fot. PAP/EPA

Potrzebna pomoc dla Syrii

Gdy kryzys migracyjny przestał być narzędziem walki politycznej, wiele krajów zapomniało o terenach objętych wojną. Tak jest w Syrii, gdzie brakuje dostępu do leków i podstawowych świadczeń medycznych. Konieczna jest poprawa warunków życia tam na miejscu – alarmuje Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Obecnie w Syrii więcej ludzi umiera przez brak dostępu do leków i pomocy medycznej niż od bomb. Polska od lat stara się pomagać Syryjczykom.

– W ubiegłym roku dzięki dotacji rządowej, czyli wszystkich Polaków, bo to podatki są, wyleczyliśmy 7400 osób. W tym roku będzie trochę mniej. W Aleppo pytają, kiedy Polacy w końcu przyślą pieniądze na leczenie – powiedział ks. prof. Waldemar Cisło ze Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Ks. Profesor dodaje, że kryzys migracyjny został w Europie mocno upolityczniony. Zaczęto przyjmować migrantów, a nie podjęto walki z handlem ludźmi. Korzystała na tym zwłaszcza mafia włoska. Dziś skuteczna pomoc to ta na miejscu, ale coraz mniej krajów realnie taką pomoc niesie do Syrii.

– Miliardy euro idą do różnych funduszy, nie wiadomo jakich. Polska i Węgry przybrała taką taktykę, która jest godna naśladowania i godna pochwały. Konkretny projekt, konkretne rozliczenie, a nie jakieś enigmatyczne fundusze, z których nic nie ma – wskazuje.

Pomoc Polaków sprawia, że Syryjczycy nie opuszczają swoich domów. A właśnie tego oczekują miejscowi biskupi. Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, że nie uda się wesprzeć Syrii poprzez wyciąganie z ich kraju najlepszych ludzi. Na miejscu brakuje lekarzy.

– To, co my już dawno proponujemy na forum europejskim, żeby poprawiać warunki życia ludziom tam na miejscu, czyli woda, leki, żywność, edukacja – mówi ks. prof. Cisło.

I to dotyczy już nie tylko Syrii, ale i Afryki. Tam problem jest jeszcze większy, bo dochodzi susza i brak dostępu do wody. A pomoc wcale nie jest często taka jaka być powinna, czego przykładem jest fundacja Clintonów.

– Jak rozmawiałem w Kamerunie czy innych krajach – np. pomagając żąda ograniczania dzietności. Przykład, podpiszą umowę, będą wspierać szpitaliki, ale każda młoda kobieta, która przyjdzie musi mieć wszczepiony środek wczesnoporonny albo antykoncepcyjny – zaznacza ks. prof. Cisło.

I tutaj w kontrze stoi postawa Polski, która np. interweniowała w sprawie ślepoty rzecznej. Lek, który może uratować wzrok, to koszt 10 euro.

TV Trwam News/RIRM

drukuj