

Minister kultury i dziedzictwa narodowego napisał na Twitterze, że sprzeciw wobec opłaty reprograficznej to obrona zagranicznych producentów sprzętu. Zaznaczał również, że nie jest to podatek, tylko „uczciwa jednorazowa rekompensata dla twórców za nieodpłatne korzystanie z ich pracy na urządzeniach elektronicznych”.

Mam dla Pana ministra złą wiadomość. Jego percepcji nie podzielają bowiem zwykli Polacy, spośród których aż 86 proc. postrzega opłatę reprograficzną jako kolejny podatek. Dodam, że jest ona od podatków gorsza, bo środki z niej pozyskane nie idą ani na służbę zdrowia, ani na wojsko, ani na edukację. Na koniec, jeśli już o zagranicy mowa, to tylko przypomnę, że w Niemczech opłata reprograficzna wynosi 1 proc., a u nas proponuje się 6 proc. od ceny brutto, czyli tak naprawdę 7 proc. od ceny netto. Już nie chcę się rozwijać na temat niemieckiego VAT-u, który jest o 4 punkty proc. niższy niż nasz. Jak mamy w takich warunkach gonić ekonomicznie zachodnią Europę? – pyta rozmówca Radia Maryja.

Od 45 do 50 procent pozyskanych poprzez opłatę reprograficzną środków miałoby zasilić Fundusz Wsparcia Artystów, który byłby również finansowany dopłatami rządowymi. Jak tłumaczył resort kultury, jest to odpowiedź na potrzeby artystów, którzy ze względu na swój status często nie uzyskują regularnych dochodów z działalności.

radiomaryja.pl

 

drukuj