fot. PAP/Grzegorz Momot

Ratownik górniczy: kamera nie pomogła znaleźć miejsca, w którym są grotołazi

Użyta w akcji ratowniczej w Jaskini Wielkiej Śnieżnej kamera wideoendoskopowa nie pomogła znaleźć miejsca, w którym są dwaj poszukiwani grotołazi. W ocenie ratowników górniczych, który wyposażeni w ten specjalistyczny sprzęt penetrowali korytarze jaskini, panujące tam warunki są ekstremalne.

„Pod względem ciasnoty, konieczności przeciskania się działania w jaskini można porównać do akcji zawałowych w kopalniach. Jednak jeśli chodzi o obszar działania, trudność dostępu do tego miejsca czy występującą tam niską temperaturę, trzeba powiedzieć, że ta akcja przebiega w naprawdę ekstremalnych warunkach” – powiedział w poniedziałek dziennikarzom uczestniczący w akcji Marcin Świerczek z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego (CSRG) w Bytomiu.

Przypomniał, że dwaj ratownicy z sekcji alpinistycznej bytomskiej stacji zostali zaangażowani w akcję w jaskini, by specjalną wodoodporną kamerą wideoendoskopową, umożliwiającą penetrowanie zawalonych przestrzeni nawet na odcinku 15 metrów, spenetrować zalany wodą odcinek korytarza jaskini, za którym mogą się znajdować dwaj poszukiwani grotołazi.

„Na chwilę obecną nie udało nam się potwierdzić tego miejsca” – relacjonował ratownik górniczy.

Zastrzegając, że nie ma pełnej wiedzy o szczegółach akcji w jaskini, Marcin Świerczek ocenił, że ratowników może dzielić od poszkodowanych stosunkowo niewielka odległość.

„Nie chcę tutaj wchodzić w kompetencje prowadzących tę akcję, bo to nie moja rola, ale wydaje mi się, że to może być już kilka czy kilkanaście metrów” – powiedział.

Przedstawiając trudności w prowadzeniu akcji, ratownik wskazał przede wszystkim na rozległość jaskini, niewielkie wymiary przejść i niską temperaturę.

„Podczas akcji w kopalni z reguły można wykorzystać infrastrukturę, np. transport kolejowy na dole. Tutaj wszystko ratownicy muszą zanieść na plecach” – relacjonował Marcin Świerczek, przyznając, że nie wiedział, iż w Polsce są tak rozległe jaskinie.

Samo wyjście z jaskini zabrało w poniedziałek ratownikom górniczym aż osiem godzin.

W opinii ratownika, jednym z kluczowych parametrów decydujących o możliwościach przeżycia poszukiwanych grotołazów jest dostęp powietrza do miejsca, gdzie się znajdują.

„Mamy nadzieję, że jest dopływ świeżego powietrza, że mają czym oddychać – to jest najważniejsze w takich akcjach, zarówno u nas w kopalni, jak i tutaj” – mówił.

Marcin Świerczek przypomniał powtarzane często przez ratowników górniczych przekonanie, że uczestnicząc w akcjach, zawsze idą z nadzieją, że poszukiwani żyją.

„Nadzieja umiera ostatnia; my mówimy, że zawsze idziemy po żywego” – podkreślił, wskazując na potężne siły i środki zaangażowane w akcję ratowniczą i olbrzymią determinację ratowników.

„Po co byłoby ratownictwo, gdyby nie było chęci ratowania; po to jesteśmy. Także ze swojego doświadczenia – zawsze do samego końca mówię o uratowaniu” – powiedział przedstawiciel CSRG, wyrażając nadzieję, że poszukiwani żyją i czekają na ratunek.

„Nie takie przypadki historia zapisywała – czy to w górnictwie, czy to w ratownictwie górskim; zawsze idziemy po żywego” – podsumował.

Ratownicy górniczy pracowali w najdalszym miejscu jaskini, do którego dotarli ratownicy – tam, gdzie z wykorzystaniem środków pirotechnicznych odbywa się poszerzanie korytarza. Marcin Świerczek zaznaczył, że używanie środków strzałowych zawsze powoduje zwiększone wydzielanie gazów, co przy wąskich przekrojach korytarzy oznacza konieczność zapewnienia prawidłowej wentylacji – to kluczowe dla bezpieczeństwa pracujących w tym rejonie ratowników. W kopalniach ratownicy mogą pracować w aparatach tlenowych; w jaskini nie ma takiej możliwości m.in. ze względu na niewielkie wymiary korytarzy.

Pytany o ewentualność odpompowania wody, która wypełnia korytarz, ratownik stwierdził, że zawsze trzeba wykorzystać wszystkie dostępne możliwości.

W sobotę woda uwięziła dwóch grotołazów, penetrujących wnętrza Jaskini Wielkiej Śnieżnej, w rejonie tzw. Przemkowych Partii, ok. 500 metrów poniżej wejścia. Panują w niej trudne warunki – jest duża wilgotność, a temperatura wynosi około 4 stopni. Grotołazi są członkami jednego z wrocławskich klubów speleologicznych. Eksplorowali mało znane korytarze jaskini.

Akcję ratowniczą prowadzą ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i Państwowej Straży Pożarnej z Krakowa. Ich działania wesprą także fachowcy z KGHM dysponujący systemem do burzenia monolitycznych ścian oraz ratownicy z CSRG z kamerą wideoendoskopową.

Jaskinia Wielka Śnieżna jest najdłuższa i najgłębsza w Tatrach. Długość jej korytarzy wynosi niemal 24 km, a głębokość ponad 800 metrów, choć nie wszystkie korytarze zostały dokładnie zbadane. Jest to jaskinia o skomplikowanych, wąskich korytarzach i przesmykach, ma kilka otworów wejściowych. Jest zamknięta dla turystów.

PAP/RIRM

drukuj