kul.pl

„Nasz Dziennik”: Ostatni egzamin. Pracownicy, absolwenci i studenci KUL na sowieckim Wschodzie

Katolicki Uniwersytet Lubelski, sięgając korzeniami instytucji naukowych zlokalizowanych w zaborze rosyjskim, na wschodnich kresach polskiej obecności, był otwarty na młodzież z tych obszarów. Studenci grekokatolicy, Ukraińcy, Białorusini, zgodnie z polskimi kolegami współtworzyli naukowy i kulturalny obraz katolickiej uczelni. Wrzesień 1939 r. przyniósł załamanie dynamicznie rozwijającego się Uniwersytetu. Kampania wrześniowa, walka z Niemcami, okupacja i podstępne wejście wojsk sowieckich na Kresy zastały wielu pracowników i studentów za Bugiem.

Ofiara Jana Bołbotta

W badaniach nad martyrologią uniwersytecką lat II wojny światowej należy zwrócić uwagę na grupę pracowników, absolwentów i studentów KUL, których drogi wiodły na tereny wschodnie Polski, a którzy później ponieśli śmierć z rąk sowieckich prześladowców w różnych miejscach i okolicznościach. Obecny stan badań pozwala zidentyfikować ponad 120 takich osób. Miejscami męczeństwa naszych pracowników, absolwentów i studentów były: las w Katyniu, więzienie w Charkowie i katownia NKWD w Kalininie (Twer), więzienia na tzw. zachodniej Ukrainie i zachodniej Białorusi, łagry NKWD i etapy prowadzące do nich oraz stepy kazachskie i uzbeckie.

Pierwszymi, którzy stanęli do nierównej walki z sowieckim najeźdźcą, byli żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Na rubieży Sarny – Tynne służył absolwent KUL ppor. rez. Jan Bołbott. Urodził się w 1911 r. w Wilnie. Ukończył Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta w Wilnie, następnie studiował prawo na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i w KUL, gdzie w lipcu 1939 r. uzyskał tytuł magistra prawa. Szkolenie wojskowe odbył w 6. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie, w 1939 r. został powołany do służby w KOP jako dowódca plutonu „Tynne” w 4. kompanii batalionu fortecznego „Sarny”. Bohatersko dowodził oddziałem w walkach z Armią Czerwoną, trwających od 18 września 1939 r. Poległ w bunkrze wraz z 49 żołnierzami w okolicach wsi Tynne nad Słuczą 20 września 1939 r. Studiując prawo, zapewne miał nadzieję, że będzie wiódł spokojne życie urzędnika, adwokata lub radcy, lecz w obliczu zagłady wytrwał na posterunku do końca, oddając życie za Ojczyznę.

Zamordowani w Katyniu

Oficerów Wojska Polskiego, którzy dostali się do niewoli sowieckiej, spotkał tragiczny los. Nie bacząc na uzgodnienia międzynarodowe regulujące status jeńców wojennych, Sowieci działali według zupełnie innych wytycznych, kompletnie niezgodnych z zasadami cywilizowanego świata. Kiedy tylko pozwoliły na to okoliczności, „rozładowano” obozy jenieckie dla polskich oficerów, likwidując ich fizycznie, wbrew wszelkim normom i prawom, nawet tym sowieckim.

Wśród ofiar zbrodni katyńskiej spotykamy 96 oficerów służby czynnej i rezerwowej, którzy byli pracownikami, absolwentami lub studentami KUL w okresie międzywojennym. Przykładem jest Tadeusz Zdzisław Wojciechowski urodzony w 1912 r. w Wodzisławiu. Po ukończeniu w 1933 r. Gimnazjum Męskiego im. Stefana Batorego w Lublinie podjął studia w KUL na sekcji prawniczej Wydziału Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych, uzyskując w 1938 r. tytuł magistra prawa. Jeszcze podczas studiów objął asystenturę w Katedrze Nauk Skarbowości i Prawa Skarbowego u prof. dr. Ignacego Czumy. Był członkiem ZHP, sportowcem i podróżnikiem. W latach 1938-1939 wyjeżdżał w celach naukowych do Francji. Ostatni pobyt skrócił, by zdążyć do kraju przed mobilizacją. Został przydzielony do 44. Pułku Strzelców Legii Amerykańskiej, przy którym cztery lata wcześniej odbył dywizyjny kurs podchorążych rezerwy. Następnie służył w 155. Pułku Piechoty Rezerwy. Został zamordowany wiosną 1940 r. w Katyniu, wybierając obowiązek wobec Ojczyzny, a nie pobyt w „słodkiej” Francji.

Okupacja sowiecka na Kresach Wschodnich przyniosła masowe aresztowania Polaków, przymusowe wywózki na Syberię lub w stepy Kazachstanu. Szczególnie prześladowanymi grupami była polska inteligencja i duchowieństwo katolickie. Doświadczył tego m.in. ks. kanonik Władysław Szpaczyński. Urodził się w 1887 r. w Cudnowie na Ukrainie. Ukończył Seminarium Duchowne w Żytomierzu. W latach 1919-1923 studiował na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL, gdzie uzyskał licencjat kościelny. Następnie pracował jako wikariusz w parafiach: Ostróg, Moszny, Czerkasy, Dubno na Wołyniu. Został wykładowcą Seminarium Duchownego w Łucku, prefektem szkół we Włodzimierzu Wołyńskim i w Kowlu. Był kapelanem Wojska Polskiego i w Związku Walki Zbrojnej. Od pierwszych miesięcy okupacji brał czynny udział w niepodległościowej konspiracji. W połowie czerwca 1940 r. został aresztowany w Kowlu. Był więziony w Kowlu i Łucku. 23 czerwca 1941 r. został zamordowany przez siepaczy NKWD w więzieniu w Łucku, w ramach masakry około 2 tys. więźniów, tuż przed wkroczeniem wojsk niemieckich.

Nie doszli do Polski

Dla dużej grupy Polaków, którzy cudem przeżyli katorgę w łagrach NKWD, szansą na powrót do swoich było wstąpienie do tworzącej się Armii Polskiej w ZSRS pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Pomimo układu Sikorski–Majski i polsko-sowieckiej umowy wojskowej formowanie armii było utrudniane. Polacy w łagrach z wielkim opóźnieniem dowiedzieli się o prowadzonym zaciągu, a kobiety i dzieci o możliwości dołączenia do ruchomej kolonii polskiej.

Polacy różnymi drogami z nadzieją zmierzali w kierunku jednostek wojskowych, mobilizując resztki sił, a czasem też życia. Przykładem jest postać Edwarda Artura Krawczyka ur. w 1907 r. w Warszawie. Był absolwentem sekcji ekonomicznej na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych KUL, w 1930 r. uzyskał tytuł magistra nauk społeczno-ekonomicznych. Następnie (1935-1939) studiował na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL, pracując równocześnie jako urzędnik i kwestor KUL (1934-1938). Był jednym z wybitniejszych publicystów i działaczy chrześcijańskich związków zawodowych. Jako oficer rezerwy uniknął śmierci w operacji katyńskiej, ale został skazany na pracę w kopalni na Uralu. Po podpisaniu układu Sikorski–Majski próbował dotrzeć do Armii Polskiej, ale zmarł z wycieńczenia w drodze na przełomie 1941/1942 r.

Przedstawione sylwetki absolwentów i pracowników KUL ukazują chrześcijański, humanistyczny i patriotyczny charakter kształcenia na Uniwersytecie. Choć wielu z nich było na początku drogi życiowej, miało plany i nadzieje – w godzinie próby ruszyli do obrony Ojczyzny. Przyszło im stanąć nad zbiorowym grobem lub iść przez stepy do swoich. Zdali ostatni egzamin. KUL jest im za to wdzięczny.

Marek Pawelec/”Nasz Dziennik”

drukuj