We Francji trwa batalia o życie Vincenta Lamberta

W poniedziałek wieczorem sąd apelacyjny w Paryżu zdecydował, że Vincent Lambert nie zostanie poddany eutanazji. Kilka godzin wcześniej na odłączenie mężczyzny zgodził się Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Francuz miał umrzeć w tym tygodniu. Lekarze mają powrócić do odżywiania i pojenia Vincenta Lamberta aż do momentu, gdy decyzję podejmie komisja Organizacji Narodów Zjednoczonych. Batalia o życie Francuza trwa.

Sąd apelacyjny w Paryżu ogłosił w poniedziałek wieczorem wyrok nakazujący lekarzom wznowienie odżywiania i pojenia Vincenta Lamberta. 42-letni Francuz od 11 lat przebywa w stanie minimalnej świadomości. Wiadomość nadeszła w trakcie wielkiej manifestacji w obronie jego życia.

– To, że Francuzi wyszli na ulice i zaczęli protestować w obronie Vincenta – to jest naturalny ludzki odruch, który się rodzi, kiedy widzimy niesprawiedliwość. Głębokie współczucie i sprzeciw wobec jawnej niesprawiedliwości – mówił Marcin Nowak z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Wcześniej Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu orzekł, by 20 maja odłączono Vincenta od sondy dostarczającej mu pożywienie oraz wodę. Rozpoczęto także tzw. procedurę sedacji, która miała zminimalizować jego świadomość w trakcie śmierci głodowej.

– Tragedią jest to, że Rada Państwa Republiki Francuskiej wprowadziła takie prawo, które pozwala zadawać ból. Chodzi o to, że można takiego człowieka odłączyć od aparatury podtrzymującej życie, tłumacząc, że będą podawane jakieś środki, które uśmierzą ból. Tak naprawdę jest to wprost prowadzenie do agonii człowieka, do śmierci – zaznaczył socjolog dr Jakub Koper.

Rodzice Lamberta przekonują, że jest świadomy.

– Vincent czuje wszystko. Płakał, gdy poinformowaliśmy go o decyzji lekarzy – mówią, od początku sprzeciwiając się eutanazji syna.

Vincent jest sparaliżowany od 2008 roku po wypadku na motocyklu. Trwa w stanie minimalnej świadomości, jednak nie jest podłączony do respiratora ani innych urządzeń utrzymujących go przy życiu.

– Chodzi o zachowanie ludzkiego życia. Vincent jest niepełnosprawny, ale nie jest w stanie wegetatywnym. Jego oczy się poruszają, jego oczy płaczą, czuje emocje. Na pewno jest niepełnosprawny, ale żyje, a on ma uczucia – zaznaczyła jego kuzynka Helena, która angażuje się w batalię o życie członka rodziny.

Za eutanazją opowiada się natomiast jego żona Rachela, twierdząc, że wobec mężczyzny stosowana jest uporczywa terapia.

– W tej chwili pojawia się tendencja w krajach zachodnich do bardzo instrumentalnego traktowania ludzkiego życia. Jest podejmowanych wiele decyzji o odłączeniu osób w stanie śpiączki. Wiemy, że odbywa się handel organami, są potrzebne organy, więc są takie naciski – powiedziała Magdalena Trojanowska, prezes wrocławskiego Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci.

Niestety w zlaicyzowanym francuskim społeczeństwie jest wielu zwolenników zabijania chorych i niepełnosprawnych ludzi. Takie wypowiedzi można usłyszeć na ulicach Paryża: „Stawiam się na miejscu jego rodziców. To musi być dla nich trudne, ale dla mnie słowa jego żony muszą być najważniejsze. Myślę, że dzisiaj, po 10 latach, zabiegi medyczne stały się nadmierne”.

Tej opinii sprzeciwiło się m.in. 77-francuskich lekarzy specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniem mózgu. Medycy przypominają, że Lambert samodzielnie oddycha i nie jest podłączony do respiratora ani do żadnej innej maszyny podtrzymującej życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Jedyne co otrzymuje to pożywienie za pomocą sondy żołądkowej i płyny w kroplówkach. Te zabiegi z punktu widzenia klinicznego i etycznego nie mogą być uznane za uporczywą terapię.

TV Trwam News/RIRM

drukuj