fot. youtube.com

W. Gadowski: W MSZ do dziś rządzą klany rodzinne aparatczyków PZPR-owskich oraz klany zakładane przez generałów bezpieki wojskowej i cywilnej

W 1945 r., kiedy Sowieci zaczęli rządzić w Polsce, całe MSZ obsadzili przybysze zza naszej wschodniej granicy. (…) W 1968 r. trochę nastąpiło przemieszanie i do głosów w MSZ doszły klany rodzinne aparatczyków PZPR-owskich oraz klany zakładane przez generałów bezpieki wojskowej i cywilnej. I te klany – ich dzieci i wnuki – rządzą do dziś – mówił w swoim „Komentarzu tygodnia” red. Witold Gadowski.

Dziennikarz zwrócił uwagę, iż od 1945 r. całe Ministerstwo Spraw Zagranicznych przejęli przybysze zza wschodniej granicy Polski, którzy reprezentowali związek Sowiecki i ich „klany rodzinne” rządzą do dziś.

– W 1945 r. kiedy Sowieci zaczęli rządzić w Polsce całe MSZ obsadzili przybysze zza naszej wschodniej granicy reprezentujący związek Sowiecki, ale na etatach Polaków, przeważnie narodowości litwacko-żydowskich. Tak to trwało do 1968 r. Istny monopol przybyszów ze Wschodu. W 1968 r. trochę nastąpiło przemieszania i do głosów w MSZ doszły klany rodzinne aparatczyków PZPR-owskich oraz klany zakładane przez generałów bezpieki wojskowej i cywilnej. I te klany – ich dzieci i wnuki – rządzą do dziś – zaznaczył Witold Gadowski.

Publicysta odniósł się do najbardziej strzeżonej tajemnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o której się w ogóle nie mówi.

– Na etatach przy różnych organizacjach międzynarodowych – czy to Unii Europejskiej, czy ONZ, czy NATO, czy kilku innych – pracuje ponad 700 przedstawicieli Polski. Polska co roku płaci bardzo duże składki do budżetu tych organizacji, to w sumie jest ponad kilkaset milionów dolarów. Tak więc nie jest tak, że ci ludzie są wybitni i zostali wybrani, tylko to Polska ich delegowała. A właściwie delegowało ich państwo Geremko-MSZ. 700 komuchów, 700 ludzi nienawidzących dzisiejszej Polski niemalże dożywotnio piastuje bardzo lukratywne funkcje przy różnych organizacjach międzynarodowych. Zarabiają po kilkanaście tysięcy dolarów. Są objęci przywilejami wynikającymi z dyplomatycznej Konwencji Wiedeńskiej. Po pięciu latach nabierają uprawnień emerytalnych i nic się nie zmienia. Kolejni ministrowie przychodząc są o tym nie informowani, a jeżeli zaczynają pytać o ten zestaw kadrowy najbardziej zakonspirowanych w MSZ, to wtedy proponuje się – znam kilku takich ministrów, którym to zaproponowano i którzy z tego skorzystali   –  im wysłanie kilku znajomych na takie lukratywne posadki – akcentował redaktor.

– Zamiast wysłać tam polskich patriotów, fachowców, ludzi przynajmniej przychylnych Polsce – wysyła się takich łajdaków. I oni szkodzą Polsce jak mogą. Wszędzie tam, gdzie nam się powinie noga, następuje zbiorowy rechot tych 700 cwaniaczków. Wszędzie tam, gdzie mogą Polsce zaszkodzić – szkodzą. Wszędzie gdzie mogą zaszkodzić polskiemu rządowi, jego interesom – szkodzą – dodał.

Witold Gadowski nawiązał do ustawy 447, która – jak podkreśla – jest powiązana z „zawartą w 2009 r. Deklaracją Terezińską, którą podpisał rząd Donalda Tuska.

– Ta ustawa jest realizacją zawartą w 2009 r. Deklaracji Terezińskiej, którą podpisał rząd Donalda Tuska i Donald Tusk osobiście. Na spotkaniu z Kalmanem Sułtanikiem, wiceprzewodniczącym światowego kongresu Żydów, Donald Tusk wyraźnie deklarował, że Polska uczyni wszystko, aby majątek żydowski wrócić. Dziś, według różnych szacunków, jest to kwota sięgająca 300 mld dolarów – podkreślił.

W dalszej części „Komentarza tygodnia” dziennikarz odniósł się do tego, iż niepokojące jest, że do dziś w Polsce nie uchwalono ustawy reprywatyzacyjnej.

– Nie mamy ustawy reprywatyzacyjnej, co skutkuje tym, że wszelkie żądania będą załatwiane przez międzynarodowe trybunały i Polska nie będzie miała tam głosu, bowiem nie ma prawnych uregulowań dotyczących restytucji mienia. To takie proste i trudne do zrozumienia przez naszych polityków, a może celowo przemilczane – powiedział Witold Gadowski.

Publicysta nawiązał do wizyty Donalda Tuska w Polsce w kontekście zeznań ws. Tomasza Arabskiego i organizacji wizyty w Smoleńsku. Redaktor zaznaczył, iż Donald Tusk, tak jak jego koledzy z Platformy Obywatelskiej, przed sądem „ tracą pamięć, świadomość i zdolność rozumowania”. Podczas zeznań Donald Tusk mówił: „Nie wiem, nie pamiętam. Nie zdaję sobie sprawy”.

– Niestety, zachowało się nagranie rzecznika Donalda Tuska p. Pawła Grasia, który mówił kilka lat wcześniej, że panowie na molo rozmawiali o sprawie katyńskiej i o okolicznościach uregulowania sprawy katyńskiej. A więc wtedy p. Paweł Graś kłamał, czy Pan Donald Tusk ma tak słabą pamięć? – pytał Witold Gadowski.

RIRM

drukuj