fot. E. Sądej

Sądy nierychliwe

Procesy Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka wiele mówią o znaczeniu i roli biegłych w postępowaniu karnym. To biegli wydali opinie, na podstawie których sądy bezterminowo zawiesiły rozpoznanie tych spraw.

W przypadku Kiszczaka biegli stwierdzili, że uszkodzenia systemu nerwowego oskarżonego są trwałe i postępujące. Krótko mówiąc, Czesław Kiszczak w sprawie zbrodni w kopalni „Wujek” nigdy nie zostanie osądzony. Kto o tym zadecydował? Biegli!!! Podobnie w przypadku Jaruzelskiego. Urodziny mógł obchodzić ze swoimi partyjnymi towarzyszami, ale przed sądem stawić się nie mógł, bo to zaszkodzi jego zdrowiu, a nawet życiu. Kto o tym zadecydował? Biegli!!! Czy to oznacza, że po śmierci nie będą uznani za sprawców zbrodni? Czekać na osąd historii to jednak za mało.

Takim oto prostym sposobem dwaj ludzie odpowiedzialni za zbrodnie zgodnie z polskim prawem unikną odpowiedzialności. Czy można ich osądzić bez obecności na sali sądowej? Nie, nie można, bo byłoby to naruszenie prawa do obrony.

Furtki prawne

Prawo do obrony i zasada domniemania niewinności to „święte” kanony, fundamenty procesu karnego. Wpisane w międzynarodowe umowy, konwencje. To normy polskiej Konstytucji: „Każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania. Może on w szczególności wybrać obrońcę lub na zasadach określonych w ustawie korzystać z obrońcy z urzędu”; „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu” (art. 42 ust. 2 i 3 Konstytucji RP).

Sprawozdawcy sądowi mają pewien kłopot przy relacjonowaniu kryminalnych zdarzeń. Nawet jeśli sprawa jest oczywista, a sprawca przyznaje się do przestępstwa, nie wolno bez zgody prokuratora lub sądu (gdy toczy się już postępowanie sądowe) podawać danych osobowych. Bo nie ma prawomocnego wyroku!

Dziennikarze to wiedzą, bo ten obowiązek wynika wprost z prawa prasowego (art. 13 ust. 2). Ochrona danych osobowych obejmuje także pokrzywdzonych, poszkodowanych i świadków, ale tu jest pewna furtka.

Dane tych osób można publikować w mediach pod warunkiem, że osoby te wyrażą na to zgodę. Można przyjąć tę zasadę bez zarzutu, ale czy w każdym przypadku? Jak długo trzeba czekać na zgodę prokuratora? Reporter działa szybko, po pewnym czasie jego informacja przestaje być newsem. Co ryzykuje, gdy ujawni nazwisko sprawcy? Może spodziewać się odpowiedzialności cywilnej, bo karnej w tym zakresie prawo prasowe nie przewiduje.

Niekiedy dziennikarze stosują metodę opisową, która pozwala zidentyfikować sprawcę. Nie można być nadmiernie naiwnym, jak w przypadku podania do publicznej wiadomości informacji o wypadku drogowym Jarosława Wałęsy. Przestrzegający prawa prasowego reporter poinformował czytelników o zdarzeniu, w którym uczestniczył Jarosław W. – syn byłego prezydenta RP. Śmieszne, ale prawdziwe.

Mniej śmieszna była opinia biegłych psychiatrów w innej sprawie, którzy będącego pod wpływem alkoholu Przemysława Wałęsę – sprawcę wypadku samochodowego, uznali za działającego w stanie „pomroczności jasnej”. Pytałem znajomych psychiatrów, co to takiego ta „pomroczność jasna”. Jednoznacznej odpowiedzi nie otrzymałem. Jestem jednak przekonany, że to dziwne rozpoznanie było tylko po to, aby Przemysław W. uniknął odpowiedzialności.

Polemika z biegłym

I tu dotykamy roli biegłych w procesie karnym. Pewien stary, doświadczony adwokat powiedział mi: „Panie kolego, niech pan zapamięta: jak w sprawie jest biegły, to on wydaje wyrok”. I miał całkowitą rację.

Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w ciągu mojej praktyki adwokackiej sąd orzekł inaczej, niż zadecydowali biegli. Instytucja biegłych jest oczywiście niezbędna dla prawidłowej oceny stanu faktycznego.

Sędzia nie może być specjalistą od budownictwa czy medycyny, księgowości czy psychiatrii. W każdej sytuacji, jeżeli stwierdzenie okoliczności mających istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy wymaga wiedzy specjalnej, sąd powołuje biegłych (art. 193 kpk). Biegłym może być osoba wpisana na tzw. listę biegłych sądowych, biegłym może być również każda inna osoba posiadająca odpowiednie doświadczenie i kwalifikacje, a także instytucje naukowe i specjalistyczne.

Opinie biegłych są niekiedy przedmiotem polemiki na sali sądowej. Obrońca oskarżonego będzie podważał ustalenia obciążające jego klienta. Znam adwokatów, którzy tygodniami studiują naukowe opracowania, aby być w jakimś sensie partnerem do dyskusji z biegłym. Bywają i takie sytuacje, że ta procesowa polemika prowadzi do powołania nowego biegłego czy nawet zespołu biegłych.

Nieszczęściem są sprawy dochodzenia odszkodowań i zadośćuczynienia za błędy lekarskie. Z góry wiadomo, że na jednej opinii się nie zakończy. W słynnej sprawie dr. G. biegłego sprowadzono nawet z zagranicy. Tylko co do prawa nie należy powoływać biegłych, bo przecież to sąd jest najwyższym biegłym. Chociaż pamiętam, że kiedyś zaproszono mnie do udziału w rozprawie w celu wyjaśnienia pewnych zawiłości na tle prawa autorskiego. Jeśli sąd ma na przykład wątpliwości, czy przepis, który ma stanowić podstawę rozstrzygnięcia w sprawie jest niezgodny z Konstytucją, to może o wyjaśnienie wątpliwości zwrócić się z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawiedliwość zablokowana

Prawo do obrony w polskim procesie karnym to szeroko rozbudowana instytucja wyrażająca się w szeregu uprawnień oskarżonego. Przede wszystkim prawo do wyboru obrońcy lub skorzystania z obrońcy z urzędu. W niektórych przypadkach istnieje nawet „przymus adwokacki”.

Szereg uprawnień dotyczy fazy postępowania przygotowawczego (dochodzenia lub śledztwa). Podejrzany, a przed sądem oskarżony, może odmówić składania wyjaśnień, a jak zacznie mówić, to może kłamać bez konsekwencji. To często spotykana postawa w myśl zasady: „Zobaczymy, co na mnie mają, nie muszę sądowi pomagać, bo to mnie trzeba winę udowodnić”. Prawo do przeglądania akt, składania wniosków dowodowych, udziału w czynnościach procesowych to tylko niektóre kodeksowe instrumenty w rękach oskarżonego. Myślę, że kiedyś warto do tego tematu wrócić.

Tak szeroko rozumiane prawo do obrony, zręcznie wykorzystywane, prowadzi do przewlekłości postępowania. Przykład Jaruzelskiego i Kiszczaka jest szczególnie wymowny. Dobry wymiar sprawiedliwości to ten, który potrafi ustalić szybko sprawcę przestępstwa, zebrać dowody, osądzić, wymierzyć karę i ją nieuchronnie wykonać.

Niestety to jedynie marzenie. Niejednokrotnie wskazywałem, że podstawową bolączką polskiego sądownictwa jest długotrwałość postępowania. I nie winiłbym tylko sędziów, bo system procedury karnej czy cywilnej umożliwia stronie zainteresowanej – z różnych powodów – przeciąganie sprawy. Najlepiej skorzystać z zaświadczenia lekarskiego o niezdolności do udziału w procesie.

Takie zaświadczenie sąd weryfikuje, powołuje biegłego i tak dalej, i tak dalej, a proces się ciągnie. Najbardziej skuteczne są zaświadczenia i opinie o stanie zdrowia psychicznego. Wariata udawać każdy potrafi. Jeśli oskarżonych jest więcej, to i takich możliwości jest więcej.

Innym sposobem na przeciąganie procesu jest wypowiedzenie pełnomocnictwa adwokatowi. I tu sąd jest bezradny. Musi odroczyć sprawę, by dać szansę na zapoznanie się z materiałem dowodowym nowemu obrońcy. A ten zapewne będzie miał nowe wnioski dowodowe, i tak dalej, i tak dalej, a proces się przeciąga.

Jest także metoda na wyłączenie sędziego lub prokuratora. Są takie możliwości. Pamiętam długo ciągnący się proces grupy fałszerzy kartek na mięso. Gdy proces zbliżał się do końca, jeden z oskarżonych wstał i oświadczył, że wnosi o wyłączenie pani prokurator. Zdziwiony sędzia zapytał o powód wyłączenia. Odpowiedź była zaskakująca: „Bo byłem narzeczonym córki pani prokurator i na pewno nie będzie dla mnie obiektywna”. I co dalej? Ano, pani prokurator sama się wyłączyła. Oskarżony osiągnął efekt, powiedział tylko swemu obrońcy: „Może to dla pana kłopot, a ja i tak będę siedział. A tak będą mnie wozić z kryminału do sądu, nie będę się nudził”. Sprawę sędzia odroczył, a kilka miesięcy później oskarżał inny prokurator.

Poruszyłem tylko mały aspekt problemów wymiaru sprawiedliwości. Może kompleksowa reforma prawa karnego przyniesie poprawę i usprawni działanie sądów, bo przygotowana obecnie nowelizacja kodeksu postępowania karnego niewiele zmienia.

 

Wiesław Johann

drukuj