fot. ipn.gov.pl

Prof. W. Polak: Strona ukraińska formalnie deklaruje pomoc w ekshumacjach ofiar rzezi wołyńskiej, ale gdy przychodzi do szczegółów, to zaczynają się przeszkody i nic z tego nie wychodzi

Rzeczpospolita Polska wychodzi z założenia, że ofiarom rzezi wołyńskiej należy się godziwy pochówek, potrzebne są prace ekshumacyjne, potrzebne są prace archeologiczne. Strona ukraińska formalnie deklaruje pomoc, a potem, gdy przychodzi do szczegółów, te szczegóły są tak realizowane, że właściwie nic nie można zrobić, bo zaczynają się jakieś przeszkody formalne, przeszkody urzędowe i nic z tego nie wychodzi. Wszyscy liczyli, że w sytuacji, kiedy Rosja najechała tak zbrodniczo na Ukrainę, a Polska okazała Ukrainie tak wiele serca, pomocy, wyłożyła tak ogromne pieniądze na ratowanie naszych ukraińskich braci,  otwarcie możliwości poszukiwań mogił Polaków na Wołyniu czy w Galicji Wschodniej będzie rzeczą oczywistą. Liczyliśmy, że decyzje zapadną bez żadnych procedur, bez żadnego szukania administracyjnych przeszkód. Okazało się, że nadal jest trudno. Uważam, że niezałatwienie tej sprawy jest rzeczą, która coraz bardziej pogłębia nieufność pomiędzy Polakami a Ukraińcami, a przecież to jest rzecz bardzo ważna, zwłaszcza w sytuacji, kiedy ciągle trwa bestialski atak rosyjski na Ukrainę – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prof. Wojciech Polak, historyk. 83 lata temu doszło do zbrodni, która rozpoczęła ukraińskie ludobójstwo na Polakach zamieszkujących Wołyń i Galicję Wschodnią. 

[83 lata temu, 9 lutego 1943 r. ukraińscy nacjonaliści z UPA dopuścili się masakry polskiej ludności zamieszkującej kolonię Parośla Pierwsza]. Zamordowanych wówczas zostało ponad 150 osób, w tym dzieci. Zbrodnia ta jest uznawana za początek rzezi wołyńskiej.

– Jeszcze w lutym 1943 r. różne ugrupowania zbrojne Ukraińców – bo ich było kilka, była Ukraińska Powstańcza Armia, ale były jeszcze odłamy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów tzw. M i B – podjęły decyzję o „nasileniu walki partyzanckiej”. W praktyce to się zaczęło przekładać po prostu na akcję mordowania Polaków. Dokonywano pojedynczych mordów, czy też [zabijania – radiomaryja.pl] pewnych grup Polaków, które zastano np. gdzieś w polu czy na drodze, ale bardzo szybko (…) oddziały UPA, które były liczebne, zaczęły kolejne akcje napadania na wioski, wymordowywania całych wiosek. Po Parośli Pierwszej były Lipinki, potem Janowa Dolina, a potem, latem 1943 r., doszło już do mordów na ogromną skalę, łącznie z tą krwawą niedzielą 11 lipca. Przez cały lipiec i cały sierpień trwały te zbrodnie, na dodatek dokonywane w sposób okrutny. Trudno nawet opisywać na falach radiowych, co robiono z Polakami, jak straszliwie się nad nimi znęcano – także nad dziećmi. Wymordowano całe rodziny, łącznie z małymi dziećmi, także niemowlętami – przypominał prof. Wojciech Polak.

Historyk zaznaczył, że rzeź wołyńska miała dwa nurty. Z jednej strony zbrodnie na ludności polskiej popełniali nacjonaliści z OUN i UPA, a z drugiej – ukraińscy cywile, często sąsiedzi Polaków.

– To było najstraszniejsze, że czasem to były spontaniczne działania ludności ukraińskiej, która po prostu mordowała, rabowała, zabierała z polskich domów, co tylko można było – mienie, zwierzęta gospodarskie i [wszystko – radiomaryja.pl], co przedstawiało jakąś wartość – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.

Choć w polskiej historiografii mówi się o rzezi wołyńskiej, ukraińskie ludobójstwo na Polakach obejmowało również obszar Małopolski (Galicji) Wschodniej.

– W sumie wymordowano 50, a niektórzy twierdzą, że nawet 60 tysięcy Polaków. Część ludności polskiej uciekła, opuściła te tereny, Niemcy to wykorzystywali, żeby wyłapywać tych Polaków, którzy uciekali przed Ukraińcami i wywozić ich na roboty do Niemiec. Z drugiej strony były działania samoobrony Armii Krajowej. W ogóle Armia Krajowa próbowała się nawet z tymi Ukraińcami dogadać, ale to się skończyło tak, że gdy delegacja Polaków udała się na rozmowy, to trzech oficerów, którzy jako gest dobrej woli zrezygnowali z obstawy zbrojnej, (…) zostało po prostu zabitych. Nie było żadnej mowy o jakimś dialogu, tylko nasilenie zbrodni. Armia Krajowa próbowała czynić działania zbrojne, czasami skuteczne w obronie. Była także samoobrona ludności, zwłaszcza w kościołach. Na Kresach szczęśliwie kościoły budowano w stylu obronnym z małymi oknami, z grubymi murami, bo obawiano się najazdów tatarskich i one czasami służyły w czasie najazdu tatarskiego jako miejsce schronienia. Później te kościoły obronne, że tak powiem, służyły jako miejsce obrony przed Ukraińcami, którzy próbowali je zdobyć, szturmować. Różnie to się kończyło, ale były przypadki, że ludność polska broniła się długo w tych kościołach, aż do nadejścia oddziałów sowieckich. W tym wypadku rzeczywiście Sowieci ratowali Polaków z opresji, choć zazwyczaj byli nowymi okupantami. Zasięg tej zbrodni był olbrzymi. Pamięć o niej jest żywa, bo to dotknęło naprawdę ogromnej ilości Polaków – mówił prof. Wojciech Polak.

Ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej to trudny temat w relacjach polsko-ukraińskich. Władze ukraińskie próbują relatywizować masakry i narzucać narrację o symetrycznym „konflikcie polsko-ukraińskim”. Próby podjęcia przez Polskę ekshumacji i godnego pochówku ofiar zbrodni bardzo często napotykają opór.

– Polska chciałaby przede wszystkim upamiętnienia tych ludzi, odnalezienia mogił i godnego pochówku, bo często jest tak, że wieś [została – radiomaryja.pl] wymordowana, ludzie wrzuceni do jakiegoś dołu, zasypani i na tym miejscu rośnie las, nie ma śladu po mogiłach. Rzeczpospolita Polska wychodzi z założenia, że tym ludziom należy się godziwy pochówek, że trzeba te groby odnaleźć, trzeba je uporządkować, trzeba zbudować pomniki, potrzebne są prace ekshumacyjne, potrzebne są prace archeologiczne. Strona ukraińska formalnie deklaruje pomoc, a potem, [gdy – radiomaryja.pl] przychodzi do szczegółów, te szczegóły są tak realizowane, że właściwie nic nie można zrobić, bo zaczynają się jakieś przeszkody formalne, przeszkody urzędowe i nic z tego nie wychodzi. Wszyscy liczyli, że w sytuacji, kiedy Rosja najechała tak zbrodniczo na Ukrainę, a Polska okazała Ukrainie tak wiele serca, pomocy, wyłożyła tak ogromne pieniądze na ratowanie naszych ukraińskich braci, otwarcie możliwości poszukiwań mogił Polaków na Wołyniu czy w Galicji Wschodniej będzie rzeczą oczywistą. Liczyliśmy, że decyzje zapadną bez żadnych procedur, bez żadnego szukania administracyjnych przeszkód. Okazało się, że nadal jest trudno. Uważam, że niezałatwienie tej sprawy jest rzeczą, która coraz bardziej pogłębia nieufność pomiędzy Polakami a Ukraińcami, a przecież to jest rzecz bardzo ważna, zwłaszcza w sytuacji, kiedy ciągle trwa bestialski atak rosyjski na Ukrainę. Instytut Pamięci Narodowej robi co może, stara się rozmawiać, stara się tłumaczyć, ale to wcale nie przynosi jednoznacznie pozytywnych efektów – zwrócił uwagę historyk.

Nie wiadomo, ilu dokładnie Polaków zostało wymordowanych. Według różnych szacunków w latach 1943-1945 na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na Lubelszczyźnie z rąk ukraińskich nacjonalistów zginąć mogło nawet do 200 tysięcy obywateli II RP.

Całość rozmowy z prof. Wojciechem Polakiem jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj