[TYLKO U NAS] dr M. Szołucha o nowelizacji dyrektywy UE ws. praw autorskich: To rozpaczliwa próba ratowania niemieckiej dominacji finansowej, jak również politycznej

Internet zachwiał pozycją niemieckich koncernów prasowych w latach 90-tych, ale zwłaszcza na początku XXI wieku. Jest to rozpaczliwa próba ratowania ich dominacji, nie tylko finansowej zresztą, bo sprawa ta ma wymiar także polityczny. Jeśli Niemcy utrzymają tę hegemonię medialną w Europie, będą mieli możliwość narzucania swojej także politycznej, także społecznej, jak i każdej innej narracji dominującej w przekazie medialnym, a także w związku z tym w debacie publicznej – mówił w rozmowie z portalem Radia Maryja dr Marian Szołucha, ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

 W Parlamencie Europejskim procedowany jest projekt nowelizacji dyrektywy unijnej w sprawie praw autorskich. Według autorów tych przepisów ma to służyć ochronie praw autorskich twórców czy walce z piractwem. Dr Marian Szołucha zwrócił jednak uwagę na zapisy, które budzą duże kontrowersje i sprzeciw społeczny. Jednym z nich jest artykuł mówiący o opłatach od linków, czyli hiperłączy, odsyłających do różnych źródeł w internecie.

– Do tych opłat przylgnęła zresztą nazwa podatek od linków, bo będzie to coś w rodzaju podatku, tyle że wnoszonego nie do budżetu z poszczególnych państw, a do kas prywatnych zwykle dużych koncernów prasowych, których sektor w Europie jest zdominowany przez kapitał niemiecki. A więc jest to pierwsza wskazówka, która pozwala sądzić, że ten projekt jest także projektem proniemieckim – wyjaśnił rozmówca portalu Radia Maryja.

Duży pływ na kształt zapisów unijnej dyrektywy w sprawie praw autorskich mieli politycy niemieccy, co może świadczyć o tym, że Niemcy próbują zachować swoją dominację na rynku medialnym, ale również w polityce europejskiej – wskazał ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

– W KE odpowiedzialny za ten projekt był niemiecki komisarz Gunther Ettinger. W Parlamencie Europejskim pilotuje go także niemiecki europoseł z Europejskiej Partii Ludowej, koalicyjnej dla Platformy Obywatelskiej, pan Axel Voss. Niemcy zdominowali już kilkadziesiąt lat temu rynek prasowy w Europie zachodniej, po przemianach roku 1989 także w Polsce i w naszym regionie. Internet zachwiał tą pozycją niemieckich koncernów prasowych w latach 90-tych, ale zwłaszcza na początku XXI wieku. Jest to rozpaczliwa próba ratowania ich dominacji, nie tylko finansowej zresztą, bo sprawa ta ma wymiar także polityczny. Jeśli Niemcy utrzymają tę hegemonię medialną w Europie, będą mieli możliwość narzucania swojej także politycznej, także społecznej, jak i każdej innej narracji dominującej w przekazie medialnym, a także w związku z tym w debacie publicznej – tłumaczył ekspert.

Zastrzeżenia budzi również zapis o obowiązku stworzenia przez właścicieli portali, na których użytkownicy umieszczają różnego rodzaju treści, algorytmu sprawdzającego, czy treści te nie naruszają prawa autorskiego.

– Drugi ważny zapis (…) to jest artykuł mówiący o obowiązku wprowadzenia przez właścicieli portali internetowych, mediów społecznościowych i wszystkich innych platform, na których internauci są aktywni i gdzie umieszczają tworzone przez siebie memy, filmiki, linki i różne inne treści, zautomatyzowanego algorytmu, filtrującego przed ostateczną publikacją w internecie, wszystkie treści pod kątem naruszeń prawa autorskiego. Oczywiście będą to filtry zautomatyzowane, oparte na jakimś algorytmie. Nie wiadomo, kto ten algorytm będzie tworzył, na jakich zasadach będzie go udostępniał i wreszcie jak ten algorytm będzie skuteczny. Jest to coś w rodzaju cenzury prewencyjnej – ocenił dr Marian Szołucha.  

– W przypadku uchwalenia tej dyrektywy przez Parlament Europejski, Polska będzie zobligowana do wdrożenia jej w życie – zauważył rozmówca portalu Radia Maryja.

– Oczywiście kwestią do ustalenia pozostaje termin i kształt tej implementacji, ale nie uda nam się uchylić od tego, by te złe zapisy w polskim prawie się znalazły, jeśli dyrektywa zostanie przegłosowana. Niestety, takiej możliwości nie będzie. Tym bardziej dziwi fakt, że polscy europosłowie, zwłaszcza europosłowie PO i PSL, koalicjanci wobec niemieckich europosłów, którzy ten projekt przez parlament w Brukseli i Strasburgu przepychają, są bezczynni, nie biorą pod uwagę polskiego interesu, nie biorą pod uwagę interesu internautów, którymi koniec końców wszyscy albo prawie wszyscy jesteśmy. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że marazm, że brak aktywności w działaniach naszego Ministerstwa Kultury też jest co najmniej dziwny, zwłaszcza w odniesieniu do stanowiska rządu, który ten projekt określił jednoznacznie jako negatywny – mówił.

Przeciwko nowemu unijnemu projektowi w wielu miastach Polski odbyły się (i nadal trwają) protesty społeczne. Nie są one jednak tak masowe, jak w przypadku protestów przeciwko ACTA w 2012 roku, w dodatku prowadzone w ostatnim możliwym momencie – zaznaczył ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

– Uśpiono nas wszystkich, naszą czujność w ostatnich tygodniach, bo ten projekt pojawił się już w roku 2016. Wtedy ten projekt zablokowano i wydawało się, że ta blokada jest skuteczna i trwała. Natomiast w ostatnich tygodniach powrócono do niego przez europejską ścieżkę legislacyjną, prowadzony jest on w sposób bardzo szybki. Pierwsze protesty, jakie się w tej chwili pojawiają, odbywające się na ulicach, placach naszych miast, są kilka dni przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim. Jest to naprawdę ostatni dzwonek, by dać do zrozumienia naszym krajowym i europejskim decydentom, że nie zgadzamy się na tego rodzaju projekty. W 2012 roku faktycznie ACTA udało się zablokować. ACTA szło mniej więcej w tym samym kierunku – akcentował dr Marian Szołucha.

RIRM

drukuj