fot. wikipedia

RPO staje na straży byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego o rozważenie zmiany przepisów tzw. ustawy dezubekizacyjnej.

Jego zdaniem regulacja, na podstawie której prawie 39 tysiącom byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL obniżono renty i emerytury, ingeruje w godność człowieka i narusza zasadę zaufania obywatela do państwa.

W swoim piśmie wskazał on, że zmniejszenie kwoty świadczeń nie ma związku z indywidualną oceną postępowania tych osób w przeszłości i sprowadza się do negatywnej oceny wyboru ich miejsca pracy.

Historyk i publicysta Leszek Żebrowski podkreślił, że już sama instytucja RPO wywodzi się z czasów PRL, a osobę na tę funkcję wybierają politycy, co budzi wątpliwość w kwestii bezstronności tego organu.

Dodał, że nie jest możliwe rozdzielenie odpowiedzialności osób pracujących dla aparatu bezpieczeństwa PRL, na co już w latach 90. wskazał SN.

– Nie da się rozdzielić, kto jaką funkcję pełnił, bo sprzątaczka, która ścierała krew w celi po przesłuchaniu, brała w tym udział. Człowiek, który prowadził ewidencję, wydawał więźnia czy aresztowanego na przesłuchanie, widział, w jakim on stanie wraca i następnego dnia znowu go wydawał, też brał w tym udział. Więc nie tylko ci, którzy bili, nie tylko ci, którzy strzelali w tył głowy, ale wszyscy, którzy pracowali w tym aparacie, podlegają zbiorowej ocenie, dlatego że służba tam była dobrowolna. Sam tam chciał iść, musiał złożyć podanie, musiał uzyskać rekomendację, coś w rodzaju świadectwa, że nadaje się do tej służby, jacyś inni towarzysze za niego ręczyli i dopiero dostąpił tych szczególnych zaszczytów w Polsce „ludowej”. Dlaczego my te zaszczyty w postaci świadczeń materialnych mamy do tej pory kontynuować? – pytał Leszek Żebrowski.

Również na początku lat 90-tych, gdy usiłowano dokonać dekomunizacji, spotkało się to ze zmasowaną kampanią nienawiści – przypomniał historyk.

– Pamiętam, gdy była pierwsza dekomunizacja w Polsce, na początku lat 90-tych w Urzędzie ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, gdzie zajmowałem się weryfikacją uprawnień kombatanckich, dawnego ZBoWiD-u, też były tego typu głosy, też była awantura, też była masowa kampania nienawiści przeciwko nam, że krzywdzimy biednych milicjantów, sprzątaczki czy sekretarki w biurze – zaznaczył.

Przedstawiciele poprzedniego systemu chcą wykorzystać obecnie dostępne instytucje demokratyczne w celu ocalenia swoich przywilejów – podkreślił Leszek Żebrowski.

– Opór starych sił wykorzystuje instytucje demokratyczne, tzw. demokratycznego państwa, żeby niedemokratyczne przywileje, które sobie kiedyś zagwarantowali, uchronić, ocalić i w dalszym ciągu utrzymać – powiedział rozmówca Radia Maryja.  

PRL-owski aparat bezpieczeństwa publicznego próbował z biegiem lat sprawiać wrażenie bardziej zdemokratyzowanego, jednak w razie potrzeby stosował argument siły – tłumaczył historyk.

– Aparat bezpieczeństwa publicznego, szeroko pojęty, w PRL był złem. Był to od początku aparat państwa okupacyjnego, które później oczywiście się zmieniało, nieco się demokratyzowało. To była gra pozorów, ale jak było trzeba, to i 1981 roku i 1976 roku władza używała siły, a nie perswazji. Były pałki, a nie argumenty – wskazał ekspert.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna od 1 października 2017 r. obniżyła emerytury i renty za okres „służby na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 roku do 31 lipca 1990 roku.

Emerytury byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogą być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS.

RIRM

drukuj