twitter.com/father_rmv

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Kilka dni temu jeden z księży udostępnił na Twitterze zdjęcia, na których ukazany jest „remont” prezbiterium kościoła Matki Bożej Bolesnej w Passay na Filipinach. Zabytkowy, przedsoborowy ołtarz został po prostu zburzony. W zamian wzniesiono tzw. posoborowy ołtarz odsunięty od ściany. Wszystko w duchu soborowej odnowy, oczywiście karykaturalnie pojętej.

Wystarczyło przecież wstawić nowy ołtarz, a stary po prostu zostawić na swoim miejscu, jak to ma miejsce w większości kościołów. Na marginesie mówiąc, mogłoby się obyć nawet bez wstawiania nowego ołtarza i po prostu dalej sprawować Mszę przy tym, który był. Zreformowaną Mszę przecież można celebrować ad orientem (wystarczy wspomnieć Katedrę Wawelską czy Kaplicę Cudownego Obrazu na Jasnej Górze). Ba, nawet według Mszału jest to domyślny sposób jej sprawowania, gdyż rubryki mówią w kilku momentach, że kapłan zwraca się do ludu. Byłoby to jednak ryzykowne i niepopularne posunięcie, gdyż dla wielu jest to atak na postanowienia Soboru. Tyle tylko, że ojcowie soborowi ani słowem nie wspominają o odwróceniu kapłana podczas Mszy Świętej. Podobnie w zakresie rezygnacji łaciny z liturgii posoborowe reformy poszły dużo dalej, niż zostało to zapisane w konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium.

fot. twitter.com/father_rmv

fot. twitter.com/father_rmv

fot. twitter.com/father_rmv

Przypadek wyburzenia starego ołtarza to tylko symbol pewnej szkodliwej mentalności. Wielu omamionych swoją wizją tego, co przyniósł sobór, postanowiło tworzyć w ramach Kościoła wręcz nową religię, która z katolicyzmem ma niewiele wspólnego. Ta nadgorliwość we wcielaniu reform, które rzekomo są zgodne z bliżej nieokreślonym duchem soboru, a w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z dokumentami uchwalonymi przez ojców soborowych, niestety bardzo się rozpowszechniła w teologii. Benedykt XVI nazwał takie podejście hermeneutyką zerwania, którą należy odrzucić. I nie chodzi w niej tylko o kwestie liturgiczne, ale także doktrynalne: liberalna egzegeza biblijna, odrzucanie istnienia piekła i szatana, podważanie nauczania Kościoła w zakresie seksualności, wypaczony ekumenizm stawiający jedność ponad prawdę i można by tak długo wymieniać. Ponadto na to wszystko nałożył się kryzys dyscypliny. Ufność, że wszystko uda się załatwić za pomocą dialogu doprowadziło do braku stanowczości wobec ludzi rozwadniających lub wręcz wprost zaprzeczających katolickiej doktrynie.

Oglądając to barbarzyństwo z Filipin warto zarazem docenić roztropność, z jaką reformy posoborowe wprowadzał w naszym kraju bł. ks. kard. Stefan Wyszyński. W porównaniu do krajów zachodnich, Polska zdawała się być ostoją zdrowego katolicyzmu, w przeciwieństwie do tamtejszego nowinkarstwa i całkowitego odcinania się od tego, co było przed Vaticanum II. To dzięki Prymasowi Tysiąclecia w Polsce m.in. skrupulatnie pilnowane było, aby oddawać należytą cześć wobec Najświętszego Sakramentu np. poprzez przyjmowanie Komunii Świętej wyłącznie na klęcząco i do ust, kiedy na zachodzie rozpowszechniało się nieposłuszeństwo wobec papieża w postaci Komunii Św. na rękę (później zalegalizowane, jednak warto przypominać genezę). To wielka zasługa bł. ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, że Kościół w Polsce był stosunkowo wolny od nowinkarstwa, nadużyć i samowoli w zakresie liturgii.

Ks. abp Fulton Sheen zauważył, że wszędzie tam, gdzie wylewa się Duch Święty, tam też intensywnie ujawniają się diabelskie wysiłki. Odnosząc się właśnie do Soboru Watykańskiego II stwierdził, że miało wtedy miejsce „rozlanie Ducha Świętego i jednocześnie rozlanie złego ducha”. Owy „remont” niewątpliwie zakwalifikować można jako rozlanie tego drugiego rodzaju. Jak widać kilkadziesiąt lat po Vaticanum II trzeba wciąż walczyć, aby były realizowane rzeczywiście jego postanowienia, a nie wyimaginowane wizje oparte o wytrych w postaci ducha soboru.

Wojciech Grzywacz

drukuj