fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Liturgiczna lekcja Leona XIV

Leon XIV w stanowczych słowach przypomniał ostatnio, że szacunek do liturgii wymaga poszanowania tekstów i norm liturgicznych, gdyż chodzi tu o pokorę wobec Boga oraz wierność Kościołowi. W katechezie poświęconej soborowej konstytucji Sacrosanctum concilium Papież przestrzegł też przed dezorientowaniem wiernych i zaznaczył, że nikomu nie wolno na własną rękę niczego dodawać, usuwać ani zmieniać w liturgii. Tylko czy ci, którzy lepiej od Kościoła wiedzą, jak sprawować Mszę, wreszcie posłuchają Ojca Świętego?

Również poprzednicy Leona XIV wielokrotnie apelowali o należyty szacunek do liturgii. Św. Jan Paweł II, który przecież sam sprawował Mszę niezwykle nabożnie, pisał w encyklice Ecclesia de Eucharistia, że wierność normom liturgicznym jest dyskretnym, lecz wymownym wyrazem miłości do Kościoła. Z kolei Benedykt XVI, który chyba poświęcił liturgii najwięcej uwagi spośród ostatnich Papieży, jest autorem jednej z najgłębszych, a jednocześnie najprostszych myśli w tej kwestii: „Najlepszą katechezą o Eucharystii jest sama Eucharystia dobrze celebrowana”.

Niestety mimo tych apeli ze strony kolejnych Papieży lekceważenie ars celebrandi to wciąż palący problem. Ostatnio w sieci rozgorzała dyskusja na temat godnego ubioru wiernych podczas Mszy Świętej. Choć przypominanie o tym jest oczywiście bardzo ważne, a jego potrzebę widać szczególnie obecnie, to niekiedy sami kapłani wcale nie dają dobrego przykładu swoim ubiorem liturgicznym i sposobem celebracji, jednocześnie czyniąc tego rodzaju uwagi świeckim. Ciśnie się tu na usta biblijny fragment o belce i drzazdze. Tymczasem właśnie podejście celebransa do liturgii ma ogromne znaczenie i jak pisał Sługa Boży ks. abp Fulton Sheen, jest swoistym probierzem kapłaństwa.

Dlatego przede wszystkim trzeba nieustannie wracać do prawidłowego rozumienia, czym jest Msza. Jeśli na przykład odziera się ją z wymiaru ofiarniczego i sprowadza wyłącznie do uczty, wówczas naturalnie tworzą się warunki do upodabniania liturgii do zwykłego spotkania towarzyskiego. To właśnie zatracenie orientacji wertykalnej na rzecz horyzontalnej zdaje się być źródłem wielu, a może nawet większości obecnych nadużyć. Tak więc warto, abyśmy wszyscy na poważnie potraktowali wezwanie Ojca Świętego, choćby ze względu na rolę liturgii w ewangelizacji, o której także mówił Leon XIV. „Dziś trzeba odnowić tę energię w ciągłości z autentyczną i żywą tradycją katolicką” – podkreślił Papież. Warto jednak postawić pytanie, czy kolejne apele, jakkolwiek piękne, mądre i potrzebne, same wystarczą do odnowy liturgicznej?

Jak bumerang wraca tu koncepcja „reformy reformy”, której architektem był Benedykt XVI, a którą wciąż promuje chociażby ks. kard. Robert Sarah. Choć niemiecki Papież podczas swojego pontyfikatu nie dokonał żadnej instytucjonalnej reformy liturgicznej, to jednak za sprawą swoich celebracji dał przykład, w jakim kierunku mogłaby ona zmierzać: powrót do ad orientem jako właściwego, tradycyjnego kierunku modlitwy liturgicznej (a gdy to niemożliwe – centralne ustawienie krzyża jako „duchowego wschodu”), dowartościowanie łaciny i chorału gregoriańskiego, większy nacisk na ciszę, udzielanie Komunii klęczącym wiernym do ust i ograniczenie kreatywności celebransa. Warto tu podkreślić, że nie chodzi o żadne zerwanie z soborem, lecz wręcz przeciwnie – o wierniejsze jego odczytanie. Dlatego wydaje się, że odnowa liturgiczna, oparta przede wszystkim o wskazania ojców soborowych, jak i wkład Benedykta XVI, jest rzeczywiście jednym z najpilniejszych zadań, bo jak stwierdził ks. kard. Sarah, od tego zależy przyszłość Kościoła.

Wojciech Grzywacz

drukuj