fot. flickr.com

Kontrowersyjne dotacje

Niemieckie sieci supermarketów Lidl i Kaufland otrzymały milionowe pożyczki od Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju na rozwój we wschodniej części Europy, m.in. w Polsce. Politycy mówią wprost o złamaniu reguł konkurencji, a przy okazji tej informacji wrócił temat braku przestrzegania praw pracowniczych w sklepach tych sieci. 

Nowe sklepy, inwestycje w reklamę czy promocje za złotówkę – już wiadomo, skąd sieć sklepów Lidl i Kaufland miały pieniądze na podbój polskiego rynku. Bank Światowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju pożyczył im na niski procent 900  milionów dolarów – informuje brytyjski dziennik „The Guardian”. Obie sieci należą do  jednej z najbogatszych rodzin w Niemczech.

– Sektor bankowy i rynek finansowy i funkcjonująca nad nim czapa w postaci międzynarodowych organizacji finansowych z bankiem światowym czy EBOR, których Polska jest członkiem stanowi narzędzie do realizacji interesu wielkich tego świata, bogatych państw – powiedział dr Marian Szołucha, ekonomista.

Pieniądze z Banku Światowego i EBOR-u miały zapewnić mieszkańcom Europy Wschodniej tanią żywność, tworzyć nowe miejsca pracy i otwierać nowe rynki zbytu dla lokalnych producentów.

– To jest coś niewiarygodnego, to jest tak, jakbyśmy przeznaczyli nagle 100 mln dolarów żeby wykończyć mleczarstwo ukraińskie albo czeskie i dotować jakąś firmę, która zajmuje się przetwórstwem mlecznym w Czechach i na Ukrainie – powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Decyzja ta jest o tyle kontrowersyjna, że w wielu krajach sieci te oskarżane są o utrudnianie działalności związków zawodowych, łamanie praw pracowniczych, zatrudnianie na tzw. umowach śmieciowych czy w końcu płacenie zbyt niskich podatków. Dlatego doniesienia o całej sprawie oburzyły związki zawodowe.

– Skandal polega na tym, że rząd polski wiedząc o słabościach polskiego budżetu patrzy na to od ładnych paru lat i wszystko wskazuje na to, że nie zamierza nic robić – powiedział Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

W Polsce pracownicy Lidla kilkakrotnie protestowali. Co więcej, jak się okazuje, Lidl w Polsce niekoniecznie jest najtańszym supermarketem. Pokazały to badania z 2014 r.

Z jednej strony gigantyczne tanie kredyty z międzynarodowych instytucji finansowych, z drugiej korzystanie z szerokiego wachlarza ulg podatkowych. Nic dziwnego, że polskie firmy handlowe nie są w stanie konkurować z zagranicznymi sieciami.

– Mamy do czynienia z nadużyciem, ze złamaniem reguł konkurencji. Żeby to naprawić jest projekt PiS-u dotyczący wprowadzenia podatku obrotowego. To pozwoli na to, żeby konkurencja była rzeczywistym faktem a nie tylko pustą tezą – powiedział Mariusz Błaszczak, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS.

PiS wyliczył, że podatek obrotowy dla sklepów wielkopowierzchiowych da do budżetu 3 mld zł przychodów rocznie.

– Podatek obrotowy to jedna z propozycji. Myślę o czymś w rodzaju podatku od powierzchni. Coś w rodzaju podatku od nieruchomości. Mierzyłoby się go od wielkości powierzchni wielkopowierzchniowych sklepów – powiedział prof. Jerzy Żyżyński (PiS).

Wielkie sieci handlowe płacą podatki, ale w porównaniu z zyskami są one niewielkie.  Takiego komfortu nie mają mali przedsiębiorcy.

Oni szukają wszelkich rozwiązań, aby maksymalnie obniżyć swoje koszty działalności – stwierdził Józef Leśniak, przedsiębiorca z Rzeszowa.

Podatek obrotowy od pełnego przychodu ze sprzedanych dóbr funkcjonował już w Polsce do 1993 roku, potem zastąpił go VAT.

 

TV Trwam News

drukuj