fot. PAP/Marek Zakrzewski

GUS: blisko 3 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie

Prawie 3 miliony Polaków żyje w skrajnej biedzie – alarmuje Główny Urząd Statystyczny. W rodzinach, którym nie starcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb, żyje milion polskich dzieci. W coraz trudniejszej sytuacji są również emeryci, na których odbija się szumnie przeprowadzana przez rząd reforma emerytalna.

W Polsce wzrasta liczba osób żyjących w biedzie, czyli poniżej minimum egzystencji, pozwalającego na zaspokojenie podstawowych życiowych potrzeb. Według ostatnich danych GUS, w 2014 r. w skrajnym ubóstwie żyło 7,4 proc. Polaków, tj. 2,8 mln osób.

Podwyżki cen spowodowały, że ludzie muszą oszczędzać. Najczęściej tną wydatki na jedzenie i w związku z tym głodują. Na nędzę szczególnie narażone są dzieci.

W tych 3 milionach jest milion dzieci, tzn. osób do 18 roku życia. Jest to całkowicie dramatyczna sytuacja, obca innym państwom – wskazuje europoseł Zbigniew Kuźmiuk.

Bieda ściśle związana jest z brakiem pracy. Nie chodzi tu wyłącznie o bezrobocie statystyczne zbliżone do 11 proc. To także dodatkowe 2 mln osób, które pozostają w strefie bezrobocia ukrytego – zwłaszcza na wsi. Wśród gospodarstw domowych, w których przynajmniej jedna osoba była bez pracy, aż 14 proc. żyło w skrajnym ubóstwie.

To nie tylko kwestia tych dwóch milionów osób pozostających bez pracy, ale również całej masy osób będących na umowach śmieciowych, nie mających perspektyw – tłumaczy dr hab. Jerzy Żurko, socjolog.

Zatrudnieni na tzw. umowach śmieciowych otrzymują minimalne wynagrodzenie, które nie pozwala na godne życie. Umowa o pracę wiąże się zaś z wysokimi kosztami dla pracodawcy – wskazuje Olaf Wojak z Centrum im. Adama Smitha.

Mamy do czynienia z podatkami w postaci ubezpieczeń społecznych – samego opodatkowania pracy. Obywatelom nie opłaca się więc podejmować legalnej pracy oraz zatrudniać siebie nawzajem, czego efektem jest rosnąca szara strefa i ubóstwo obywateli – wyjaśnia Olaf Wojak.

Bieda pogłębia się także wśród emerytów. Szumnie przeprowadzana przez rząd Donalda Tuska reforma emerytalna okazała się katastrofą dla tych, którzy liczyli na spokojną i stabilną emeryturę. Z danych ZUS-u wynika, że świadczenia wypłacone z nowego systemu są o wiele niższe od tych wypłacanych na starych zasadach.

Różnica jest ogromna, a przy przeciętnej emeryturze wynosi aż 1225 zł.

Bardzo dużo ludzi nie wpłaca swoich składek do systemu, a on chyba tylko przez ironię nazywa się systemem powszechnym. Prawie połowa nie wkłada tam bowiem swoich pieniędzy. Dopóki ta sytuacja będzie trwała, nie ma szans na emerytury na jakimś racjonalnym poziomie – podkreśla Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność”.

Przed zmianami systemu emerytalnego, przy wyliczaniu świadczeń pod uwagę brane były  lata, kiedy zarabialiśmy najlepiej. Przechodząc na emeryturę dziś, emeryci dostają ok. 50 proc. swojej ostatniej pensji, o ile doczekają jej po 67 roku życia.

Pracujemy coraz dłużej, prawie do śmierci. Ci, którym uda się dożyć, będą otrzymywali bardzo niskie emerytury. Resztę, potrzebną do dopięcia domowego budżetu Polacy będą musieli dostać od banków w ramach tzw. odwróconej hipoteki. Kilka miesięcy temu rząd uregulował to ustawowo. Taka perspektywa rysuje się w planach i strategii rządu – mówi dr Marian Szołucha.

Tymczasem byli szefowie policji i innych służb mundurowych oraz ich zastępcy otrzymują miesięcznie średnio ponad 17 tys. zł brutto. Przepaść, między wysokimi emeryturami dla służb mundurowych a niskimi dla osób będących w powszechnym systemie emerytalnym, w dalszym ciągu się powiększa.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj