Niezgodności w liczbie zamordowanych poczętych dzieci

Podawane przez Ministerstwo Zdrowia liczby zabijanych dzieci są dwukrotnie niższe od danych, które przedstawia Narodowy Fundusz Zdrowia. Kłopot w tym, że przy ustalaniu tej liczby resort zdrowia stosuje inną niż NFZ metodę.

Liczbę zabiegów prowadzących do zabicia dziecka w łonie matki resort zdrowia ustala w oparciu o ankiety statystyczne, które są wypełniane przez podległe placówki medyczne. Narodowy Fundusz Zdrowia ma natomiast ścisłe dane finansowe, które jasno określają, ile procedur tzw. aborcji zostało przeprowadzonych.

– Aborcji w Polsce podaje się o wiele więcej niż podaje ministerstwo zdrowia. NFZ podał, że w 2013 roku dokonano 1306 aborcji, za które zostało zapłacone  milion 700 tys. zł z polskich podatków – wskazuje Jacek Kotula, działacz pro-life, które płacą w większości katolicy.

Wiceminister zdrowia Piotr Warczyński powiedział, że resort zamierza znaleźć przyczyny rozbieżności tych danych.

– Chcemy to sprawdzić tak, żeby te dane były prawdziwe. Wydaje mi się, że nasze dane są bliższe prawdy niż te z NFZ – mówi Piotr Warczyński.

Skoro dane resortu są bliższe prawdy, to dlaczego NFZ wydaje dwa razy więcej pieniędzy na procedury tzw. aborcji? I dlaczego minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nic z tym nie robi? Jak wynika z informacji Funduszu – niemal wszystkie sfingowane przez państwo procedury zabicia dziecka poczętego dotyczą przypadków stwierdzenia przez lekarza prawdopodobnej choroby genetycznej dziecka.

Z kolei – jak podkreśla dr Aleksandra Maria Kicińska konsultant naprotechnologii – badania genetyczne inwazyjne są obarczone dużym błędem. Tymczasem w polskim prawie wystarczy podejrzenie wystąpienia choroby, aby lekarz zaproponował zabicie dziecka.

– Jednak w chwili obecnej jest bardzo mocno nadużywana interpretacja tych badań, które wskazują, że występuje ryzyko i te kobiety są, niestety, w takim lęku i boją się, że ich dziecko będzie jednak chore. Ten lęk przed chorym dzieckiem może zupełnie bez potrzeby popychać te pacjentki do szukania pomocy i, niestety, do terminacji ciąży – wskazuje dr Aleksandra Maria Kicińska.

Procedurę tzw. aborcji stosuje się także w przypadku samoistnego obumarcia dziecka w łonie matki z różnych przyczyn. Zgodnie z nomenklaturą NFZ, takie przypadki są statystycznie i finansowo traktowane na równi z zabiciem dziecka poczętego. Otwarte pozostaje pytanie, ile jest przypadków nadużywania procedury wydostania obumarłego dziecka w odniesieniu do dzieci żyjących i czy resort zdrowia prowadzi kontrole w tym zakresie. Kolejne pytania dotyczą spodziewanego zwiększenia liczby procedur zabicia dziecka poczętego po zalegalizowaniu in vitro.

– Pewne nieprawidłowości na tle genetycznym, na tle wrodzonym są częstsze wśród ciężarnych, których ciąża powstała w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego – zaznacza prof. dr hab. n. med. Marian Gabryś, ginekolog.

W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem zalegalizowania i refundowania in vitro z pieniędzy podatników. Konieczne wydaje się, aby minister zdrowia przedstawił odpowiednie dane odnośnie skali unicestwiania ludzkich istnień przy in vitro oraz danymi odnośnie procedur prowadzących do zabicia dzieci poczętych z in vitro.

– Warto by było dla dobra medycyny, aby można było policzyć, ile dokonano aborcji u dzieci poczętych w wyniku zastosowania programu in vitro. Myślę, że takie informacje również są gdzieś zawarte w dokumentacji szpitali – podkreśla  dr n. med. Tadeusz Wasilewski, ginekolog-położnik.

We wrześniu 2013 koalicja PO-PSL wyrzuciła do kosza obywatelski projekt ustawy zabraniający zabijania dziecka w łonie matki z przyczyn eugenicznych. Zebrano pod nim ponad 400 tys. podpisów.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj