fot. PAP/Marcin Bielecki

Od nowego roku wiele leków może wypaść z listy refundacyjnej

Powodem, przez który niektóre z leków nie będą już refundowane, są twarde negocjacje, które Ministerstwo Zdrowia prowadzi z firmami farmaceutycznymi. Momentami rozmowy przypominają szantaż – podaje tygodnik „Wprost”.

Firmy skarżą się, że resort informuje jakiej ceny leku refundowanego oczekuje, a w przypadku braku akceptacji, spisywany jest protokół rozbieżności.

Średnio, na 12 negocjowanych leków, udaje się ustalić cenę dwóch, a reszta trafia do protokołu rozbieżności. Oznacza to, że od 1. stycznia w aptekach zabraknie wielu leków, w tym przede wszystkim tych dla cukrzyków, chorych na serce, czy psychicznie.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że twarde rozmowy są w interesie pacjentów, a w miejsce medykamentów, które wypadły wprowadzone zostaną zamienniki. Jednak – zdaniem farmaceutów – niektórych leków nie da się zastąpić.

Były minister zdrowia, europoseł PiS Bolesław Piecha, nie jest zaskoczony działaniami rządu.

– To, co robi Ministerstwo Zdrowia, jest normalną procedurą, którą ten rząd zawsze robił. On się zawsze uciekał do różnego rodzaju szantażu i zawsze motywował to dobrem polskich pacjentów – dobro polskich pacjentów to jest dostęp do leków, a nie kuluary negocjacji Ministerstwa Zdrowia. Odnoszę wrażenie, że jedyną motywacją Ministerstwa Zdrowia przy tych negocjacjach, jest po prostu kasa, czyli mówiąc oględnie finansowanie tej części wydatków Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi Bolesław Piecha.

Negocjacje z firmami farmaceutycznymi potrwają do 30 września.

RIRM

drukuj