fot. R. Sobkowicz/Nasz Dziennik

Sąd po raz kolejny opowiedział się za homoseksualistami

Warszawski sąd orzekł, że homoseksualiści mogą kontynuować najem mieszkania po zmarłym partnerze. Eksperci alarmują, że może to być swoistego rodzaju furtka do przyznania kolejnych praw dewiantom seksualnych.

Pozew przeciwko władzom Warszawy złożył Adam K. Homoseksualista chciał aby sąd ustalił, że wstąpił on w stosunek najmu po poprzednim lokatorze.

Dowodził on, że przez 9 lat pozostawał z nim w tzw. związku partnerskim i dlatego jest osobą, która „pozostawała faktycznie we wspólnym z nim pożyciu”.

Sąd uznał, że między mężczyznami istniała aż do śmierci wieź duchowa, emocjonalna, fizyczna i gospodarcza.

Dr Hanna Wujkowska, bioetyk, nie ukrywa zdziwienia po orzeczeniu sądu. Przestrzega, przed negatywnymi skutkami jakie może pociągnąć to za sobą.

– Dziwne jest mówienie, że między tymi osobami była więź. Więź występuje między ludźmi i jest to to, o co chodzi w relacjach międzyludzkich – żeby była więź. Natomiast powoływanie się na to więź, że był to związek homoseksualny i dlatego osoba może naprawdę dziedziczyć po partnerze, to jest to bardzo niebezpieczna furtka. Będzie to prowadziło do tego, aby ustanowić prawo podobne do tego, które zostało niedawno ustanowione w Irlandii, gdzie te związki są równoprawne z małżeństwami – podkreśliła dr Hanna Wujkowska.

Trzy lata temu Sąd Najwyższy orzekł, że osoba tej samej płci, którą łączyła więź uczuciowa, fizyczna i gospodarcza z osobą mieszkającą w wynajmowanym mieszkaniu, przejmuje po jej śmierci najem mieszkania – tak samo jak żona.

Formalnie uchwała Sądu Najwyższego w danej sprawie wiąże tylko sąd, który zadał pytanie prawne. Inne sądy mogą ją brać pod uwagę. Wyrok warszawskiego sądu nie jest prawomocny.

RIRM

drukuj