fot. PAP

Świadkowie masakry oburzeni wyrokiem ws. Grudnia ’70

Wyrok ws. Grudnia ’70 dowodzi, że III RP nie potrafi uporać się z rozliczeniem zbrodniarzy komunistycznych. Odnoszę wrażenie, że tego nie chce – powiedział Piotr Andrzejewski, przedstawiciel społeczny NSZZ „Solidarność”.

Warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił w piątek b. wicepremiera PRL-u Stanisława Kociołka, z kolei kary po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata wymierzył dwóm dowódcom wojska, które pacyfikowało protesty robotników w Grudniu ’70.

Sąd uzasadnił, że nie da się wykazać, że działania Stanisław Kociołka, w tym jego przemówienie telewizyjne, przyczyniły się do tragedii. A co do byłych dowódców wojskowych Bolesława F. i Mirosława W. sąd uznał, że nie są winni zabójstwa, lecz pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

To wielki skandal, jesteśmy oburzeni haniebnym wyrokiem. To dla nas kolejna trauma masakry grudnia 1970 r. – powiedział Roman Dambek ze Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Grudnia’70.

 – Jesteśmy oburzeni takim wyrokiem. Kociołek namawiał ludzi w mediach żeby szli do Stoczni Gdyńskiej mając świadomość, że będzie ona otoczona przez wojsko czołgami. Strzelano do nas jak do kaczek. Petardy były wrzucane do Kościołów. Strzelano do nas także z helikoptera. To była makabra. A tu wyrok uniewinniający. Nikt nie poniesie żadnej kary za Grudzień’70 – akcentował oburzony tą sytuacją Roman Dambek.

Piotr Andrzejewski, wspominając tamte dni mówi, że założeniem władz komunistycznych nie były rozmowy, lecz pacyfikacja zbrojna protestujących robotników.

– W myśl zasady, którą formułowali wtedy przybyli na Wybrzeże przedstawiciele najwyższych władz partyjnych, to jest „kontrrewolucja”. Z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela – i strzelano. Trzeba pamiętać, że te wydarzenia nie dotyczyły tylko Wybrzeża, ale miały dotyczyć całego kraju. Postawiono wojska nadwiślańskie w stan pogotowia i obsadzono wojskiem radio i telewizję w Warszawie – zaznaczył.

Przypomnijmy, że wyrok zapadł po 18 latach procesu. Początkowo wśród 12 podsądnych był też m.in.: były szef MON gen. Wojciech Jaruzelski jednak w 2011 r. z procesu wyłączono generała z powodu jego złego stanu zdrowia.

Widzimy dziś, że zbrodniarze, którzy przyczynili się do masakry na Wybrzeżu z założenia mieli uniknąć odpowiedzialności – dodaje Piotr Andrzejewski.

– Trzeba w tej sytuacji powiedzieć, że ten proces był procesem, który zmierzał do takiego finału do jakiego zmierza, tzn. do tego, żeby z ludzi oskarżonych, głównych decydentów, w których rękach były te wydarzenia z użyciem ogromnej ilości wojska, żeby oni już w końcowej fazie zniknęli z ławy oskarżonych; na skutek śmierci, złego stanu zdrowia – ich już nie będzie dotyczyło zakończenie tego postępowania, przynajmniej bezpośrednio – powiedział.

Na Wybrzeżu w 1970 r. od strzałów milicji i wojska zginęło 45 osób, a 1165 zostało rannych. Dzisiaj sąd uznaje decyzję o użyciu broni za bezprawną i przestępczą jednocześnie uniewinnia osobę odpowiedzialną za to politycznie

 

RIRM

drukuj