fot. PAP/EPA

Gruzini domagają się zmiany ordynacji wyborczej

Policja użyła armatek wodnych, aby rozproszyć protestujących przed parlamentem w stolicy Gruzji, Tbilisi. W manifestacji wzięli udział zwolennicy zmiany ordynacji wyborczej i przedterminowych wyborów. Kilka osób zostało zatrzymanych.

 

14 listopada parlament odrzucił zmianę ordynacji wyborczej, która była jednym z postulatów uczestników letnich protestów. Reforma systemu wyborczego ma nastąpić w 2024 roku. Opozycja żąda jednak, by wprowadzić ją wcześniej. Mówi, że obecny system wyborczy faworyzuje partię rządzącą Gruzińskie Marzenie. Partia ta ma 77 proc. mandatów w parlamencie po zdobyciu blisko 49 proc. głosów w wyborach w 2016 r.

Każdy w tym kraju rozumie, że Iwaniszwili musi odejść, a on odejdzie. Właśnie teraz to od niego zależy, czy będzie to dzisiaj, czy jutro, ale nadszedł koniec jego rządu. Nadszedł czas na zmianę reżimu i musimy uczynić to w sposób jak najbardziej pokojowy – powiedziała Tina Bokuchava z Zjednoczonego Ruchu Narodowego.

Po tym jak posłowie odrzucili projekt ustawy o zniesieniu mieszanej ordynacji wyborczej i wprowadzeniu zasady proporcjonalności w następnych wyborach, czyli w październiku przyszłego roku, w Gruzji rozpoczęły się kolejne protesty.

– Protestuję przeciwko kłamstwom, niesprawiedliwości i chcę uczciwych wyborów, aby nasz głos miał sens, aby mój głos został wysłuchany, a partia, za którą głosuję, była reprezentowana w parlamencie – mówiła Nana Bakradze, mieszkanka Tbilisi.

Demonstranci zablokowali wejścia do parlamentu, ale szybko zostali rozporoszeni przez policję, która użyła armatek wodnych.

– Po raz kolejny policja otrzymała głupi, nielegalny, absurdalny rozkaz użycia siły, usunięcia pokojowych demonstrantów z bramy i  z chodników wokół bramy parlamentu. Wygląda na to, że setki policjantów używa się do tych nielegalnych i głupich celów. Jest to symbol obecnego reżimu, że ci ludzie zamiast wykonywać swoją pracę polegającą na ochronie naszych obywateli, są wykorzystywani do tworzenia pociechy dla klaunów oligarchii – oznajmił Giga Bokeria z Europejskiej Gruzji.

– Można odnieść wrażenie, że strona rządowa podczas tego sporu początkowo zbagatelizowała problem. Natomiast później już nie wiedziała jak to wszystko rozwiązać. Owszem były tam osoby zatrzymane, było wiele osób poszkodowanych, udzielano im oczywiście pomocy, natomiast skala protestów wystraszyła chyba tak naprawdę wystraszyła stronę rządzącą – stwierdził dr Marcin Chmielowski, politolog.

Ekspert zwrócił uwagę, że wartość nabywcza pieniądza w Gruzji spada. Państwo nie potrafi poradzić sobie z bezrobociem. Dodatkowo obiecywano wsparcie kredytobiorcom. Tymczasem jakość życia obywateli jest na co raz gorszym poziomie.

– To wszystko powoduje, że nastroje społeczne były bardzo wygórowane. Tymczasem niewiele się zmienia i tutaj jak gdyby zarzewiem jest kwestia ordynacji wyborczej, natomiast w praktyce chodzi o niezmienianie się jakości życia, wręcz obniżanie się standardu życia – podsumował polotolog.

Stany Zjednoczone i Unia Europejska wezwały gruziński rząd, partie polityczne i społeczeństwo do dialogu.

 

TV Trwam News/JG

drukuj