fot. PAP/Radek Pietruszka

M. Gróbarczyk: „Mamy zapaść gatunków na Morzu Bałtyckim”

„Mamy zapaść gatunków na Morzu Bałtyckim spowodowaną niekontrolowanymi i niebadanymi połowami przemysłowymi, paszowymi, połowami, które nie mają nic wspólnego z konsumpcją” – podkreślił minister Marek Gróbarczyk, gość środowej audycji „Rozmowy niedokończone”.

W rozmowie z o. Januszem Dyrkiem CSsR szef resortu gospodarki morskiej podziękował Radiu Maryja i Telewizji Trwam za propagowanie, promowanie i obronę polskiego rybołówstwa.

Tutaj zaczęła się wielka batalia o obronę naszych rybaków, o to, żeby zachować ten stan, jaki mieliśmy. Warto przypomnieć, że polskie rybołówstwo liczyło przed transformacją ponad tysiąc jednostek, jeśli chodzi o Bałtyk, i blisko 200 jednostek dalekomorskich. Takim dobitnym przykładem obecnego stanu jest fakt, że zostały nam tylko trzy jednostki dalekomorskie – mówił minister Marek Gróbarczyk.

Jak dodał, rybołówstwo pełni i musi pełnić niezwykle istotną rolę w gospodarce Polski.

Nie wyobrażam sobie tego, aby mogło przestać funkcjonować, dlatego też wszystkie działania, które obecnie podejmujemy, mają służyć zachowaniu naszego stanu, ale przede wszystkim oparciu się konkurencji na Morzu Bałtyckim. Jak wiemy, obecne uwarunkowania unijne, w których się znajdujemy, dopuszczają konkurencję w znacznie szerszym znaczeniu i formie oddziaływania w wodach ekonomicznych, dlatego niezwykle ważna jest rola państwa, aby chronić naszych rybaków, dawać im szansę rozwoju – tłumaczył gość środowych „Rozmów niedokończonych”.

Zapaść gatunków spowodowana niekontrolowanymi i niebadanymi połowami przemysłowymi, paszowymi, nie mającymi nic wspólnego z konsumpcją, a służącymi jedynie produkcji mączki rybnej czy oleju rybnego – to jedno z największych wyzwań, przed jakim staje Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

W ocenie szefa resortu Komisja Europejska nie zauważała dotychczas powyższego problemu. Jak zaznaczył, sytuacja na Bałtyku jest tragiczna, ponieważ doszło do przerwania łańcucha pokarmowego.

Koncentrowanie się wyłącznie na ochronie dorsza nie miało większego sensu, kiedy nie chroniono śledzia czy szprota, który jest podstawowym pożywieniem tego gatunku. W efekcie takiego działania wszystkie gatunki drastycznie zmniejszyły swoją populację. Dzisiaj mamy problem tzw. chudego dorsza – dorsza, który nie nadaje się do sprzedaży, którego cena katastrofalnie spadła – akcentował polityk.

Zauważył, że tylko wprowadzenie programów osłonowych dla rybaków może pomóc w ratowaniu polskiego rybołówstwa. Wśród długofalowych zadań ministerstwa wskazał na konieczność podjęcia – na forum państw bałtyckich – dyskusji na temat zahamowania drastycznej polityki pozwalającej na połowy paszowe, niekontrolowane połowy pelagiczne.

Tutaj po raz pierwszy mamy wsparcie Komisji Europejskiej – zaznaczył Marek Gróbarczyk.

Tłumaczył, że za sprawą supermarketów i dużych sieci handlowych polskie ryby zostały wyparte przez importowane. Kolejnym problemem, z jakim będzie musiało zmierzyć się ministerstwo, jest brak ryb w Morzu Bałtyckim. Jak mówił, w złej kondycji gatunkowej znajduje się dorsz, który nie nadaje się do sprzedaży.

Minister Marek Gróbarczyk wskazał na rybaków, będących pierwszymi obrońcami dorsza i Bałtyku.

Oni wzywają, żeby zahamować te połowy, które powodują tak wielkie spustoszenie na Morzu Bałtyckim właśnie w obszarze zrównoważonego funkcjonowania rybołówstwa. (…) Do tej pory rybak był traktowany tylko i wyłącznie jako rzecz niepożądana, kłusownik. Dzisiaj odwracamy to – to rybak jest dzisiaj podstawą rybołówstwa – zwrócił uwagę polityk.

W jego ocenie ochrona rybołówstwa jest przede wszystkim rolą państwa.

Całość rozmowy z ministrem Markiem Gróbarczykiem, gościem środowej audycji „Rozmowy niedokończone”, można obejrzeć [tutaj].

RIRM

drukuj