[JESTEM W KOŚCIELE] Młodzi nie chcą zeświecczonego Kościoła
We Francji przeprowadzono badania nt. nowych powołań zakonnych i ich motywacji. Główny wniosek, który z nich płynie to fakt, że ludzie wybierają taką drogę przede wszystkim dla Boga, w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, które stawiały głównie na zaangażowanie społeczne. Dziś Francuzi wstępują do zakonu, bo pragną czegoś więcej – modlitwy, służby i transcendencji. Przyciąga ich wizja życia bardziej wymagającego niż to, które oferuje im świat. To powinno zapalić czerwoną lampkę tym, którzy wbrew wszelkiej logice i dotychczasowym doświadczeniom forsują wizję zeświecczonego chrześcijaństwa.
W swoim słynnym eseju z lat 60, przez wielu uznawanym za proroczy, młody Joseph Ratzinger pisał: „Ksiądz, który nie jest nikim więcej niż pracownikiem socjalnym może być zastąpiony przez psychoterapeutę i innych specjalistów; ale ksiądz, który nie jest specjalistą, który nie stoi [z boku], obserwując grę, udzielając oficjalnych rad, ale w imię Boga stawia się do dyspozycji człowieka, który towarzyszy ludziom w ich smutkach, w ich radościach, ich nadziei i strachu, taki ksiądz na pewno będzie potrzebny w przyszłości”. Francuskie doświadczenia pokazują, że eksperyment polegający na sprowadzeniu Kościoła do roli organizacji charytatywnej się nie powiódł. Na co komu zeświecczeni kapłani, którzy próbują wchodzić w nie swoją rolę, zapominając jednocześnie o fundamencie swojego powołania, czyli głoszeniu Ewangelii i sprawowaniu sakramentów?
Z badań wynika także, że dla nowego pokolenia osób konsekrowanych kluczowe znaczenie ma liturgia. To aspekt szczególnie warty podkreślenia, bo tak wiele opowiada się dziś o odnowie, którą przyniósł (choć może trafniej byłoby napisać – „miał przynieść”) Sobór Watykański II. Pamiętajmy, że pierwszym dokumentem przyjętym przez ojców soborowych była Konstytucja o Liturgii. To w niej znalazło się stwierdzenie, że liturgia jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Zapewne większość z nas słyszała te słowa, gdyż są one powtarzane jak mantra, ale w praktyce niewiele z tego wynika. Tymczasem to ludzie młodzi są często tymi, którzy mają pragnienie, aby wreszcie na poważnie potraktować to soborowe wezwanie i nie tylko gadać, ale wziąć się do roboty, ażeby liturgia była tym, czym być powinna, a więc przepełnionym pięknem, czcią i tajemnicą przedsmakiem liturgii niebiańskiej.
Odnoszę wrażenie, że niekiedy organizując w Kościele rozmaite inicjatywy skierowane do młodych robi się to bezrefleksyjnie, uciekając się do powszechnych schematów i zakładając z góry, że na pewno się sprawdzą. Mam tu na myśli chociażby przysłowiowe „gitarki”, które stały się w zasadzie symbolem zaangażowania młodzieży w Kościele. Jednak warto postawić pytanie, czy to jest to, czego oni naprawdę oczekują? Czy nie jest może tak, że to tylko nasze wyobrażenia o nich? A nawet jeśli do jakiejś grupy trafia taki sposób przeżywania wiary, to przecież powinien być to tylko pewien etap w życiu, po którym idzie się dalej i głębiej. W praktyce często jest jednak tak, że te „kościelne atrakcje” spod znaku gitarki, tańca i fajnej zabawy wcale nie zatrzymują młodych w Kościele. Trudno się dziwić, bo tak naprawdę stali się oni królikami doświadczalnymi, na których testowano nieznaną, a tym samym niesprawdzoną dotąd w Kościele „strategię duszpasterską”. Tymczasem Francja, która dotkliwie odczuła chorobę sekularyzmu ogarniającego nawet sam Kościół, dziś wskazuje nam drogę wypróbowaną przez wieki – drogę ewangelicznego radykalizmu, owszem wymagającą, ale przez to niezmiennie atrakcyjną. Bo przecież człowiek jest stworzony do czegoś więcej. Młodzi też, tylko potraktujmy ich poważnie.
Wojciech Grzywacz



