[Jestem w Kościele] Ed Sheeran czy chorał?
Ed Sheeran znalazł się na cenzurowanym. Diecezja włocławska opublikowała ostatnio komunikat, który wywołał duże poruszenie. Wszystko dlatego, że przypomina się w nim, iż podczas liturgii nie powinno się wykonywać świeckich utworów, nawet ze zmienionym tekstem. Dokument wprost wymienia tu „przebój ślubny” napisany do piosenki Eda Sheerana pt. „Perfect”. Skoro tak oczywiste przypomnienie budzi tak wielkie emocje, to znaczy, że z naszą świadomością liturgiczną musi być naprawdę źle.
Czytając komentarze w sieci można było trafić m.in. na głosy, że przecież ślub to tak wyjątkowy moment, że Kościół mógłby odpuścić i pójść z duchem czasu. Trzeba postawić sprawę jasno – to, że można w ogóle wpaść na pomysł, aby podczas Mszy Świętej wykonywać muzykę inną niż sakralną, to konsekwencja tego, że – posługując się słowami kard. Josepha Ratzingera – „całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki”. Późniejszy papież napisał to w kontekście oklaskiwania ludzkich dokonań podczas liturgii (co przecież także często się zdarza), ale ta diagnoza obejmuje również kwestię luźnego podejścia do muzyki wykonywanej w kościołach.
Liturgia jest kultem publicznym Kościoła. Obiektem kultu jest oczywiście Bóg – to banał, ale przecież nierzadko dochodzi do pomieszania, w efekcie czego tak naprawdę liturgia zmienia się w kult człowieka. Liczą się przede wszystkim jego potrzeby i emocje. Ma być miło, ciekawie i fajnie, a jakieś normy liturgiczne tylko temu przeszkadzają. W konsekwencji liturgia zostaje sprowadzona do zwykłej usługi, zaś wierny do roli klienta. A w końcu klient nasz pan! W takiej optyce to nie Bóg, lecz człowiek jest w centrum, czy to ten świecki, np. żądając Eda Sheerana na ślubie, czy celebrans, który dowolnie manipuluje przebiegiem liturgii. Na marginesie – czy nie widać zgrzytu w tym, że w nowo budowanych kościołach centralnym punktem prezbiterium często nie jest ołtarz (swoją drogą zazwyczaj pozbawiony krzyża, bo przecież zasłania kapłana) ani tabernakulum, lecz tzw. krzesło celebransa? To także przejaw niezdrowego antropocentryzmu w liturgii i – co być może bardziej trafi do niektórych środowisk – klerykalizmu.
Wróćmy jednak do muzyki i przypomnijmy, że wśród wszystkich rodzajów muzyki liturgicznej pierwszeństwo ma chorał gregoriański. Św. Pius X napisał o nim, że był i zawsze będzie najdoskonalszym wzorem muzyki kościelnej. Niestety dziś śpiew chorałowy jest niczym biały kruk, choć formalnie wciąż podkreśla się jego wartość i pierwszeństwo. Dlatego potrzebny jest nam rachunek sumienia. Jak to możliwe, że lekką ręką z niego zrezygnowaliśmy, jednocześnie często otwierając drzwi świątyń na muzykę o niskim poziomie artystycznym, która zamiast uwznioślać, coraz bardziej infantylizuje liturgię? Dlaczego powszechnie ignorowana jest „Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej” z 2017 r., która stanowi, że we wszystkich kościołach katedralnych, bazylikach i sanktuariach powinna być Msza święta w języku łacińskim z udziałem scholi gregoriańskiej? Kiedy wreszcie Kościół zacznie przestrzegać prawa, które sam ustanowił? W końcu jak powiedział św. Augustyn, którego słowa przytoczył niedawno Papież Leon XIV – Bóg nie chce, by obrażano Jego uszy.
Wojciech Grzywacz



