fot. PAP/Mirosław Trembecki

Dziś inaczej czekamy na Jezusa

„Obecnie czas oczekiwania na przyjście Jezusa został ogołocony. Jest w nim wiele krzyku, bieganiny. Nasi przodkowie przeznaczali go na duchowe przygotowanie” – mówi Aldona Plucińska, etnograf. Ten czas pojmowali jako wielkie wydarzenie. Skupiali się na tym, by się wyciszyć. Robili wszystko, żeby przywitać Nowonarodzonego czystym sercem i z radością.

Czas oczekiwania zaznaczano w przestrzeni publicznej, jakimi są: parafia, rodzina, dom. Ludzie tłumnie uczestniczyli w roratach. Wędrowali do świątyń wiele kilometrów, niekiedy w zaspach, rodzice zabierali ze sobą maleńkie dzieci, szkoły publiczne wysłały całe klasy. Idąc na roraty, ludzie oświetlali przestrzeń świecą nazywaną roratką. Był to jeden z rekwizytów polskiego Adwentu tak, jak świeca jest rekwizytem każdego człowieka od jego narodzin po ostatnie tchnienie.

Podczas Adwentu nie spieszono się, nie sprzątano domów przez całe cztery tygodnie. Czas oczekiwania na narodzenie Jezusa charakteryzował się ciszą, radością z przyjścia nowego życia. Śpiewano wówczas wyłącznie pieśni adwentowe. W niektórych regionach „otrąbywano adwent” na ligawkach. Organizowano nawet konkursy na nutę adwentową.

Nasi przodkowie starali się wyciszyć, m.in. poprzez kolorystykę i strojenie wnętrz.

– Używano ciemnych kolorów, ponieważ ciemne barwy mówią o pokorze. Czarny kolor, uważany współcześnie za modę, rozumiano jako kod kulturowy. W staropolskiej tradycji nie było gadżetów. Inaczej strojono wnętrze świątyń. Nie było tam wieńców adwentowych, wisiały one jedynie na drzwiach kościoła. Używano też wybranych tkanin. W tej chwili są to często sztuczne materiały, kiedyś były to wełna albo len, które symbolizują życie – wyjaśnia Aldona Plucińska.

W Adwencie społeczność zbierała się, a celem było budowanie więzi. W tym czasie przygotowywano ozdoby choinkowe z materiałów, które daje natura, czyli na przykład z grochu, ze słomy, rzadziej z ciasta piernikowego. Wykonywano takie figury jak: słońce, księżyc, serce, choinka, czyli formy przekazujące konkretną treść. Było to ważne w sensie wsi, gminy, ale przede wszystkim rodziny. Te spotkania miały swoją nazwę, a oprócz wyciszania i oczekiwania miały także inny cel.

Uważano, że społeczność wiejska stanowi rodzinę. Te spotkania nazywano wieczornicami, a potem to się przełoży na święte wieczory, bo wtedy nie wykonywano pracy, oczekiwano, tak jak rodzina spodziewająca się potomka czeka w ciszy i spokoju, godnie. Towarzyszy temu pewien niepokój, ale w ciszy. Wszyscy razem modlą się do Pana i Stwórcy, żeby nowy potomek urodził się zdrowy. Tak samo podczas świętych wieczorów wszyscy się zbierali i budowali wspólnotę. To jest istotne. W tych spotkaniach uczestniczyli  i młodzi, i starzy. Czynności wykonywano w ciszy i spokoju. Nie było huku, wrzasku, krzyku. Ten czas był przeznaczany na budowanie wspólnoty. Ale był to też zaczątek do kojarzenia par, ponieważ później – w czasie karnawału – wstępowano w związki małżeńskie – mówi Aldona Plucińska.

Spożywanie pokarmów w Adwencie miało charakter obrzędowy. Polska słynęła z pokuty. Ludzie zachowywali post jakościowy i ilościowy, a nawet abstynencję małżeńską.

Szczególne znaczenie miały czynności wykonywane przez gospodynie. W tym czasie piekły one pierniki. Zaczyn na ten wypiek był istotny. Było to ciasto obrzędowe, a jego wypiekanie pojmowano w kategoriach świętości. Nie chodziło o ilość, ale o dar. Kiedy piekarzowi rodziła się córka zaczyniał ciasto piernikowe i dopiero po kilkunastu latach – kiedy córka wychodziła za mąż – piekł piernik. Ten zaczyn to był dar, który ojciec przekazywał córce w posagu. Piernik był jak bochen chleba, przy którym jednoczy się rodzina. Polskie pierniki (m.in. toruńskie i gdańskie) słynęły w świecie. Były cenniejsze od niemieckich i norymberskich.

W czas oczekiwania na narodzenie Bożej Dzieciny wpisuje się także dzień św. Mikołaja. Nie były to mikołajki, ale był to dzień poświęcony osobie świętego. Dzieci otrzymywały: krzyżyki, medaliki i rózgi, które były symbolem życia i siły. Chodziło o obdarowywanie sią radością i miłością, a najważniejsze było oczekiwanie na Syna Bożego. To jest dziedzictwo kulturowe, jakie przekazali nam nasi przodkowie – stwierdza Aldona Plucińska.

– To nie jest masa spadkowa, którą nam przekazano. My się z tą tradycja musimy zmierzyć. Mierzenie się z tą tradycją to jest niesamowita praca i niesamowity trud. Jeżeli nie będziemy kultywować czasu oczekiwania takim, jakim on był – w ciszy, radości, spokoju, w okazywaniu pracy w postaci daru (chociażby pomocy), niezaprzątaniu sobie głowy bieganiem z koszem po wielkich hiper i supermarketach, po rynkach – to stracimy. Raz podarowana sekunda Adwentu już nie wróci i możemy minąć się z oczekiwaniem na Syna Bożego. Nawet nie zauważymy kiedy pamiątka narodzin Dzieciątka nam umknie. Boże Narodzenie będzie wtedy smutne, bez żadnego przeżycia – stwierdza Aldona Plucińska.

24 grudnia jest dniem szczególnym. Jest przejściem z Adwentu do Bożego Narodzenia, jest radością i szczęściem. Czas od 25 grudnia do uroczystości Trzech Króli nasi przodkowie nazywali godami. W tym czasie odbywały się wesela. Natomiast od Trzech Króli rozpoczynały się zapusty (dziś nazywane karnawałem). W tym czasie narzeczeni wstępowali w związki małżeńskie.

 RIRM

drukuj