Papież Jan Paweł II, (fot.R.Pietruszka/PAP)

Nie do pokonania

Błogosławionego Jana Pawła II słusznie można nazwać Papieżem świętych i męczenników. Dzięki jego inicjatywom i poparciu katolickie martyrologium znacznie się wzbogaciło o nowych świętych i błogosławionych.

 

Papieski apel o upamiętnienie nowych męczenników XX stulecia wydobył na światło dzienne rzesze martyres – świadków.
„Opium narodów” – takie programowe ujęcie religii przez komunizm nieuchronnie musiało doprowadzić do konfrontacji, niestety nierównej pod każdym względem. Z jednej strony Kościół głoszący Ewangelię, z drugiej system, którego umocnienie zapewniała władza państwowa, indoktrynacja, prawo, w końcu siła. W starciu z takim bezprawiem chrześcijaństwo po ludzku nie miało żadnych szans. A jednak zgodnie z obietnicą Jezusa daną Piotrowi Kościół przetrwał umocniony krwią nowych męczenników.
Ten etap dziejów chrześcijaństwa znaczy zamykanie miejsc kultu, niszczenie kościołów oraz eksterminację wierzących, w pierwszej kolejności duchowieństwa. Nowa władza dążyła do „uśmiercenia” Kościoła także na drodze prawnej poprzez odbieranie własności diecezji, parafii i zakonów, delegalizację, próby rozbicia jedności przez tworzenie Kościołów narodowych. Wobec opornych stosowano zastraszanie, pokazowe procesy, doraźne egzekucje i napady (często przez „nieznanych sprawców”), tortury fizyczne i psychiczne. Obok śmierci przez rozstrzelanie stosowano np. topienie, śmierć głodową czy na mrozie, okaleczanie, otrucie lub systematyczne podtruwanie, napromieniowanie, zamurowanie czy zakopanie żywcem.

Apostoł jedności
Jedynym (jak do tej pory) wyniesionym na ołtarze męczennikiem Kościoła w Rosji jest Leonid Iwanowicz Fiodorow. Przyszedł na świat 4 listopada 1879 r. w rodzinie prawosławnej. Jeszcze podczas nauki w gimnazjum odzywało się w nim powołanie do życia poświęconego Bogu. W 1901 r. rozpoczął naukę w prawosławnej Akademii Duchownej w Petersburgu. Jego myśli zaprzątała idea powszechności Kościoła, która stopniowo doprowadziła go do Kościoła katolickiego.
Decyzję o konwersji zrealizował w rzymskim kościele jezuitów Il Ges 31 lipca 1902 roku. Po spotkaniu z Leonem XIII rozpoczął studia w seminarium w Ananii. Do kolegów wypowiedział wtedy słowa, że nawrócenie Rosji będzie możliwe tylko dzięki krwi męczenników i cierpieniom apostołów. Kolejne lata nauki spędził w Rzymie. Mimo ukrywania się pod pseudonimem został odszukany przez władze rosyjskie i ostrzeżony, iż jeśli nie zaprzestanie studiów „w jezuickich uczelniach”, to zamknie sobie drogę powrotną do ojczyzny. Przez Galicję trafił do Fryburga Szwajcarskiego, gdzie ukończył studia, po których został wykładowcą i prefektem Instytutu Naukowego Studytów „Studion”. Podejmował podróże do Rosji, gdzie przekonał się, iż najlepszą formą rozwoju Kościoła katolickiego będzie nie obrządek greckokatolicki, ale słowiańsko-bizantyjski, który pozwoli Rosjanom zachować duchowne dziedzictwo i narodową tożsamość. W tym czasie przyjął święcenia kapłańskie w 1911 r., a w następnym roku w Bośni wstąpił do zakonu studytów, gdzie otrzymał imię Leoncjusz. Choć niektóre źródła podają, że nie dane mu było zakończyć trzyletniego okresu próby i złożyć ślubów monastycznych, to sam o. Leonid zawsze uważał się za studytę. W 1914 r. metropolita Andrzej Szeptycki kolejny raz oddelegował go do Rosji.
Po wybuchu I wojny światowej został w Petersburgu aresztowany i zesłany do Tobolska. Ten czas przymusowego odosobnienia pozwolił mu przemyśleć i przemodlić sprawę misji; przygotowywał się również na cierpienia, których – jak słusznie przeczuwał – miał z jej powodu doświadczyć. Zmiany polityczne w 1917 r. doprowadziły do jego odwołania z wygnania. Tego samego roku zwołano pierwszy eparchialny synod greckokatolicki w Rosji. Opracowano wówczas program Rosyjskiej Cerkwi Katolickiej. Wtedy też metropolita Szeptycki mianował o. Leonida egzarchą katolików wschodniego obrządku na terenie Rosji (z wyłączeniem Białorusi i Ukrainy). Nadzieje i plany przekreślił przewrót bolszewicki. Błogosławiony zrozumiał, że w nowej sytuacji najbardziej jest potrzebne zbliżenie katolików i prawosławnych na płaszczyźnie wspólnych chrześcijańskich wartości.
Młody egzarcha jako centralna postać wspólnych dążeń w obronie przed zbliżającym się zagrożeniem stał się jednym z głównych oskarżonych w procesie przeciw duchowieństwu katolickiemu. Wkrótce wszystkie kościoły petersburskie zamknięto, a duchowieństwo postawiono przed sądem. Pod zarzutem działalności kontrrewolucyjnej skazano na śmierć ks. abp. Jana Cieplaka i ks. prałata Konstantego Budkiewicza, pozostałych skazano na 3-10 lat więzienia. Ostatecznie ks. abp. Cieplakowi wyrok śmierci zamieniono na więzienie (potem na wygnanie); a ks. Konstanty został zabity strzałem w tył głowy 31 marca 1923 r. (dziś jest Sługą Bożym w grupie męczenników katolickich w Rosji). Ojca Fiodorowa skazano na więzienie. Co prawda zwolniono go pod naciskiem Zachodu, ale ponieważ nie zaprzestał działalności duszpasterskiej, wkrótce zesłano go do łagru na Wyspach Sołowieckich. Było to miejsce, o którym więźniowie mówili, że to Związek Sowiecki w miniaturze i na odwrót – Związek Sowiecki to wielki sołowiecki łagier. Błogosławiony, na ile mógł, pełnił w tych warunkach posługę duchową, a nawet wygłaszał wykłady teologiczne. Ciągle też starał się o porozumienie między katolikami i prawosławnymi. Sam wycieńczony fizycznie i duchowo zapalał w innych iskrę chrześcijańskiej nadziei.
Przenoszony do różnych więzień w końcu znalazł się w Wiatce, gdzie zamieszkał w domu kierownika magazynu kolejowego. Wyczerpany i schorowany zmarł 7 marca 1935 roku. Do pokoju, gdzie w otoczeniu modlących się ludzi spoczywało jego ciało, przez drzwi wleciał biały gołąb, który dwukrotnie zatoczył koło nad zwłokami i odfrunął. Już dwa lata później metropolita Szeptycki rozpoczął proces beatyfikacyjny o. Leonida – jest to bodaj pierwsza tego typu inicjatywa w Kościele katolickim, gdy chodzi o wyniesienie na ołtarze męczennika czasów komunizmu. Beatyfikacji dokonał bł. Jan Paweł II we Lwowie 27 czerwca 2001 r. podczas apostolskiej pielgrzymki na Ukrainę.

Nielegalna wierność
Razem z o. Fiodorowem Papież beatyfikował 25 męczenników Kościoła greckokatolickiego, który z racji uznania Prymatu Piotrowego był szczególnie znienawidzony przez komunistów. Zwołany pod dyktando Stalina w 1946 r. tzw. Synod Lwowski anulował akt Unii Brzeskiej i ogłosił włączenie byłych grekokatolików do Cerkwi prawosławnej. Początkowo próbowano nakłonić biskupów unickich do zerwania z Rzymem, obiecując im zachowanie stanowisk w Cerkwi; później stawką były wolność lub samo życie hierarchów.
W gronie tych błogosławionych jest dwóch biskupów przemyskich wschodniego obrządku – Jozafat Kocyłowski, bazylianin, i Grzegorz Łakota; obaj pochodzili z Łemkowszczyzny, obaj zostali zatrzymani przez Urząd Bezpieczeństwa i przekazani ZSRS, obaj zmarli w sowieckich obozach. Ksiądz biskup Grzegorz Łakota przyszedł na świat we wsi Głodówka 31 stycznia 1883 roku. Gimnazjum i seminarium ukończył we Lwowie, a święcenia otrzymał w 1908 r. w Przemyślu. Trzy lata później wyjechał do Wiednia, gdzie uzyskał tytuł doktora teologii. Był wykładowcą katechetyki i metodyki, a później rektorem seminarium greckokatolickiego w Przemyślu. Na tym odcinku zasłynął jako reorganizator studiów i bytowania tej ważnej instytucji. Ponadto pełnił liczne obowiązki i zadania w różnych instytucjach diecezjalnych.
W 1926 r. został biskupem pomocniczym. Jego pasją była historia, której poświęcał wiele czasu, co widać na podstawie jego publikacji i prowadzonych badań. Był jednak przede wszystkim pasterzem. Kiedy po wybuchu II wojny światowej eparchia przemyska została podzielona, ks. bp Łakota z Jarosławia kierował tą jej częścią, która znalazła się pod okupacją niemiecką. Po wojnie wiele wysiłku wkładał w organizację życia kościelnego swoich diecezjan w nowych warunkach.
Deportowany przez władze Polski Ludowej w czerwcu 1946 r. do Lwowa został tam aresztowany. W Kijowie skazano go na 10 lat więzienia. Początkowo pracował w kopalni w Workucie, a potem zlecano mu różne prace na terenie obozu. Z powodu pogarszającego się zdrowia trafił do szpitala w wiosce Abeź, ale lekarze uznali go za zdolnego do pracy. Władze obozowe, aby jeszcze bardziej upokorzyć ks. bp. Łakotę, umieściły go w brygadzie czyszczącej sanitariaty. Błogosławiony przyjął tę decyzję z pokorą i prosił współwięźniów kapłanów, aby nie zabiegali o jej zmianę. W wielkiej tajemnicy udawało się księżom sprawować Najświętszą Ofiarę, ale biskup Grzegorz nie czynił tego z obawy, aby nie uchybić czci Eucharystii w tak prymitywnych warunkach. Prosił jednak, aby mu przynosić Komunię Świętą do szpitala, gdzie znów się znalazł. Życie zakończył 12 listopada 1950 roku.

Bezkrwawe męczeństwo
Komunistyczne władze, nie chcąc przysparzać Kościołowi męczenników, wypuszczały uwięzionych biskupów, księży, zakonników i zakonnice, aby umierali na wolności. Jednak także o śmierci poniesionej w wyniku przejść więziennych (tortury, wycieńczenie, choroby itp.) można mówić jako o męczeństwie w sensie kanonizacyjnym. Znamienne są pod tym względem dzieje s. Zdenki Schelingovej ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Świętego Krzyża.
Urodziła się w samą Wigilię w orawskiej wsi Kriva w 1915 roku. W wieku 15 lat wstąpiła do zakonu, gdzie po odpowiednim przygotowaniu duchowym i zawodowym podjęła pracę pielęgniarki w różnych szpitalach. W swoim posługiwaniu łączyła ofiarność z życzliwością i pogodą ducha. Jej życie wewnętrzne cechowały prostota i ufność, których uczyła się na „małej drodze” św. Teresy z Lisieux.
Kiedy rząd likwidował wspólnoty zakonne, zsyłając ojców, braci i siostry do tzw. klasztorów koncentracyjnych, niektórym siostrom pozwolono (z braku wykwalifikowanego personelu świeckiego) tymczasowo dalej pracować w szpitalach. Do bratysławskiego szpitala, na oddział, gdzie pracowała błogosławiona, przywieziono po przesłuchaniach księdza, którego po polepszeniu zdrowia czekała śmierć. Wiedziona współczuciem i chęcią uratowania nieszczęśnika, s. Zdenka zorganizowała jego ucieczkę. Strażnikowi podała herbatę ze środkiem nasennym, następnie zabrała mu buty, które dała księdzu, i wyprowadziła go ze szpitala.
Podczas organizowania ucieczki kolejnych księży i kleryków wpadła w pułapkę i dostała się w ręce SB. Aby zmusić siostrę do przyznania się do zdrady państwa i wydania współpracowników, topiono ją w kadzi z wodą, rozbierano do naga, wieszano na haku za związane z tyłu ręce i bito po całym ciele, wleczono ją za włosy po więziennych korytarzach i zamykano w celi bez okien i światła. Po kilku miesiącach skazano s. Zdenkę na 12 lat pozbawienia wolności, 10 lat pozbawienia praw obywatelskich i obarczono kosztami postępowania sądowego. Wyrok odsiadywała w najcięższych więzieniach. W tym czasie pogorszyło się jej zdrowie, które od dłuższego czasu szwankowało; musiała poddać się amputacji piersi zajętej przez nowotwór, dodatkowo prątki gruźlicy zaatakowały oczy. Gdy stało się oczywiste, że s. Zdenka nie ma szans na powrót do zdrowia i pozostało jej niewiele życia, została przedterminowo zwolniona. Po trzech miesiącach zmarła z uśmiechem na ustach w szpitalu w Trnawie 31 lipca 1955 roku. Została beatyfikowana w 2003 r. w Bratysławie podczas papieskiej podróży na Słowację; jest pierwszą Słowaczką wyniesioną na ołtarze.

Dojrzały w blaskach Eucharystii
Kościół w Słowenii może poszczycić się niedawno beatyfikowanym świeckim męczennikiem. Alojzij (zdrobniale Lojze) Grozde urodził się 1923 r. we wsi Zgornje Vodale; był nieślubnym dzieckiem nigdy nieuznanym przez biologicznego ojca. Kiedy matka wyszła za mąż za innego mężczyznę, ten nie zaakceptował pasierba i źle go traktował. Z tego powodu wychowaniem chłopca zajęła się ciotka, która zabrała go do Ljubljany. Tam dzięki wsparciu dobroczyńców Lojze podjął naukę w szkole podstawowej, a że był chłopcem bardzo zdolnym, dalsze wykształcenie zdobywał w prestiżowej szkole Marijani˙s˙ce.
Miał zdolności literackie, pisał wiersze, pracował w redakcji szkolnej gazetki. W 1936 r. wstąpił w szeregi Akcji Katolickiej, a później do Sodalicji Mariańskiej. Codziennie uczestniczył w Eucharystii, którą nazywał słońcem swojego życia, a modlitwą przeplatał każdy dzień. Myślał o powołaniu, ale żadnej decyzji w tym kierunku nie podjął. Był w pełni świadom obowiązków, jakie wynikają z faktu bycia chrześcijaninem. Dyskretnie oddziaływał na swoich kolegów i otoczenie.
Rozdarta w 1941 r. między Włochy, Niemcy i Węgry Jugosławia stała się areną przemocy. Nastrój ciągłego zagrożenia podsycała komunistyczna partyzantka. W sam Nowy Rok (1943) Lojze postanowił pojechać do Mirny, aby odwiedzić matkę. Przed podróżą uczestniczył we Mszy św., przyjął Komunię Świętą, po czym wyjechał pociągiem. Ponieważ partyzanci wysadzili tory kolejowe, od stacji Trebnje szedł pieszo, a następnie jechał saniami spotkanego chłopa. Niestety, gdy dotarł na miejsce, został zatrzymany przez komunistów. Gdy podczas rewizji znaleźli przy nim „O naśladowaniu Chrystusa” i książeczkę o Matce Bożej Fatimskiej, zaciągnięto go do gospody i poddano torturom. Jak wykazały późniejsze oględziny ciała, bohaterskiemu młodzieńcowi oprawcy obcięli końcówki palców i lewe ucho, wyrwali język, przebili oko, ściągali skórę z twarzy, uderzyli go w głowę kilofem lub młotkiem. Ciało odnaleziono po niespełna dwóch miesiącach porzucone nad brzegiem rzeki Vejersca, a następnie pochowano w ˙Setrupert. Choć w dobie komunizmu nie można było nawet mówić o śmierci młodego męczennika, to ludzie potajemnie nawiedzali jego grób. Kult prywatny ciągle się rozwijał i doprowadził do beatyfikacji Lojzego podczas kongresu eucharystycznego w Celje.

Bogactwo świadectw
Nasza Ojczyzna bardzo szybko doświadczyła „dobrodziejstw” płynących najpierw z bolszewickiej Rosji, a potem z Kraju Rad. Pierwszym beatyfikowanym męczennikiem czasów stalinowskich jest bł. Władysław Findysz, urodzony 13 grudnia 1907 r. w Krościenku Niżnym. Gimnazjum ukończył w Krośnie i wstąpił do przemyskiego seminarium duchownego. W 1932 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Jeszcze w czasie II wojny światowej został proboszczem w Nowym Żmigrodzie. Urząd Bezpieczeństwa wciągnął go do swojej kartoteki jako księdza „znanego z wrogiej postawy”. W 1963 r. ks. Findysz zachęcał parafian, aby włączyli się w tzw. soborowe czyny dobroci. Za pomocą listów proponował np. pogodzenie się, uregulowanie życia sakramentalnego, trzeźwość. Nieliczni, którym nie odpowiadała inicjatywa duszpasterza, donieśli na niego milicji, że zmusza do praktyk i obrzędów religijnych. Mimo interwencji kurii i złego stanu zdrowia proboszcza nie zwolniono. Został skazany na dwa lata i sześć miesięcy więzienia. Z premedytacją pozbawiono ks. Władysława możliwości stosownego leczenia i choć na wniosek komisji lekarskiej przerwano karę, to dla błogosławionego było za późno. Zmarł po sześciu miesiącach 21 sierpnia 1964 roku. Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w 2000 r., a już 19 czerwca 2005 r. zakończył się wyniesieniem na ołtarze.
Pięć lat po beatyfikacji nowożmigrodzkiego proboszcza, także w Warszawie (6 czerwca 2010 r.), miała miejsce upragniona beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Jego postać urosła do rangi symbolu, który na trwałe wpisał się w świadomość religijną i historyczną naszego Narodu. Przyszedł na świat 14 września 1947 r. w podlaskiej wsi Okopy. Kierując się podziwem dla Prymasa Tysiąclecia, wstąpił do seminarium duchownego w stolicy. Czas przygotowań do kapłaństwa musiał przerwać już po pierwszym roku, aby odbyć służbę wojskową w specjalnej jednostce o zaostrzonym rygorze dla kleryków. W końcu 28 maja 1972 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Posługiwał jako wikariusz w Ząbkach, Aninie, a potem w Warszawie; od 1980 r. osiadł jako rezydent przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Był duszpasterzem środowisk medycznych w stolicy, a następnie został kapelanem „Solidarności”. Coraz bardziej znany i ceniony przez wiernych był solą w oku ówczesnych władz państwowych. Inwigilowany, przesłuchiwany, publicznie oczerniany nie zrezygnował ze swojego apostolatu w służbie Bogu, Ojczyźnie i drugiemu człowiekowi. Rząd PRL nie mógł pozwolić, aby ks. Popiełuszko dalej prowadził antykomunistyczną działalność. Wracającego 19 października 1984 r. z Bydgoszczy uprowadzili pracownicy SB i jeszcze tej samej nocy po torturach zrzucili do Wisły z tamy w pobliżu Włocławka. Zmasakrowane zwłoki męczennika odnaleziono dopiero 30 października i cztery dni później w otoczeniu tłumów pochowano przed kościołem św. Stanisława. Postępowanie zmierzające do włączenia ks. Jerzego w poczet błogosławionych rozpoczęto w 1997 roku.
W Kongregacji ds. Świętych złożono już materiały dwóch zbiorowych procesów z diecezji warmińskiej i jeden z archidiecezji krakowskiej. Ostatni dotyczy ks. Michała Rapacza, proboszcza z Płok, zamordowanego przez „nieznanych sprawców” 12 maja 1946 roku. Pierwszy proces warmiński dotyczy s. Marii Chrystofory Klomfass i 15 Towarzyszek ze Zgromadzenia św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy; dwie z nich zmarły w sowieckich obozach w Rosji, pozostałe na Warmii i Pomorzu. W drugiej grupie męczenników warmińskich liczącej 37 osób są księża, osoby zakonne i świeckie. Umieszczony na jej czele ks. Józef Steinki, kiedy stanął w obronie napastowanych przez Sowietów pielęgniarek i zakonnic, został tak skatowany, iż po kilku dniach zmarł w olsztyńskim więzieniu. Z kolei ks. Jan Lindenblatt jako dobry pasterz pozostał ze swoimi parafianami mimo nadchodzącego frontu. Czerwonoarmista zastrzelił go, gdy udzielał sakramentów ciężko rannemu człowiekowi. Inną przedstawicielką tej grupy jest Cecylia Grabosch, żona i matka, która odmówiła udania się z żołnierzami na rozpustną zabawę, za co została zabita na oczach swoich dzieci; miała 28 lat.
Archidiecezja wrocławska 25 listopada ubiegłego roku rozpoczęła proces s. Marii Paschalis Jahn i 9 towarzyszek. Wszystkie one były elżbietankami, pochodzącymi w większości ze Śląska. Zginęły w 1945 r., broniąc swojej poświęconej Bogu czystości, dziewictwa innych oraz pełniąc uczynki miłosierdzia. Charakterystyczny jest przykład s. Rosarii Schilling. Kiedy czerwonoarmiści zajęli Nowogrodziec n. Kwisą, siostry ukryły się w schronie. W nocy 22 lutego 1945 r. żołdacy wywlekli stamtąd s. Rosarię. Kiedy po północy wróciła, była w stanie agonalnym, z krwotokiem wewnętrznym i ranami. Dodatkowo musiała znosić szyderstwa jednego z czerwonoarmistów, który przygrywając na ustnej harmonijce, mówił ze śmiechem, że „siostrzyczka została zepsuta”. Jak się okazało, przez cały czas była gwałcona przez ok. 30 napastników. Tego samego dnia (23 lutego) została zastrzelona na ulicy przez sowieckiego komendanta, który chciał ją zostawić dla siebie. Z kolei 70-letnia staruszka, s. Sapientia Heymann, została zabita natychmiast po tym, jak ujęła się za młodszą współsiostrą, którą żołnierz chciał wyprowadzić. Siostra Adelheidis Töpfer została zastrzelona w Nysie, gdy opiekowała się osobami starszymi, które nie mogły się ewakuować.
Aktualnie od 2009 r. Kościół polski gromadzi dokumentację do rozpoczęcia zbiorowego procesu męczenników prześladowań komunistycznych w latach 1917-1989. Pracą tą zajmuje się ośrodek w Drohiczynie. Dopóki jednak kandydatury nie przejdą wstępnej weryfikacji, trudno jest podać nawet w przybliżeniu liczbę potencjalnych kandydatów na ołtarze. Samo przedsięwzięcie z powodu rozpiętości czasowej, upływu czasu i braku dokumentacji jest trudne i pracochłonne.

*****
Nie sposób przedstawić w jednym artykule wszystkich męczenników objętych postępowaniem procesowym ani nawet wszystkich już wyniesionych na ołtarze. Tych kilka przykładów niech nam choć trochę zobrazuje ogrom próby, jakiej został poddany Kościół w XX w. ze strony komunistycznych prześladowców. Czechosłowacka propaganda głosiła, że do 2000 r. nie będzie w tym kraju ani jednej zakonnicy. Tymczasem minęła już pierwsza dekada nowego tysiąclecia, a siostry zakonne przetrwały i nadal pełnią swoje zadania. Tak samo Chrystusowy Kościół – utwierdzony na Skale jest nie do pokonania ani przez ludzi, ani przez szatana.

Do tej pory beatyfikowano już 43 męczenników komunizmu. Z kolei zbiorowe lub pojedyncze procesy na różnym etapie postępowania dotyczą ponad 430 kandydatów na ołtarze z takich krajów jak: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Litwa, Polska, Rosja, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Ukraina, Węgry, Włochy – przedział czasowy wynosi 1923-1999 (sic!); także liczni męczennicy hiszpańscy z lat 1934, 1936-1939 są ofiarami prześladowań Kościoła o podłożu komunistycznym. Zostały lub będą wkrótce otwarte procesy męczenników z krajów azjatyckich (Chin, Korei Północnej, Wietnamu).

drukuj