Nie traćmy wzroku wiary

Z ks. Arturem Godnarskim, przewodniczącym Katolickiego Stowarzyszenia w Służbie Nowej Ewangelizacji Wspólnoty św. Tymoteusza, koordynatorem Przystanku Jezus, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Zakończył się tegoroczny Przystanek Jezus. Jakie owoce przyniósł on szczególnie uczestnikom Przystanku Woodstock?

– Młodzi ludzie z Przystanku Woodstock bardzo chętnie przychodzą na Przystanek Jezus, stawiają fundamentalne pytania i cieszę się z tego, że otrzymują konkretne odpowiedzi od swoich rówieśników, tj. od ludzi świeckich, którzy głęboko przeżywają swoją wiarę, nie są żadnymi fanatykami, lecz normalnymi chłopakami i dziewczynami do tańca i do różańca. I mają do zaoferowania tym młodym ludziom wiele pięknych rzeczy. Pierwszą, podstawową sprawą, jaką oferują, jest spotkanie z Jezusem Chrystusem.

Gościem Przystanku Woodstock był ks. Adam Boniecki, który powiedział do jego uczestników: „Nic nie przyjechałem oferować. Róbta, co chceta!”. To niestety antywzór postawy kapłana wobec osób, które są daleko Boga…

– Musimy pamiętać, że ks. Boniecki jest jednym z nas – księdzem katolickim. To prawda, że każdy może postradać zmysły, ale Słowo Boże uczy nas też: „Nawet gdyby ojciec twój postradał zmysły, nie możesz nim gardzić”. Jeśli więc mamy być ewangelizatorami i mamy nieść miłość Jezusa na polu woodstokowym, to nie możemy wykluczyć ze wspólnoty wierzących ks. Bonieckiego. Nie zmienia to faktu, że bardzo nas zasmuciły jego słowa, to, że ksiądz katolicki nie potrafi młodym wskazać na jasno świecącą gwiazdę na firmamencie dzisiejszego świata, jaką jest Jezus Chrystus. Szkoda, że ktoś mający tak wiele lat kapłaństwa, tak wiele doświadczenia, traci wzrok wiary. Za tym stoi jakaś beznadzieja, jakiś dogłębny smutek. Żałuję, że ks. Boniecki nie odwiedził Przystanku Jezus, że nie przyszedł do naszej kaplicy, nie zobaczył tych młodych ludzi klęczących przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Szkoda, że nie przyszedł na spotkanie, gdzie ludzie z Woodstocku stawiali pytania, wyrażali swoje opinie. Na sobotniej debacie prof. Jacek Kurzępa postawił pytanie: „Czy Przystanek Jezus jest potrzebny Przystankowi Woodstock?”. Uczestnicy odpowiedzieli na nie twierdząco. Nasza 14-letnia obecność na Przystanku Woodstock jest bardzo ważna. Wielu z woodstokowiczów przychodzi do nas, bo spotyka wspaniałych ludzi, którzy mówią o sensie życia, księży, którzy dają świadectwo szczęśliwego, pięknego kapłaństwa. W sobotę wysłuchaliśmy też świadectwa s. Marii Piętak, urszulanki, która mówiła o macierzyństwie duchowym sióstr zakonnych. Otrzymała od woodstokowiczów olbrzymie owacje. Ksiądz biskup Edward Dajczak również podjął szczery dialog z woodstokowiczami. Z otwartym ojcowskim sercem ogarniał ich i w ogromnej prostocie odpowiadał na ich pytania dotyczące nieraz trudnych zagadnień w Kościele. Na te rozmowy przychodziło coraz więcej woodstokowiczów. W tym kontekście widzimy kontrast między tym, co robi ks. Boniecki, a tym, co robią ludzie świeccy, księża, siostry zakonne czy ks. bp Edward Dajczak na Przystanku Jezus. To wielka szkoda i ból, bo jesteśmy w tym samym Kościele, a tak sprzeczne komunikaty przekazujemy młodym ludziom.

Jak więc wykorzystać Przystanek Woodstock do Ewangelizacji w kontekście tych doświadczeń? Kogo chcą słuchać woodstokowicze?

– My sami uczestnicząc w Przystanku Jezus, ewangelizując innych, doświadczamy, jak Jezus nas ewangelizuje – bardzo często przez szczere, dogłębne rozmowy z ludźmi z Woodstocku. Ewangelizacja pomaga nam zrozumieć kontekst życiowy ludzi, z którymi się spotykamy. To ogromne bogactwo, to jest to, co zrobił Jezus poprzez swoje wcielenie – opuszczając Ojca, wchodzi pomiędzy nas, by nas lepiej zrozumieć. Szkoda, że na Przystanek Woodstock przyjeżdżają ludzie, którzy nie próbują ich rozumieć, tylko biorą mikrofon i mówią, choć tak naprawdę nie mają im nic do powiedzenia. A ci ludzie naprawdę wołają o ideały, o wskazówki na życie, oni mają w sobie mnóstwo pytań. I Przystanek Woodstock należy wykorzystać do tego, by na te pytania odpowiadać.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj