fot. PAP/Vandeville Eric/ABACA

Ks. kard. R. Sarah w „ND”: Aborcja jest barbarzyńską zbrodnią na niewinnych. Otumanienie sumienia bierze się z kryzysu wiary, który pogrążył nas w obrzydliwej mazi relatywizmu

Aborcja jest barbarzyńską zbrodnią na niewinnych, których aniołowie wpatrują się w Oblicze Boga. W celu rozszerzenia praktyki aborcji wciąż inwestuje się znaczne środki finansowe i ogromne zasoby medialne. (…) Otumanienie sumienia bierze się z kryzysu wiary, który nas niszczy i stopniowo pogrążył w obrzydliwej mazi relatywizmu – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

***

„Nasz Dziennik”: W encyklice „Evangelium vitae” św. Jan Paweł II alarmował, że w wielu krajach istnieje „spisek przeciw życiu”. Doświadczamy tego coraz bardziej. Dlaczego legalizacja aborcji, w jakimkolwiek wymiarze, jest pierwowzorem wszystkich innych występków?

Ks. kard. Robert Sarah: To stwierdzenie jest oczywiste, gdyż przez aborcję zaatakowany zostaje najsłabszy ze słabych – bezbronne dziecko w łonie matki, które może się bronić jedynie „krzykiem niemym”, co dobitnie pokazał film zrealizowany niegdyś „in utero” przez profesora Bernarda Nathansona. Gdy dziecko czuje się zagrożone – w tym wypadku przez narzędzie chirurgiczne, które zaraz je zaatakuje i rozszarpie na strzępy – wydaje z siebie niesłyszalny krzyk, jedyny krzyk istoty ludzkiej, który nie wydaje dźwięku, krzyk, którego nie może wyartykułować. Pozostaje on więc w nieprzeniknionej ciszy, w ciszy naszych sumień sparaliżowanych niezdolnością do ujawnienia tego zła absolutnego, gdyż nazbyt często znieczulonych przez strach i przez niesprawiedliwe prawa zachodnich rządów lub przez dziwny, złowrogi projekt usprawiedliwienia tego, czego nie da się usprawiedliwić.

Krzyk dziecka poczętego, które jest w pełni osobą ludzką, łączy się, a nawet znacznie więcej: utożsamia się z krzykiem Pana Jezusa na krzyżu. Krzyk Jezusa rozlega się przez wieki aż do końca historii i aż do Jego powtórnego przyjścia w chwale jako Sędziego ludzkości. Jest to krzyk Boga, który przelewa swą Krew do ostatniej kropli, by wyrwać nas z grzechu i odebrać Smokowi barwy ognia. Jak czytamy w Apokalipsie, smok ten zamierza pożreć Dziecię, które Niewiasta wydaje na świat, innymi słowy: zamierza zniszczyć Twórcę Życia.

Ta wielka walka, już wygrana przez Jezusa w dniu Jego chwalebnego Zmartwychwstania w Wielkanocny Poranek, została zapowiedziana u zarania dziejów ludzkości przez Ewę, której imię znaczy: „matka wszystkich żyjących”. Niewiastą, która miała zmiażdżyć głowę przeklętego węża swoim „fiat” wypowiedzianym w dniu Zwiastowania, jest Najświętsza Maryja Panna, Matka Boga i Matka nas wszystkich.

„ND”: Szczególnie bolesne dla nas, Polaków, jest wulgarne manifestowanie i domaganie się przez środowiska lewicowe i feministyczne „prawa” do zabijania dzieci poczętych także w obecnych dniach, gdy taką czcią otaczamy nowo narodzone Boże Dziecię, gdy świętujemy Boże Narodzenie.

Ks. kard. R. Sarah: W związku z tym tematem chciałbym zacytować jasne słowa św. Matki Teresy z Kalkuty, które wypowiedziała, przyjmując Pokojową Nagrodę Nobla 17 października 1979 roku:

„Czuję coś, czym chciałabym się z wami podzielić. Największą siłą niszczącą pokój jest dzisiaj zbrodnia przeciwko niewinnemu dziecku, które jeszcze się nie narodziło. Jeśli matka może zabić własne dziecko, to co nas powstrzyma, byśmy nie pozabijali się nawzajem? Pismo Święte oznajmia: >>Nawet gdyby niewiasta zapomniała o swym niemowlęciu, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach<<. Nawet gdyby matka zapomniała. Ale dzisiaj zabija się miliony nienarodzonych dzieci, a my nie mówimy nic”.

Czytamy w gazetach, ilu ludzi zostało zabitych tu czy tam, ale nikt nie mówi o milionach małych istot, które zostały poczęte do tego samego życia co wy i ja, do życia Boga. A my nie mówimy nic. Zgadzamy się na to, przystosowując się do zapatrywań krajów, które zalegalizowały aborcję. Te właśnie narody są najbiedniejsze. Boją się najmniejszych, boją się nienarodzonego dziecka, i to dziecko musi umrzeć, ponieważ nie chcą wykarmić jednego dziecka więcej, wychować jednego dziecka więcej, dziecko musi umrzeć.

A dzisiaj proszę was w imieniu tych najmniejszych, gdyż właśnie dziecko nienarodzone rozpoznało obecność Jezusa, gdy Maryja przyszła do swojej krewnej Elżbiety. Możemy przeczytać w Ewangelii, że w chwili, gdy Maryja weszła do domu, mały, który jeszcze był w łonie swej matki, poruszył się z radości, rozpoznając Księcia Pokoju. Dlatego dzisiaj namawiam was, byście tutaj podjęli stanowcze postanowienie: ocalimy wszystkie małe dzieci, wszystkie dzieci nienarodzone, damy im szansę, by się urodziły.

A co w tym celu zrobimy? Będziemy walczyć z aborcją przez adopcję. Dobry Bóg już tak wspaniale pobłogosławił naszą pracę, że udało nam się ocalić tysiące dzieci. I tysiące dzieci znalazły domowe ognisko, w którym są kochane. Wnieśliśmy wiele radości do domów, w których nie było dziecka! Dlatego dzisiaj, stając przed wami wszystkimi, którzyście przybyli z różnych krajów, proszę: módlmy się wszyscy o odwagę bronienia dziecka nienarodzonego i o danie temu dziecku możliwości kochania i bycia kochanym. I myślę, że w ten sposób – z Bożą łaską – zdołamy przynieść pokój światu”.

Lektura tego przemówienia, a przede wszystkim rozważanie go w okresie Bożego Narodzenia, kiedy przyjmujemy Boga Dziecko, pokazuje, że ci, którzy w imię rzekomego „prawa do szczęścia”, indywidualistycznego „prawa wyboru” chcą szerzyć w Polsce kulturę śmierci, obrali złą drogę. Chrześcijanie mają obowiązek mówić im spokojnie, ale stanowczo, że życie ludzkie jest święte i nienaruszalne, oraz modlić się o to, by ich serce otwarło się na Ewangelię Życia.

„ND”: Tym bardziej że głos Kościoła, nauczanie Papieży jest w sprawie obrony życia jednoznaczne i konsekwentne.

Ks. kard. R. Sarah: Także i Papież Franciszek wypowiada się o aborcji w surowych i ostrych słowach: „Nie mogę milczeć o ponad 30-40 milionach nienarodzonych istnień odrzucanych każdego roku przez aborcję, według danych Światowej Organizacji Zdrowia. To bolesne widzieć, jak w wielu regionach, które uważają się za rozwinięte, zachęca się do takiej praktyki, ponieważ dzieci, które mają się urodzić, są niepełnosprawne lub nieplanowane. Życie ludzkie nigdy nie jest ciężarem. Wymaga, abyśmy zrobili dla niego miejsce, a nie odrzucali je. (…) Aborcja to sroga niesprawiedliwość, odrażająca zbrodnia. Nigdy nie może być uzasadnionym wyrazem autonomii, władzy czy prawa do dysponowania swoim ciałem według swego upodobania. Jeśli nasza autonomia wymaga śmierci kogoś innego, nie jest niczym innym niż żelazną klatką. Często zadaję sobie te dwa pytania: czy właściwe jest wyeliminowanie ludzkiego życia, aby rozwiązać problem, i czy dobrze jest zatrudnić zabójcę do rozwiązania problemu? (…) Mój poprzednik, św. Paweł VI, przestrzegł w encyklice ’Humanae vitae’ z 1968 roku przed pokusą postrzegania życia ludzkiego jako jeszcze jednego przedmiotu, nad którym możni i wykształceni powinni sprawować władzę. Jakże prorocze stało się teraz jego przesłanie! Obecnie diagnostyka prenatalna jest powszechnie stosowana w celu odsiewu osób uważanych za słabe lub gorsze. […] Aborcja nie jest w swej istocie kwestią religijną. Jest problemem ludzkim, a dopiero w dalszej kolejności wyborem o charakterze religijnym. Do zagadnienia aborcji należy podchodzić w sposób naukowy”.

A wtedy stwierdzimy, że aborcja jest barbarzyńską zbrodnią na niewinnych, których aniołowie wpatrują się w Oblicze Boga.

„ND”: Jak zrozumieć sytuację, w której wobec pandemii koronawirusa rządy różnych krajów starają się ochronić życie swych obywateli, ale nie ma żadnej refleksji na temat potrzeby zwiększenia ochrony życia poczętego?

Ks. kard. R. Sarah: Ta niespójność wynika z pomieszania dobra i zła, od zawsze niestrudzenie potępianego przez Papieży. Ci z XX i XXI wieku nie przestają potępiać aborcji, przedstawiając ją jako niezwykle poważny zamach na osobę ludzką. Zachęcają do otaczania czcią życia, które jest święte. Piętnują ten swoisty spisek przeciwko życiu. W celu rozszerzenia praktyki aborcji zainwestowano bowiem i wciąż się inwestuje znaczne środki finansowe i ogromne zasoby medialne w wytwarzanie preparatów farmaceutycznych umożliwiających zabicie dziecka w łonie matki. Otumanienie sumienia bierze się z kryzysu wiary, który nas niszczy i stopniowo pogrążył w obrzydliwej mazi relatywizmu.

„ND”: Na ogromny problem relatywizmu tak mocno zwracał uwagę w swym nauczaniu Ojciec Święty Benedykt XVI.

Ks. kard. R. Sarah: Benedykt XVI unaocznił ten relatywizm w ognistych słowach, które – jeśli tak się mogę wyrazić – stały się słowami założycielskimi zdrowej myśli chrześcijańskiej, będącej alternatywą dla aktualnie dokonującej się wielkiej apostazji. W rozmowie z dziennikarzem Peterem Seewaldem Benedykt XVI ukuł symboliczne dziś dla naszych czasów określenie: „dyktatura relatywizmu”. Oto fragment tej rozmowy, zasługujący na przytoczenie tak jak przytoczone wcześniej przemówienie św. Teresy z Kalkuty:

„Powszechnie wiadomo, że pojęcie prawdy stało się podejrzane. Oczywiście jest faktem, że zbyt często było ono nadużywane. W imię prawdy dochodziło do nietolerancji i okrucieństwa. Stąd też obawy, gdy ktoś mówi: to jest prawda, albo nawet: ja mam prawdę. Nigdy jej nie mamy, najwyżej ona ma nas. Nikt nie zaprzeczy, że z pretensjami do prawdy należy być ostrożnym i przezornym. Pozbyć się jej jednak jako nieosiągalnej – to w istocie działanie niszczycielskie.

Duża część dzisiejszych filozofii obstaje przy tym, że człowiek nie jest zdolny do poznania prawdy. Ale zgodnie z tym punktem widzenia nie byłby także zdolny do etosu. Wtedy nie miałby żadnych norm i trzeba by było tylko uważać, jak się znośnie urządzić, a jedynym liczącym się kryterium stałaby się opinia większości. Jak niszczycielskie mogą być większości, pokazała w wystarczający sposób historia, chociażby w takich systemach, jak nazizm czy marksizm, które szczególnie stały w opozycji do prawdy. Dlatego musimy mieć odwagę, aby powiedzieć: Tak, człowiek musi szukać prawdy; jest do tego zdolny. Oczywiście, prawda potrzebuje kryteriów, które mogłyby ją zweryfikować i upewnić się, czy nie została sfalsyfikowana. Musi także iść w parze z tolerancją. Prawda wskazuje nam jednak na stałe wartości, które ludzkość uczyniły wielką. Dlatego trzeba na nowo uczyć się pokory i w niej się ćwiczyć, aby uznać prawdę i pozwolić, aby ona była normatywna.

Zasadniczą treścią Ewangelii według św. Jana jest przesłanie, że prawda panuje nie przez przemoc, ale swoją wewnętrzną mocą: Jezus wyznaje przed Piłatem, że jest Prawdą i Świadkiem Prawdy. Nie broni prawdy legionami, ale czyni ją widoczną i skuteczną przez własną mękę”.

„ND”: Patrząc na niszczenie moralności i rodziny poprzez krzewienie takich ideologii, jak np. gender czy LGBT, dostrzegamy, że na drodze tej groźnej rewolucji neomarksistowskiej stoi Kościół katolicki. Czy to nie jest prawdziwy powód atakowania katolicyzmu – wraz z próbą wymuszenia zmiany jego nauczania choćby w kwestii stosunku do aborcji czy do aktów homoseksualnych?

Ks. kard. R. Sarah: Tak, to prawda, Kościół katolicki niewątpliwie jest jedyną instytucją zdolną przeciwstawić się temu nowemu barbarzyństwu i czynić to w sposób wytrwały i spójny. Grupy nacisku przeciwstawiające się małżeństwu, rodzinie, a więc życiu, dobrze o tym wiedzą i dlatego gwałtownie występują przeciwko tym katolikom, którzy spokojnie i odważnie ośmielają się chronić i szerzyć „cywilizację życia i miłości”, jak to ujął święty Papież Paweł VI.

Dzisiaj Kościół katolicki jest poddawany najbardziej agresywnym naciskom i przechodzi prawdziwe męczeństwo, mające go zmusić do porzucenia Boga, Objawienia, doktryny i nauczania moralnego. Ale gdyby nawet Kościół miał zostać ukrzyżowany jak jego Mistrz, to nigdy nie wyrzeknie się swojej wiary. Największą katastrofą świata jest bowiem nieobecność Boga w świecie. „Gdyż chwałą człowieka jest Bóg, ale właściwe człowiekowi jest przyjmować dzieło Boga, całą Jego mądrość i moc”, mówi św. Ireneusz.

„ND”: Czy z tego samego powodu celem ataków antychrześcijańskich ideologii nie stała się obecnie także Polska, ta wierna Bogu i katolickim zasadom moralnym, rodzinie i życiu ludzkiemu?

Ks. kard. R. Sarah: Polscy katolicy kierują to przesłanie do całego społeczeństwa, a szerzej: do innych krajów Unii Europejskiej, zwłaszcza do tych, które już uległy syrenom materializmu, ulotnej władzy, sukcesu gospodarczego i anarchicznego indywidualizmu: Co się oprze upływowi czasu? Ani pieniądze, ani władza, ani przyjemności życia. Nawet nie ideologie, poczynając od tych, które niosą śmierć jak truciznę do ludzkiego serca. Po krótszym czy dłuższym czasie wszystko na tym świecie przepadnie. Jedyną rzeczą, która nigdy nie zginie, jest ludzka dusza, osoba ludzka stworzona przez Boga dla wieczności. Tym, co nigdy nie zginie, jest zatem miłość, której matrycę stanowi życie, której ogniskiem jest małżeństwo, która sama jest kolebką rodziny i wszelkiej ludzkiej społeczności.

W prosty sposób wyraża to św. Paweł w słynnym Hymnie o miłości z Pierwszego Listu do Koryntian (12,31-13,13), chętnie wybieranym przez wielu narzeczonych na pierwsze czytanie podczas ich Mszy ślubnej: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. […] Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie. Po części tylko bowiem poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. […] Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość”.

Przypomnę, że rozważając to właśnie Słowo Życia św. Teresa z Lisieux, zakonnica klauzurowa, w kaplicy skromnego karmelu odkryła swoje prawdziwe powołanie, które uczyniło ją współpatronką misji: „w Sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością”! Katolicy w Polsce i na całym świecie, macie rację, gdy walczycie, gotowi przelać krew w obronie dzieci nienarodzonych.

„ND”: Agresja w stosunku do katolików przybiera w Europie różne formy. Nie dotyczy to już tylko stanowienia antyewangelicznych praw, do których przestrzegania zmusza się chrześcijan. Są też profanacje, ataki na świątynie i morderstwa, jak to było niedawno we Francji. W Hiszpanii np. pojawiły się nawoływania do palenia kościołów, czy nawet palenia żywcem księży. Zbliżamy się do nowego czasu pogromów i męczenników za wiarę?

Ks. kard. R. Sarah: Nie powinniśmy się dziwić wymierzonej w chrześcijan agresji niektórych grupek, gdyż Jezus nas uprzedził, że nie jesteśmy więksi od naszego Mistrza: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał” (J 15,20-21). Pan zaraz jednak dodaje, że nigdy nas nie opuści, ponieważ – jak zapewnia – mamy tuż obok siebie, a przede wszystkim w swoim wnętrzu Obrońcę – Ducha Świętego, który tak jak Jezus jest Bogiem, trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej: „Gdy jednak przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku” (J 15,26-27).

Jest to wezwanie do wierności naszemu chrztowi, który uczynił nas dziećmi Bożymi i „drugimi Chrystusami” (alter Christus), jak to określali ojcowie Kościoła, a także do wierności naszemu bierzmowaniu, które dla każdego z nas jest zesłaniem Ducha Świętego, czyniącym z każdego wyznawcy Chrystusa nieustraszonego świadka „usque ad effusionem sanguinis”, aż do przelania krwi, czyli do męczeństwa. Jednakże Jezus powiedział nam też: „Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was” (Mt 10,18-20). To Słowo Boże pozwala nam trwać spokojnie pośród prześladowań i trudności, które w niektórych godzinach wydają się nas przytłaczać tak jak Jezusa w Getsemani.

„ND”: W Polsce bardzo boleśnie przeżywamy atak na świętość i autorytet św. Jana Pawła II. Środowiska lewicowe wykorzystują nadużycia i zdrady niektórych duchownych, aby zniszczyć obraz Kościoła i podważyć wiarygodność nauczania Papieża Polaka. Jak reagować na takie ataki?

Ks. kard. R. Sarah: Atakowanie świętego Papieża Jana Pawła II, który jest jedną z najcenniejszych woni dla Boga i Kościoła powszechnego oraz wielką chlubą katolickiej Polski semper fidelis z tego samego tytułu co św. Maksymilian Maria Kolbe, św. Faustyna Kowalska i wielu innych świętych, którzy wsławili waszą ponadtysiącletnią historię, to niegodziwość, która boleśnie mnie dotyka, nawet jeśli wiem, że te oszczerstwa zostaną zmiecione wiatrem historii szybciej niż piasek na pustyni.

Nie powinno to Pana niepokoić: świat zachodni dotkliwie obraża Boga i profanuje życie ludzkie, rodzinę, mężczyznę i kobietę stworzonych na obraz i podobieństwo Boga, więc co się dziwić, że lży świętych. Tutaj, w Rzymie, nazywa się to „sirocco”: jest to nienormalnie gorący i suchy wiatr, który nadlatuje znad Sahary i znika, pozostawiając nieliczne ślady piasku, szybko zmyte przez wielką ulewę, która zaraz potem spada na miasto. Tak samo będzie z nikczemnymi oszczerstwami. Sam św. Jan Paweł II odpowiadał na fałszywe oskarżenia przebaczeniem i łagodnością.

„ND”: Oszczerstwa jednak zawsze są źródłem rozczarowania i cierpienia z powodu niesprawiedliwości.

Ks. kard. R. Sarah: Niech mi będzie wolno dodać, że niczego nie trzeba się obawiać ze strony plotek najniższego rzędu, które nigdy nie zagłuszą vox populi, czyli głosu ludu Bożego. Zaraz nazajutrz po narodzinach Papieża dla Nieba (dies natalis) lud ten wołał na placu św. Piotra z oczami pełnymi łez: „Santo subito!”. Był to krzyk sierot wyrażających miłość do ojca, który im przykazywał, by nigdy niczego się nie bać! I sam im to pokazywał w każdym dniu swego pontyfikatu – aż po krew przelaną na tymże placu św. Piotra 13 maja 1981 roku. Dzisiaj przeżywamy Wielki Piątek. Wszystko wydaje się mroczne, smutne i skończone. Kościół, tak jak jego Mistrz, jest spowity w całun i złożony w grobie. Ale Wschodzące Słońce, blask sprawiedliwości i wieczna światłość, już ukazuje się na nowo i oświeca tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, dzięki jasnej świętości wiernych chrześcijan.

„ND”: Pandemia koronawirusa boleśnie doświadcza ludzi na całym świecie. Niestety, niektóre rządy wykorzystują obostrzenia, aby ograniczyć kult i uczestnictwo wiernych we Mszach św. We Francji np. zakazy sprawowania Liturgii mszalnych z udziałem wiernych spotkały się ze stanowczą reakcją świeckich i biskupów. Tęsknota za Eucharystią to chyba zawsze dobry znak?

Ks. kard. R. Sarah: Nic nie może zastąpić fizycznego udziału we Mszy św., podczas której osobiście i wspólnotowo spotykamy naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Nic. W tym także transmisje telewizyjne, które są tylko ostatecznością – na pewno ważną w okresie obowiązkowej izolacji, ale bardzo niewystarczającą i niebezpieczną dla naszych osobistych, intymnych więzi z Bogiem ze względu na swój charakter zbliżony do „wirtualnej prezentacji”, nawet jeśli transmisja jest zsynchronizowana i nadawana na żywo.

Od starożytności aż po dziś dzień nie znajdziemy ani jednego męczennika, kapłana, zakonnika czy wiernego świeckiego, który nie czerpałby siły z Eucharystii sprawowanej i przyjmowanej w Komunii Świętej. W wielu konferencjach cytowałem słowa chrześcijan z Abiteny, miejscowości leżącej o 80 km od Kartaginy, którzy w czasach cesarza Dioklecjana w 303 roku, podczas przesłuchania mającego ich doprowadzić do śmierci męczeńskiej, wyznali prokonsulowi Kartaginy: „My musimy świętować Dzień Pański, to nasze Prawo”. Prokonsul Anulinus odparł: „Czy nie wiecie, że nie wolno urządzać takich zgromadzeń, bo zabrania tego cesarz?”. Odpowiedzieli: „Nie możemy żyć bez niedzieli”. I natychmiast zostali straceni. Dla tych chrześcijan niedziela nierozerwalnie się łączyła z Najświętszą Ofiarą Mszy. Woleli umrzeć niż pozbawić się Ciała i Krwi Chrystusa. Nie obawiali się wystąpić przeciwko bezwzględnym nakazom cesarza, gdyż chrześcijanin nie może żyć bez Jezusa Chrystusa.

Eucharystia jest źródłem życia. Sprawując Eucharystię, kapłan rzeczywiście sprowadza na Kościół i na świat zdroje odkupieńczej Krwi Chrystusa. Każda Msza ma wartość nieskończoną. Jest obecnością Boga pośród nas i źródłem życia wiecznego. Zasługi naszego Pana Jezusa Chrystusa w Jego akcie Odkupienia na krzyżu chwalebnym odnosi nie tylko do wiernych, którzy są na Mszy św. obecni, ale również do innych wiernych, żyjących i zmarłych, a nawet do całego świata. Msza św. sama w sobie ma więc wagę nieskończoną, a w Komunii sakramentalnej wierny zbiera przeobfity owoc, którym tak oto zachwyca się św. Augustyn: „Ci, którzy spożywają ten chleb, nie spierają się między sobą, a to dlatego, że wszyscy stanowimy jeden chleb i jedno ciało” („Homilie na Ewangelię według świętego Jana, 26,14”).

„ND”: O jakie dary Bożej Dzieciny powinniśmy w to Boże Narodzenie szczególnie prosić dla siebie, swoich rodzin, Kościoła i ludzkości?

Ks. kard. R. Sarah: Niech Boże Narodzenie Roku Łaski 2020, u kresu roku okrutnie naznaczonego cierpieniem i zgonami wielu bliskich osób, roku niewątpliwie niezwykłego w dziejach ludzkości, przyniesie pocieszenie, otuchę i niezachwianą nadzieję światu złaknionemu pokoju i równowagi.

Życzę, aby to Boże Narodzenie, tak jak ostatnia Wielkanoc, boleśnie dotknięte pandemią koronawirusa, bardziej nas zbliżyło do Boga ubogiego i pokornego, który w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem, i wzmocniło nasze rodziny wokół Słowa Bożego, gorliwej modlitwy rodzinnej i milczącego wsłuchiwania się w Boga, który pragnie rozmawiać z każdym z nas w szczerym i głębokim spotkaniu serce w serce. „Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamysłu” (Rz 8,28).

Niech Bóg błogosławi biskupów i kapłanów, zakonników i siostry zakonne oraz wszystkich wiernych drogiego Narodu Polskiego, zwłaszcza rodziny, młodych pełnych entuzjazmu i osoby w podeszłym wieku, będące skarbem chrześcijańskiego społeczeństwa godnego tego miana… pamiętając o chorych, o naszych braciach i siostrach, którzy dopełniają w swym ciele i w swej duszy niedostatki udręk Chrystusa w Jego Męce, jak mówi św. Paweł (Kol 1,24), a także o najuboższych, którzy tradycyjnie są goszczeni w wielu polskich rodzinach, gdzie podczas Wieczerzy Wigilijnej czeka na nich miejsce.

„ND”: Dziękuję za rozmowę.

Ks. kard. R. Sarah: Dziękuję.

Sławomir Jagodziński tłum. Agnieszka Kuryś/Nasz Dziennik

drukuj