fot. By Janusz Trocha - (1981-06-05). Tygodnik Solidarność (10): 1.http://dominusvobis.blogspot.com/2009/03/cardeais-criados-por-pio-xii-consitorio_12.html, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12221811

Śladami ks. kard. Stefana Wyszyńskiego: Rywałd

„Sanktuarium Matki Bożej Rywałdzkiej w sposób szczególny związane jest z postacią nietuzinkową Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, który między 26 września a 12 października 1955 roku właśnie w naszym kapucyńskim klasztorze był więziony. Według zapisków ks. Prymasa to właśnie tutaj, w tym miejscu, w sanktuarium maryjnym zrodziła się pierwsza myśl w jego sercu, aby oddać się w macierzyńską niewolę Najświętszej Maryi Pannie” – wskazał o. Robert Maria Żuczkowski, kapucyn z Sanktuarium Matki Bożej Rywałdzkiej.

Rywałd – to niewielka, malownicza miejscowość położona na ziemi pomorskiej. Do niedawna nosiła jeszcze dumną nazwę Rywałd Królewski. Znajduje się tutaj sanktuarium Matki Bożej Rywałdzkiej – Matki Bożej Pocieszenia.

Jest to pierwsze miejsce po aresztowaniu Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Przywieziono go jako więźnia i umieszczono w celi zakonnej na terenie klasztoru. W celi tej znajduje się obraz Matki Bożej z kościoła z podpisem „Matko Boska Rywałdzka – pociesz strapionych!” Jak Prymas powiedział, był to pierwszy promyk nadziei przyjazny dla niego w uwięzieniu  – powiedział br. Mirosław Starzyński, kapucyn z sanktuarium Matki Bożej Rywałdzkiej.

Rywałd w założeniu był miejscem, o którym nikt miał nie wiedzieć – wskazał br. Mirosław Starzyński.

– Ksiądz Prymas był zamknięty w celi, do której nikt nie miał wstępu, nawet nasi bracia, którzy tu mieszkali – dodał.

Ks. kard. Stefan Wyszyński zastał spartańskie warunki mieszkaniowe – zaznaczył o. Robert Maria Żuczkowski, kapucyn z Sanktuarium Matki Bożej Rywałdzkiej.

– Pamiętajmy, że ostatni kapucyni zostali siłą usunięci z klasztoru przez władze Pruskie w 1825 roku i w zasadzie od tego czasu budynki klasztorne stały puste i niszczały. W budynku nie było kanalizacji, bieżącej wody, prąd pochodził tylko z generatora, który został po wojnie, po Niemcach, natomiast w wielu celach tej elektryczności w klasztorze nie było. Klasztor nie był ogrzewany – dodał.

Ks. Kardynał został przywieziony do Rywałdu 26 września 1953 roku ok. godz. 3.00 nad ranem.

– Zaprowadzili Prymasa na pierwsze piętro i znaleźli jeden pokój, jedno pomieszczenie, względnie możliwe. To był pokój ówczesnego gwardiana, przełożonego, którego w tym czasie nie było, ponieważ przebywał na jakimś spotkaniu w Warszawie, w kapucyńskiej kurii prowincjalnej. Osoby, które przywiozły ks. Kardynała zagospodarowali go tam. Nawet  okna zasłonili gazetami i zablokowali korytarz – wyjaśnił ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

Przyjazd ks. Prymasa był wielkim zaskoczeniem dla miejscowej wspólnoty.

– Władze komunistyczne utrzymywały to w wielkiej tajemnicy, a Prymas spędził tutaj ponad dwa tygodnie (…) Przez cały ten czas wspólnota klasztorna w zasadzie oficjalnie nie wiedziała, kto jest więziony. Nie informowano o tym braci. Komuniści przyjechali w środku nocy, wioząc Prymasa. Starsi braci wspominali, że pod klasztor podjechała duża kolumna samochodów i zaczęto dobijać się do furty klasztornej. Furtian oczywiście zaskoczony całą tą sytuacją odmówił wpuszczenia kogokolwiek na teren klasztoru, tłumacząc, że bracia owszem przyjmują pielgrzymów, gości, interesantów, ale za dnia, natomiast reguła klasztorna zabrania wpuszczać na teren klasztoru kogokolwiek w środku nocy, tym bardziej, że o tej porze trudno zweryfikować, kto się do klasztoru dobija. Wówczas zagrożono, że zostaną sforsowane drzwi furty klasztornej. Wtedy bracia zagrozili, że jeżeli to nastąpi, to uderzą w dzwony na alarm, aby zwołać miejscową ludność w obronie napadniętemu klasztorowi. Po pewnym czasie takiej patowej sytuacji, utarczki słownej ostatecznie ubecja zdecydowała się na odstąpienie od forsowania furty klasztornej i kolumna samochodów wraz z Prymasem odjechała w stronę Grudziądza. Ubecja wróciła już za dnia i zmusiła braci do tego, aby udostępnili im całe skrzydło klasztoru, tłumacząc, że przywożą tutaj jakąś ważną osobistość, ważnego dygnitarza, który musi po prostu w klasztorze odpocząć, nie mówiąc całej prawdy, kogo nam przywieźli – przytoczył historię o. Robert Maria Żuczkowski.

Jak wynika z zapisków więziennych ks. kard. Stefan Wyszyński nie wiedział, gdzie się znajduje. Bracia podejrzewali, że w klasztorze przebywa ks. Prymas. Gwardian miejscowej wspólnoty prosił nawet komunistów, aby kapłan mógł odprawić Mszę św. w kościele.

Prymas nie mógł jednak wychodzić za próg celi. Bracia, aby sprawić mu przyjemność, chociaż w niewielkim stopniu ulżyć tej niedoli internowania przez cały czas, kiedy tutaj przebywał, otwierali na oścież drzwi od zakrystii, od kościoła, które prowadziły na korytarz klasztorny tak, aby Prymas mógł przynajmniej słuchać nabożeństw odprawianych w kościele  – dodał o. Robert Maria Żuczkowski.

Ks. kard. Wyszyński w rywałdzkim klasztorze przybywał około dwóch tygodni.

– Na ścianie wyznaczył krzyżykami drogę krzyżową. To wszystko się zachowało. Ten pokój (meble, a także żelazne proste łóżko) stanowi swego rodzaju pamiątkę o tamtych wydarzeniach – wskazał ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz.

Ks. kard. Stefan Wyszyński przebywając w kapucyńskiej celi postanowił oddać się Matce Najświętszej w macierzyńską niewolę. Jednak nie udało się tego dokonać w Rywałdzie. Po dwóch tygodniach został przewieziony w inne miejsce. Do klasztoru powrócił już w innych okolicznościach. 3 września 1972 uczestniczył w uroczystościach koronacji cudownej figury Matki Bożej Rywałdzkiej.

Pan Bóg w swojej dobroci potrafi wyprowadzić nawet z największego cierpienia, z największego zła jakieś dobro, tak było też w życiu Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Myślę, że takiego zaufania ufności w Bożą opatrzność możemy się uczyć i my dzisiaj – podkreślił o. Robert Maria Żuczkowski.

Tekst powstał na podstawie programu „Wyszyński – historia”.

radiomaryja.pl/TV Trwam

drukuj