fot. pixabay.com

Potrzeby branży gastronomicznej

Branża gastronomiczna wreszcie może pracować. Czeka jednak na nowe narzędzia, które pomogą jej w odbiciu finansowym. Na razie ucichły zapowiedzi o bonie gastronomicznym. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców proponuje obniżkę VAT-u dla restauratorów na pół roku.

W połowie maja, ze względu na spadek liczby zakażeń i mniejsze ryzyko zakażenia na wolnym powietrzu, rząd pozwolił restauratorom na otwarcie ogródków.

– W zasadzie od pierwszego dnia, kiedy możliwe było przyjmowanie gości w restauracji, pojawił się ruch – wyjaśniła Barbara Wróblewska menager „Dworu Czarneckiego”.

Dwa tygodnie później restauracje mogły zaprosić już klientów do środka. Wciąż obowiązują ograniczenia, ale gastronomia wreszcie może pracować.

– Trzeba dać ludziom pracować i dać wytyczne, jak to zrobić, żeby było bezpiecznie. Tylko to nam jest potrzebne. Jak będziemy mogli pracować, to będziemy wypełniać wszystko, jak należy – wskazał Adam Zawistowski z Centrum Pielgrzymkowo-Turystycznego „Święta Woda”.

Branża wreszcie ma szansę zarabiać.

– Jest jednak mniej klientów, mniej osób może wejść na salę, mniej dań można podać w danej jednostce czasu. To wszystko nie służy temu, żeby szybko odrabiać straty – ocenił Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Adam Abramowicz tłumaczył, że był to ostatni moment na otwarcie gastronomii. Wiele firm nie wytrzymało. Przerosły je koszty najmu i brak klientów, dlatego musiały zamknąć działalność. Ci, którzy przetrwali, wciąż potrzebują pomocy. Na razie nie ma żadnych informacji o bonie gastronomicznym, który miał być wsparciem dla restauracji. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zaproponował inne rozwiązanie.

– Warto by było, żeby rząd przemyślał, by na jakiś czas, np. na pół roku, obniżyć stawkę VAT, do 0 proc. czy 1 proc. – powiedział Adam Abramowicz.

Wielu restauratorów zgłasza się do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wskazując, że mieli ograniczoną pomoc z tarczy przez niewłaściwy kod PKD. ZUS odroczył im składki, a terminy zaczynają gonić. Zaległości trzeba będzie uregulować. Stąd kolejna propozycja Adama Abramowicz, by rozważyć, czy również tutaj nie ulżyć przedsiębiorcom. Brakuje też rąk do pracy. Branża musi podnosić pensje pracownikom, a to z kolei odbije się także na naszych portfelach – mówił ekonomista Marek Zuber.

– Prawdopodobnie najbliższe miesiące to jest wzrost cen usług gastronomicznych. Wszystko jedno, czy mówimy o restauracjach, kawiarniach czy barach – wyjaśnił ekonomista.

Firmy zdają sobie sprawę, że odkucie finansowe jest możliwe dopiero w długiej perspektywie. Ludzie ostrożnie podchodzą np. do organizacji imprez. A to dla wielu przedsiębiorców w branży gastronomicznej gałąź, która generuje sporo zysków.

– Te imprezy są mniejsze w bardzo okrojonym gronie. W związku z tym potrzebujemy dużo czasu na to, żeby przywrócić normalność – oceniła Barbara Wróblewska.

Do tej pory w imprezach, np. w weselach mogło brać udział do 50 osób. Według nowych wytycznych, obowiązujących od dzisiaj, ten próg został zwiększony do 150 osób.

TV Trwam News

drukuj