fot. sxc.hu

Ewa Kopacz forsuje ustawę o in vitro

Prawdopodobnie na początku kwietnia posłowie rozpatrzą rządowy projekt ustawy o in vitro. W dokumencie zapisano, że metoda nie może uderzać w godność człowieka. Etycy pytają jednak, jaki związek z godnością mają laboratoryjne prace na szkle prowadzone na zarodkach.

Premier Ewa Kopacz chce jak najszybciej przepchnąć ustawę o sztucznym zapłodnieniu in vitro. Jak zapowiedziała szefowa rządu, już na najbliższym posiedzeniu Sejmu mogą rozpocząć się nad nią prace.

Prezes Rady ministrów zapewnia, że jej partyjni koledzy nie będą mieli skrępowanych sumień podczas głosowania.

 – Na pewno będziemy na klubie rozmawiać. Wszystkie argumenty mówiące o tym, że wprowadzenie prawa jest zdecydowanie lepszą formą niż utrzymanie status quo, czyli bezprawia – zapowiedziała Ewa Kopacz.

Na te zapewnienia Premier odpowiada poseł Tomasz Latos z Prawa i Sprawiedliwości.

– Wydaje się, że to jest rzecz naturalna i zrozumiała, że każdy poseł powinien wręcz móc głosować w zgodzie z własnym sumieniem. Mam nadzieję, że to nie są tylko czcze obietnice, tylko rzeczywiście każdy będzie mógł z własnym sumieniem głosować – mówi poseł Latos.

Co do tego, jak zagłosują posłowie rządzącej koalicji, nawet ci rzekomo konserwatywni, można mieć wiele wątpliwości. Pokazuje to chociażby głosowanie w sprawie konwencji Rady Europy przemycającej ideologię gender. W Art. 4. ustawy o in vitro czytamy, że leczenie niepłodności jest prowadzone z poszanowaniem godności człowieka, praw do życia prywatnego i rodzinnego, ze szczególnym uwzględnieniem prawnej ochrony życia, zdrowia, dobra i praw dziecka.

Jednak jak przekonuje ks. prof. Dariusz Oko metoda in vitro z godnością człowieka nie ma nic wspólnego.

– Taka forma powstawania życia ludzkiego nie odpowiada jego godności. Człowiek ma prawo począć się w warunkach naturalnych, warunkiem miłości, a nie na drodze niesamowitych manipulacji technicznych. Po drugie, ta metoda wiąże się z ukrytą aborcją – podkreśla ks. prof. Dariusz Oko.

Wszystko przez to, że nowy projekt ustawy pozwoli niszczyć zarodki. To prowadzi do tzw. aborcji eugenicznej – mówi doktor nauk medycznych Aleksandra Kicińska.

– Jesteśmy świadkami, kiedy życie ludzkie na tym najwcześniejszym etapie swojego rozwoju. Na etapie zarodkowym – embrionalnym jest niszczone, po to, aby powstało inne życie. Więc w in-vitro są tworzone dzieci kosztem swojego rodzeństwa – zaznacza konsultant naprotechnologii.

O tych niegodnych praktykach pisał w encyklice Evangelium Vitae ówczesny Papież a obecnie święty Kościoła – Jan Paweł II. Jak czytamy w dokumencie, stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń. Dotyczy to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Słowa Jana Pawła II potwierdzają statystyki. Skuteczność metody in vitro sięga od 5 do 25 procent w zależności od wieku kobiety. Metoda polega na wyborze  plemnika do zapłodnienia. Następnie pracownicy laboratorium selekcjonują zarodki. Na szkle wybierane są jedynie dwa z sześciu lub ośmiu. Proces ten w żaden sposób nie leczy pacjentów. Nie ma, więc wątpliwości, że ustawa o in-vitro przemycana pod zgubną nazwą leczenia niepłodności to kłamstwo.

Profesor Bogdan Chazan zaznacza, że in vitro to nie metoda wyleczenia choroby, ale łatwiejszy sposób jej obejścia.

 – Jest to metoda przy pomocy, której para może urodzić dziecko. Ale tak, jak kobieta była niepłodna, miała chorobę, która była powodem niepłodności – tak w dalszym ciągu jest. Nie jest to metoda przyczynowego leczenia choroby, a metoda obejścia choroby, która jest powodem niepłodności – mówi profesor Bogdan Chazan, który za obronę ludzkiego życia został zwolniony ze szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie.

Dodatkowo rząd nie promuje innych metod, które rzeczywiście z bezpłodnością walczą. Gabinet premier Ewy Kopacz nie dał ani złotówki na naprotechnologię, której skuteczność sięga pięćdziesięciu procent.

Dr Maciej Bartenczewicz z przychodni Macierzyństwo i życie w Lublinie mówi, że naprotechnologia skupia się na pacjencie, chce mu naprawdę pomóc.

 – Naprotechnologii fundamentalnym założeniem jest współpraca z pacjentem. W centrum naszej działalności stoi pacjent. Natomiast dookoła niego jest lekarz, psycholog, dietetyk, jest cały zespół ludzi, którzy mają w najlepszy sposób dotrzeć do sedna problemu, rozpoznać go i w sposób przyczynowy później leczyć – zapewnia dr Bartenczewicz

Powstaje, więc pytanie, dlaczego metody znacznie skuteczniejsze pozostają na uboczu, a promowane jest sztuczne zapłodnienie. Jak mówi dr Artur Mamcarz-Plisiecki, który, na co dzień bada kulturowe oddziaływanie mediów, Ewa Kopacz chce zaspokoić potrzeby środowiska lewicowego.

– Pani Ewa Kopacz kupuje sobie przychylność mediów, za którymi stoją przecież środowiska lewicowo-liberalne. Ona wysyła sygnał, nie krytykujcie naszego rządu, a w zamian my wprowadzamy liberalne ustawodawstwo – twierdzi wykładowca KUL i WSKSiM.

Czy ustawa o rzekomym leczeniu niepłodności rzeczywiście wejdzie w życie, przekonamy się niebawem.

 

 

TV Trwam News

drukuj