fot. https://pixabay.com/

[Jestem w Kościele] Między prawdą a miłością, czyli o złotym, Chrystusowym środku

Chrystus przyjął jawnogrzesznicę, nie jej grzech. A my? Utarło się powiedzenie, że Sobór Watykański II otworzył Kościół na świat. Mniej więcej od tamtego momentu dialog stawał się coraz bardziej priorytetowym działaniem dla części środowisk katolickich. Dialog ekumeniczny, dialog międzyreligijny, dialog z niewierzącymi i tak dalej, i tak dalej. W dialogu samym w sobie nie ma oczywiście nic złego, jednak problem pojawia się, gdy staje się on celem samym w sobie, odzierając miłość bliźniego z jej integralnego elementu – prawdy.

Przyczynkiem do napisania tego felietonu i przykładem takiego fałszywego myślenia był jeden z odcinków podcastu „Matka i ojciec” tworzonego przez Monikę Hoffman-Piszorę, autorkę popularnego na Instagramie profilu „Monika i dzieciaki cudaki” oraz o. Tomasza Maniurę, duszpasterza młodzieży i organizatora Festiwalu Życia w Kokotku. Gościem tego odcinka była gwiazda porno. I nie, nie była to aktorka, która przeżyła nawrócenie, tylko kobieta dumna i szczęśliwa ze swojej „profesji”. Największy problem tkwi jednak w tym, że w myśl ideologii bezwarunkowej akceptacji, inkluzywizmu i dialogizmu, film ten de facto pozostawił widza z pozytywną wizją takiego sposobu na życie i samej pornografii. Dlatego po fali krytyki odcinek został usunięty, a do władz kościelnych trafiło na niego wiele skarg.

O ile Monika Hoffman-Piszora od początku odżegnywała się od katolickiego profilu swojego podcastu i nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii omawianego odcinka, o tyle o. Tomasz Maniura jako kapłan siłą rzeczy był tam reprezentantem Chrystusa i Kościoła. Stąd zwłaszcza w jego stronę kierowano zarzuty o brak dania świadectwa prawdzie. Przecież w dialogu nie chodzi o to, żeby było miło i żeby nie daj Boże nikogo nie urazić, ale o uczciwą intelektualnie wymianę przekonań. Dlaczego zatem zabrakło „katolickiej” kontry? I nie chodzi wcale o nawracanie. Czy naprawdę nie da się z szacunkiem i miłością dzielić swoją wiarą? Niestety dziś dominuje przekonanie, że jako katolicy musimy siedzieć cichutko i uśmiechać się, bo inaczej nazwą nas moralizatorami i faryzeuszami.

Abstrahując jednak od kwestii moralnych, zabrakło także jakiegokolwiek ostrzeżenia i przedstawienia negatywnych konsekwencji pornografii choćby z punktu widzenia psychologii. A przecież szkodliwość tego rodzaju filmów jest dziś bezdyskusyjna i poparta mnóstwem badań naukowych. W zamian była luźna atmosfera, rozmowa jak o każdym innym zawodzie, no i oczywiście… krytyka Kościoła.

Teraz mały eksperyment myślowy. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby do wspomnianego podcastu zaprosić np. mężczyznę, który bije żonę i dzieci? Wprawdzie to byłoby również spotkanie różnych światów zgodne z duchem inkluzywizmu, który zdaje się prezentować prowadząca. Czy wówczas Monika Hoffman-Piszora napisałaby: „Wiecie, ja sobie nie zdawałam sprawy z tego jak (…) zwykła ciekawość Darka (imię przykładowe) i jego wyborów życiowych związanych z biciem własnej rodziny może budzić w ludziach odrazę i strach, że teraz wszyscy pójdą w przemoc domową. Fascynujące”? To parafraza słów, którymi broniła ona odcinka z udziałem gwiazdy porno.

W innym miejscu prowadząca podcastu napisała, że świętość to nie idealność. Owszem, natomiast świętość to też zdolność stanięcia w prawdzie i porzucenia swoich grzechów. Ewangelia bez wezwania do nawrócenia jest tak samo fałszywa, jak bez miłości wobec każdego, nawet największego grzesznika. Jestem przekonany, że możliwy jest taki dialog, w którym nie ma zarówno przemilczania bądź relatywizowania Ewangelii, jak i poczucia wyższości i potępiania człowieka. Właśnie taki był Chrystus, w którego działaniu nie było sprzeczności między miłością i prawdą. W dobie nasilającej się polaryzacji różnych sfer życia niestety coraz trudniej o taki złoty, Chrystusowy środek.

Wojciech Grzywacz

drukuj