fot. PAP/Hanna Bardo

Spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z opozycją

Premier RP Mateusz Morawiecki rozmawiał w poniedziałek z przedstawicielami wszystkich klubów i kół parlamentarnych. Informował polityków opozycji o sytuacji za wschodnią granicą.

W polskiej polityce rozmowy rządu z opozycją to niecodzienny widok. Premier zaprosił na spotkanie przedstawicieli wszystkich klubów i kół parlamentarnych. Chciał rozmawiać o zagrożeniu ze Wschodu. Mówił, że chce poznać opinie polityków spoza rządu.

– Może jakieś refleksje, jakieś rady, jakie uwagi, które będą bardzo cenne – powiedział premier RP Mateusz Morawiecki.

Już po spotkaniu rzecznik rządu Piotr Müller tłumaczył, że rząd i opozycja zgadzają się co do skali ryzyka.

– Samo spotkanie odbyło się w atmosferze dużego zrozumienia powagi sytuacji. Te pytania, różnego rodzaju dyskusje, miały charakter konstruktywny – podkreślił rzecznik rządu.

Politycy Koalicji Obywatelskiej przekonywali, że do rozmów powinno dojść wcześniej.

– Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego – wskazał Borys Budka, przewodniczący KP KO.

– Pytaliśmy o to, jak wyglądają nasze relacje z Ukrainą i jakie scenariusze się szykują na najbliższe miesiące – podkreślił Tomasz Siemoniak, poseł KO.

Koalicja Obywatelska podtrzymała też żądanie, by do strefy przygranicznej wpuścić dziennikarzy.

– Niestety, jesteśmy każdego dnia poddani jako Europa tylko informacjom, które są tworzone ze strony białoruskiej – zauważał Borys Budka.

Lewica mówiła o potrzebie umiędzynarodowienia kryzysu. Poseł Andrzej Szejna przekonywał, że rząd nie zamierza na razie sięgać po art. 4 traktatu NATO. Twierdził też, że w rozmowach z europejskimi partnerami Polsce nie służy konflikt z instytucjami unijnymi.

– Rząd nie zamierza wycofać się z wojny z Unią Europejską, a to jest jeden z warunków koniecznych, abyśmy mogli w Unii być wiarygodni, aby nasza polityka zagraniczna była wspierana –  wskazał Andrzej Szejna, poseł Lewicy.

Rzecznik rządu Piotr Müller podkreślił, że od początku kryzysu polska dyplomacja była aktywna. Udało się zatrzymać część połączeń lotniczych, skąd migranci docierali na Białoruś. Nie kończy to jednak kryzysu, bo reżim Łukaszenki jest gotowy na koleje prowokacje.

– Identyfikujemy wprost zwiększenie ryzyka ruchów migracyjnych, które mogłyby pochodzić za pośrednictwem rosyjskiego kanału białoruskiego z terytorium Afganistanu – zaznaczył rzecznik rządu.

Wtedy transport mógłby odbywać się również drogą kolejową, co zwiększa ryzyko eskalacji. Rzecznik rządu nie wykluczył też rosyjskiej agresji zbrojnej przeciwko Ukrainie.

– Te wszystkie puzzle niestety składają się w taki obraz, który pokazuje poważne ryzyko, jakie w szczególności może urzeczywistnić się w najbliższych miesiącach – zauważył Piotr Müller.

Przed tym ryzykiem premier w ciągu ostatniego tygodnia ostrzegał kilkunastu przywódców. Odwiedził 11 państw. Był w Berlinie, Paryżu i Londynie. Presję migracyjną szef polskiego rządu łączy z koncentracją rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą oraz szantażem gazowym, po który sięga Władimir Putin.

– Bardzo wyraźnie widziałem, że ten konkretny obraz, który przedstawiamy naszym partnerom, poskładanie tych klocków, elementów puzzli razem, robi duże wrażenie – podkreślił premier RP.

Przy granicy z Ukrainą obecnie stacjonuje ok. 90 tys. rosyjskich żołnierzy.

TV Trwam News

drukuj