[Jestem w Kościele] Misterium, nie spektakl. Liturgiczna lekcja Papieża Leona
Nie minęły nawet dwa tygodnie pontyfikatu Papieża Leona XIV, a już z jego ust usłyszeliśmy niezwykle budującą refleksję na temat liturgii. Ojciec Święty podczas Jubileuszu Kościołów Wschodnich podkreślił, że musimy uczyć się od chrześcijańskiego Wschodu prymatu Boga i poczucia tajemnicy w liturgii. Cieszy, że Leon XIV celnie diagnozuje bolączki współczesnej liturgii i oby poszły za tym konkretne działania.
„Jak bardzo potrzebujemy odzyskać poczucie misterium, tak żywe w waszych liturgiach, które angażują całą istotę człowieka, wyśpiewują piękno zbawienia i wzbudzają zdumienie nad wielkością Boga, która ogarnia ludzką małość! Jak ważne jest, byśmy, także na Zachodzie chrześcijańskim, na nowo odkryli sens prymatu Boga, wartość mistagogii, nieustannego wstawiennictwa, pokuty, postu, płaczu za grzechy własne i całej ludzkości (penthos), tak typowych dla duchowości wschodnich!” – usłyszeli katolicy obrządków wschodnich, a wraz z nimi cały Kościół powszechny.
Jednak poczucia misterium i prymatu Boga, o którym mówi Ojciec Święty, możemy uczyć się nie tylko od naszych braci w wierze ze Wschodu. Nie trzeba sięgać daleko, a mam na myśli oczywiście bogactwo związane z tradycyjnym rytem rzymskim. Miejmy nadzieję, że Leon XIV cofnie szkodliwe i krzywdzące decyzje swojego poprzednika, dezawuujące starą liturgię oraz przywiązanych do niej wiernych.
Aby głębiej zrozumieć przesłanie Ojca Świętego, warto sięgnąć do jego wystąpienia podczas synodu o nowej ewangelizacji sprzed 13 lat: „Kościół powinien oprzeć się pokusie myślenia, że może konkurować ze współczesnymi środkami masowego przekazu, zamieniając świętą liturgię w widowisko. W związku z tym Ojcowie Kościoła, tacy jak Tertulian, przypominają nam dzisiaj, że widowisko wizualne jest wymysłem epoki i że naszą misją jest zapoznanie ludzi z naturą tajemnicy jako antidotum na spektakl. Dlatego ewangelizacja we współczesnym świecie musi znaleźć odpowiednie środki, by skierować uwagę publiczności tak, by przenieść ją z widowiska na misterium”.
Pojmowanie liturgii jako spektaklu czy widowiska jest rzeczywiście jednym z największym problemów, z jakimi mierzy się dziś Kościół. Wystarczy wspomnieć, że internet obiegł ostatnio filmik z bierzmowania w jednej z polskich parafii, podczas którego pewien ks. biskup zachowywał się jak wodzirej na weselu, a nie alter Christus. Trudno o bardziej wyraźny przykład niezrozumienia, czym jest liturgia, zwłaszcza że mowa o biskupie, a więc człowieku obdarzonym szczególną odpowiedzialnością w tej materii. Możecie być Państwo znudzeni, że w moich felietonach regularnie wałkuję kwestie związane z liturgicznymi nieporozumieniami (mówiąc delikatnie), ale będę to robić nadal, bo pracy do wykonania jest co niemiara.
Tymczasem troska o piękną, godną i poprawnie rozumianą liturgię była niestety marginalnym tematem poprzedniego pontyfikatu. Owszem, uważny obserwator pamięta choćby List apostolski „Desiderio desideravi”, jednak były to tylko pojedyncze przebłyski, zwłaszcza gdy porównać to do pontyfikatu Benedykta XVI, dla którego odnowa liturgiczna była jednym z priorytetów. I choć nie można odmówić mu konkretnych zasług, to jednak przed nami wciąż wiele do zrobienia. Taktyka skupiona tylko na dobrym przykładzie, którą realizował Papież Benedykt, niestety nie wystarczy, tu trzeba czegoś więcej. Chodzi przede wszystkim o faktyczną „reformę reformy”. Współczesny kryzys wiary jest bowiem ściśle związany z kryzysem liturgii.
Czy zatem Papież zorganizuje nam podczas tego pontyfikatu „liturgiczne korepetycje”? Czy będzie tym, kto doprowadzi do rzeczywistej odnowy liturgii? Daj Boże, żeby nie zabrakło mu do tego odwagi, determinacji i, co równie istotne, mądrych doradców i lojalnych współpracowników.
Wojciech Grzywacz



