Polacy – sprawiacie nam radość!

Nie od dziś wiadomo, że w Polsce nie dzieje się najlepiej. Dług publiczny rośnie z każdą sekundą, a rząd zapewnia – będzie lepiej. Na szczęście szarość dnia codziennego chcą jeszcze osłodzić nam polscy sportowcy. Wodą na młyn szczęścia w polskich domach byli zawodnicy kierowani przez trenera Adama Nawałkę, którzy wczoraj pokonali na wyjeździe Gruzinów aż 4:0!

Kiedy pełni nerwowości kibice oczekujący na mecz w Tibilisi myśleli – „Panowie nie zepsujcie dobrych październikowych wyników”. Przypomnijmy historyczne pierwsze zwycięstwo naszej kadry nad Niemcami 2:0 i dobry, choć nie sycący mecz ze Szkocją, zakończony remisem 2:2. W dwóch spotkaniach zdobyliśmy cztery bardzo ważne punkty. Mając siedem oczek, rozsiedliśmy się na fotelu lidera grupy D i oczekiwaliśmy właśnie 14 listopada.

Drugi wyjazdowy mecz eliminacji ME 2016. Pierwsze tego typu spotkanie rozgrywaliśmy na wyjeździe z Gibraltarem. W Faro Polska rozgromiła „żółto dziobów” w UEFA aż 7:0.

Sprawdzian, test, wyjazd po 3 punkty. Tak media nazywały spotkanie w stolicy Gruzji. Nie ma się czemu dziwić. Był to pierwszy tak naprawdę ważny mecz dla reprezentacji Polski po październikowych sukcesach. Tym spotkaniem nasi piłkarze mieli coś udowodnić – ostatecznie się określić. Czy miesiąc wcześniej mocniej nad polskimi piłkarzami zaświeciła gwiazda szczęścia? Czy faktycznie na naszych oczach powstaje prawdziwa kadra Polski?!

Mecz z Gruzinami od początku wywoływał wiele emocji. Na jednej z przedmeczowych konferencji prasowych trener Temur Kecbaja powiedział, że niezależnie od wyniku z Polską poda się do dymisji. Od tego momentu ranga spotkania już tylko rosła. Nam apetyt podniósł się jeszcze bardziej po pozytywnych występach podopiecznych Nawałki w swoich klubach. Jego wybrańcy nie tylko strzelali bramki, ale zdobywali jeszcze wyśmienite noty wśród zagranicznych ekspertów.

Na trybunach stadionu Borysa Paiczadze zasiadło wielu rozochoconych kibiców Gruzji. Był również sektor wydzielony dla Polaków, którzy w licznej grupie dopingowali swój zespół. Kibice z Kaukazu pokazywali swoją sympatie do Polaków. Można było wypatrzeć nasze narodowe symbole pośród Gruzińskich fanatyków.

Pierwsza połowa to wielką męka dla przyjezdnych, choć od pierwszych minut wydawało się, że to oni przejęli inicjatywę. Obijaliśmy słupki i poprzeczkę, ale piłka do bramki wpaść nie chciała. Z biegiem czasu rozpędzali się podopieczni Kecbaja, którzy w końcówce pierwszej połowy mieli znakomitą okazje do wprawienia w euforię swoich kibiców. Zawiódł Aleksander Kobakhidze. Na szczęście druga połowa to prawdziwy raj dla kibiców znad Wisły. Pierwszą bramkę zdobył Kamil Glik. Nasi nieco uspokoili grę w środku pola – nie dali się zdominować – przez co 20. minut później podwyższyli wynik na 2:0. Strzelcem tej bramki został Grzegorz Krychowiak. Było to pierwsze trafienie defensora Sevilli w biało-czerwonych barwach. Trzeci gol to majstersztyk Sebastiana Mili. Piłkę na prawą stronę pola karnego dostał Robert Lewandowski. Snajper w ekwilibrystyczny sposób przyjął futbolówkę, następnie podał do Milika, który wyłożył piłkę bohaterowi meczu z Niemcami, a ten technicznym strzałem pokonał gruzińskiego golkipera. 3:0! Szał radości dla polskich kibiców i łzy zgromadzonych na stadionie fanów przyjezdnych. To nie wszystko! W doliczonym czasie gry ambitnie o piłkę powalczył Lewandowski, który oddał strzał, lecz jego próbę zablokował Loria. Odbił piłkę jednak tak niefortunnie, że dopadł do niej Milik, który zakończył strzelanine w Gruzji.

Sceptycy powiedzieliby, że nie ma się jeszcze z czego cieszyć. Otóż jest! Jesteśmy liderem grupy D przed mistrzami świata – Niemcami. Tak dobrze nie było od czasów Leo Beenhakkera! Zawodnicy znów dumnie reprezentują nasze barwy na arenie międzynarodowej. Niektórzy mogliby się tego od nich uczyć.

Piłkarze w dniach powoli zbliżającej się zimy przynieśliście do polskich domów promyki słońca. Gorącego letniego słońca, które sprawia radość. Dziękujemy! Będziemy trzymać kciuki za to, abyście kontynuowali zwycięską passę i spokojnie awansowali na mistrzostwa Europy we Francji.

Relacja z wczorajszego spotkania biało-czerwonych [ZOBACZ]

Sport/RIRM


drukuj