fot. flickr.com

Przeciwnicy reformy edukacji zbierają podpisy ws. referendum

W całym kraju trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy edukacji, wprowadzanej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Głównym pomysłodawcą akcji jest Związek Nauczycielstwa Polskiego.

„Czy jest pan/pani przeciwko reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 roku?” – takie pytanie chce zadać w referendum Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Akcję zbierania podpisów wspierają m.in. Krajowe Porozumienie Rodziców i Rad Rodziców, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, OPZZ, a także partie polityczne: Platforma Obywatelska, Nowoczesna, PSL oraz Razem. Na ulicach Gdańska podpisy zbierają miejscy radni z Platformy.

– Tempo wprowadzanych zmian jest tak szybkie, że na pewno ta reforma nic dobrego ostatecznie nie wprowadzi – twierdzi Emila Lodzińska, radna miasta Gdańska z PO.

Ci, którzy podpisują się pod wnioskiem o referendum, mają wiele zastrzeżeń do wprowadzanej reformy.

– Brak informacji jest tutaj głównym powodem wątpliwości rodziców. Też mam syna, który jest w 6 klasie i śledzę temat na bieżąco – mówi Artur, mieszkaniec Gdańska.

Krytykowane jest też m.in. zwiększenie liczby godzin historii.

– Dla mnie historia jest też ważna, ale żeby przedstawiać ją nad matematykę, fizykę, przedmioty ścisłe, gdzie powinniśmy ukierunkowywać młodzież na pracę, która będzie się sprzedawała – wskazuje Grzegorz, mieszkaniec Gdańska.

Powtarzanych jest również wiele nieprawdziwych informacji dotyczących m.in. zwiększenia liczby lekcji religii czy masowego zwalniania nauczycieli ze szkół.

– W samym Gdańsku szacuje się, że pracę straci 600 nauczycieli. Stracą pracę także pracownicy administracji. Dzieci będą musiały się uczyć w przepełnionych podstawówkach. Zmiana nastąpi też w podstawie programowej – akcentuje Emila Lodzińska.

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska wielokrotnie zapewniała, że żaden nauczyciel nie straci pracy w związku z reformą – również ci z likwidowanych gimnazjów.

– W szkole podstawowej średnio jest 19 uczniów w klasie. W gimnazjum jest od 23 do 25. Prawo oświatowe mówi: przechodzimy tymi samymi klasami. Nikogo nie kumulujemy. Różnica – to właśnie dodatkowe oddziały, a jeżeli dodatkowe oddziały i dodatkowe klasy – to dodatkowe miejsca pracy – wyjaśnia minister Anna Zalewska.

Szefowa resortu dodaje, że jej zdaniem referendum ma charakter tylko i wyłącznie polityczny.

– Jeszcze trzy lata temu referendum właśnie w sprawie gimnazjów, sześciolatka i historii zostało wyrzucone do kosza – przypomina minister Anna Zalewska.

Część przeciwników reformy edukacji zapowiedziało, że będzie protestować każdego dziesiątego dnia miesiąca, nie wysyłając swoich dzieci do szkoły.

 

TV Trwam News/RIRM

 

 

 

drukuj